środa, 8 kwietnia 2026

Choroba naszej cywilizacji ma na imię Windigo

Mądrość ludów rdzennych stawia diagnozę tego, co trapi nasz świat. Zrozumienie tej choroby to pierwszy krok do znalezienia lekarstwa.


Coś pożera nasz świat. Lasy wymierają. Gatunki znikają. Miliardy ludzi żyje w skrajnej nędzy, podczas gdy kilkaset osób gromadzi bogactwo przekraczające wszelkie wyobrażenia. Ludzie przypisują to złej polityce, skorumpowanym politykom lub indywidualnej chciwości. Ale co, jeśli problem leży głębiej. Tkwi nie w konkretnych decyzjach, ale w samej istocie naszej cywilizacji?

W rozdziale mojej nowej książki „Ecocivilization” zgłębiam to pytanie poprzez potężny mit rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej: Windigo.

Windigo (znany również jako Wetiko) to nazwa nadana przez Odżibwejów kanibalistycznemu potworowi napędzanemu nienasyconym głodem. Im więcej konsumuje, tym bardziej jest wygłodniały. Nigdy nie może być zaspokojony, ponieważ jego apetyt nie jest ukierunkowany na pożywienie, lecz na pożeranie dla samego [perania. Dla Odżibwejów europejscy najeźdźcy, którzy przybyli na ich ziemie, wydawali się być ożywieni właśnie taką siłą. W obliczu najeźdźców, którzy zabijali, brali w niewolę i zdradzali w pogoni za złotem, rozpoznali u nich pewien rodzaj duchowego szaleństwa - głód, który zamieniał wszystko, co napotkał, w przedmiot eksploatacji.

Potwór Windigo

Potwór jest systemem

Ta metafora oferuje mrożącą krew w żyłach trafną diagnozę dominującego systemu, który ogarnął świat. W jego centrum leży sposób postrzegania, który uprzedmiotawia zarówno ludzi, jak i zwierzęta. Lasy stają się rezerwami drewna. Zwierzęta stają się hodowlą. Oceany stają się łowiskami. Ludzie stają się nakładami pracy lub zasobami ludzkimi. Gdy świat żywy zostanie zredukowany do zapasów aktywów nadających się do eksploatacji, granice moralne ulegają rozpuszczeniu.

Rozważmy strukturalną logikę naszej gospodarki. Korporacja, która stawia dobrostan swoich pracowników ponad kwartalne zyski, zostanie pokonana i ostatecznie wyeliminowana przez rywali, którzy tego nie robią. Inwestor, który przedkłada troskę o środowisko nad maksymalizację zysku, przegra z tym, który tego nie robi. Przywódca polityczny, który proponuje rzeczywiste ograniczenia wzrostu, zostanie przelicytowany i pokonany przez interesy czerpiące zyski ze status quo. Jednostki się zmieniają, a zachowanie trwa. To jest cecha charakterystyczna patologii systemowej – nie aberracyjni aktorzy, ale struktura, która przynosi te same destrukcyjne skutki, niezależnie od tego, kto pełni w niej rolę.

To właśnie nazywam Windigo Inc.: instytucjonalizacją nienasyconego głodu jako zasady organizującej naszą cywilizację. To nie spisek. Nie wymaga złoczyńców (choć ich tworzy). To samonapędzający się system, który nagradza wydobycie i karze za wstrzemięźliwość, który przekształca wszystko, co żyje – lasy, warstwy wodonośne, relacje międzyludzkie, samą Ziemię – w zasoby, które należy konsumować w pogoni za niekończącym się wzrostem.


Wylęgarnia Windigo

Ta mentalność nie wzięła się znikąd. Mój rozdział przedstawia dłuższą historię tego, jak hierarchiczne społeczeństwa, własność prywatna, imperia i zmilitaryzowany system eksploatacji stopniowo ukształtowały liczącą pięć tysięcy lat „pompę bogactwa”, przelewając nadwyżki od mas do nielicznych. Praktycznie wszystkie starożytne państwa, wczesne imperia i arystokratyczne porządki organizowały społeczeństwo wokół tego wzorca. Jednak współczesny kapitalizm wprowadził coś charakterystycznego i jeszcze bardziej niebezpiecznego. Wpoił tę długą historię dominacji wraz ze światopoglądem, który traktował naturę jako maszynę, wiedzę jako władzę, a nieograniczoną akumulację jako imperatyw cywilizacyjny.

To był mechanistyczny światopogląd, który ukształtował się we wczesnej nowożytnej Europie i stanowi ontologiczny paradygmat współczesnego świata. To nie przypadek, że właśnie w tym czasie i miejscu pojawiły się spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, dominacja białej rasy i kolonializm: projekt, który traktował całe kontynenty i narody jako surowiec.

Windigo jako kolonializm

Potem nastąpiła rewolucja przemysłowa, która uczyniła z energii eksploatorskiej skalowalną; a ostatnio neoliberalizm wyniósł te tendencje do rangi ideologii rządzącej, twierdząc, że nieograniczona konkurencja jest nie tylko efektywna, ale i moralnie słuszna.

Kapitalizm, w tym sensie, to nie tylko system ekonomiczny. To ekonomiczny przejaw mentalności Windigo. Niczym złośliwy proces w żywym organizmie, musi się nieustannie rozwijać, albo upaść. Nie może dostrzec wystarczająco dużo. Każdy zysk staje się platformą do dalszych korzyści. Każda wydajność staje się trampoliną do dalszej eksploatacji. Każda granica, czy to las deszczowy, instytucja publiczna, czy nawet ludzki układ nerwowy, staje się nową strefą grodzenia i monetyzacji.

Cicha złośliwość karmiąca się samą sobą

To, co sprawia, że ​​ten system jest tak trudny do zmierzenia się to fakt, że znaczna część jego przemocy jest ukryta. Wcześniej dominacja była często bezpośrednia i widoczna. Dziś jest ona często strukturalna, osadzona w znormalizowanej architekturze życia codziennego. Smartfon w kieszeni nosi w sobie cierpienie dzieci-górników i wyczerpanych robotników fabrycznych na odległych kontynentach. Raje podatkowe ultrabogaczy po cichu drenują majątek publiczny ze szkół, szpitali i niezbędnej infrastruktury. Wywłaszczenia ziemi wypierają tradycyjne społeczności, a na ich miejscu rozkwitają luksusowe inwestycje. Sama demokracja jest zdominowana przez sieci skoncentrowanej władzy, schowanej za uspokajającym językiem rządzenia i reform.


Windigo współcześnie


Dlatego diagnoza jest tak ważna. Jeśli błędnie zidentyfikujemy kryzys, będziemy kontynuować leczenie objawów, podczas gdy leżąca u jego podstaw patologia będzie się rozprzestrzeniać. Diagnoza Windigo ujawnia, że ​​zagrożenie, przed którym stoimy, nie jest jedynie ekologiczne czy polityczne. Jest cywilizacyjne. Ma swoje korzenie w systemie, którego najgłębszą logiką jest przekształcanie świata ożywionego w paliwo dla jego własnej, niekończącej się ekspansji.

W tym miejscu diagnoza Windigo staje się niewygodna zarówno dla postępowców, jak i konserwatystów: nie jest to przede wszystkim historia o złych ludziach. Wielu menedżerów przyspieszających wydobycie jest inteligentnych, często pełnych współczucia w życiu prywatnym i szczerze wierzy, że tworzy wartość. Wielu polityków, którzy umożliwiają niszczenie środowiska, uważa się za patriotów. System nie wymaga złych intencji. Systemowo selekcjonuje zachowania, które się reprodukują, i eliminuje te, które mu zagrażają.

Nadanie nazwy chorobie to początek

Nazwanie tego nie jest aktem rozpaczy, lecz początkiem uczciwości. A uczciwość to grunt, na którym możliwa staje się transformacja. Jeśli kryzys ma charakter systemowy, reakcja również musi być systemowa.


Kiedy już nazwiemy Windigo Inc., możemy zacząć zadawać sobie najważniejsze pytania:

  • Jak wyglądałaby gospodarka oparta na wystarczalności, a nie na niekończącym się wzroście?
  • Jakie instytucje mogłyby ukierunkować ludzką pomysłowość na rozkwit, a nie na eksploatację?
  • Jakie wartości – zaczerpnięte z rdzennej mądrości, tradycji kontemplacyjnych, nauk o złożoności i ekologii – mogłyby zastąpić nienasycony głód Windigo inną, ożywiającą zasadą?

To jest dłuższa droga "Ekocywilizacji": zrozumienie patologii, którą odziedziczyliśmy i naświetlenie afirmujących życie możliwości, które mogą jeszcze pozwolić nam zwrócić się ku innej przyszłości.


Jeremy Lent 



Jeremy Lent opisany przez dziennikarza Guardiana George’a Monbiota jako „jeden z największych myślicieli naszych czasów”, jest autorem i mówcą, który w swojej pracy bada podstawowe przyczyny egzystencjalnego kryzysu naszej cywilizacji i wskazuje drogi prowadzące do przyszłości pełnej życia.


Tytuł oryginalnego tekstu: 

Our Civilization's Disease Has a Name: Windigo

Indigenous wisdom offers a diagnosis of what ails our world — and understanding it is the first step toward a cure.




Zobacz też: 

Indiańskie przepowiednie o Czarnych Wężach

  

sobota, 14 lutego 2026

Drobni rolnicy produkują więcej żywności dla krajów bogatych, niż wcześniej sądzono – nowe badanie

Jak pokazują ostatnie badania, o których w poniższym artykule pisze Oliver Taherzadeh, drobni rolnicy produkują znacznie więcej żywności, niż dotychczas sądzono. Sposób uprawy w drobnych gospodarstwach jest mniej destruktywny dla środowiska i bardziej odporny na zmiany klimatyczne, niż w gospodarstwach przemysłowych oraz stanowi podstawę światowego bezpieczeństwa żywnościowego. Stanowi kluczowy element regeneracji gleb.

Ważną rolę odgrywają tutaj rolnicy z rdzennych społeczności w Afryce, Azji, Ameryce Południowej, ale też tradycyjni rolnicy w Europie ze względu na różnorodność upraw oraz stosowanie i podtrzymywanie przez nich tzw. tradycyjnej ekologicznej wiedzy.




Kto uprawia naszą żywność? Na to pozornie proste pytanie coraz trudniej odpowiedzieć w świecie, w którym żywność przywożona jest z zagranicy, aby trafić na nasz talerz.

W miarę jak kraje coraz bardziej polegają na imporcie żywności, wzmianka o odległych krajach na etykietach produktów staje się powszechna. Obecnie tylko jeden na siedem krajów jest samowystarczalny pod względem żywności w kluczowych grupach produktów. Aby zrozumieć, kto uprawia naszą żywność, badacze tacy jak ja muszą spojrzeć z globalnej perspektywy.

Wkład rolnictwa na małą skalę i na skalę przemysłową w globalne zaopatrzenie w żywność przyciągnął uwagę i wywołał wiele debat. Jednak moje badania pokazują, że mierzyliśmy niewłaściwą rzecz – produkcję, a nie konsumpcję. Skupianie się wyłącznie na krajowych systemach rolniczych wypacza nasze postrzeganie tego, którzy rolnicy żywią świat, ignorując żywność i rolników, którzy podtrzymują naszą codzienną dietę.

To podejście wzmacnia również założenie, że rolnictwo przemysłowe jest podstawą globalnego bezpieczeństwa. Ale kiedy uchylimy rąbka tajemnicy na temat naszego zglobalizowanego systemu żywnościowego, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.


Analizując wzorce produkcji i handlu w 198 krajach, odkryłem, że to małe gospodarstwa rolne (zazwyczaj mniejsze niż 20 hektarów), a nie ogromne przedsiębiorstwa przemysłowe, stanowią podstawę naszej codziennej diety. Badania mojego zespołu, opublikowane w czasopiśmie „Nature Food”, ujawniają, że drobni rolnicy odpowiadają za jedną trzecią żywności spożywanej w krajach o wysokich dochodach, takich jak Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.

Ta obserwacja została pominięta we wcześniejszych badaniach, które koncentrowały się wyłącznie na dystrybucji żywności od rolników w granicach państw. Te małe gospodarstwa często są nie do odróżnienia od megagospodarstw, które zdominowały krajobrazy wiejskie w Europie, Ameryce Południowej i Stanach Zjednoczonych.


Choć skoncentrowane w Afryce Subsaharyjskiej i całej Azji, małe gospodarstwa rolne odgrywają kluczową rolę w eksporcie owoców, warzyw, roślin strączkowych oraz roślin korzeniowych i bulwiastych do krajów zachodnich. Kilka kluczowych przypadków zasługuje na uwagę.

Mimo że małe gospodarstwa rolne stanowią mniej niż 1% australijskich gospodarstw rolnych, zaspokajają one około 15% krajowych potrzeb żywnościowych. W Kanadzie i Europie małe gospodarstwa rolne przyczyniają się do prawie 20% krajowego zapotrzebowania na żywność, głównie z zagranicy. Stanowią one również większość dostaw żywności w 46 badanych przez nas krajach, zaspokajając większość potrzeb żywnościowych 5 miliardów ludzi każdego dnia.




Eksport produktów rolno-spożywczych, takich jak soczewica i bataty, z małych gospodarstw wiąże się z kosztami dla krajów o niskich i średnich dochodach, w których dominują te systemy rolnicze. Kraje te importują ogromne ilości zbóż i roślin oleistych z krajów o wysokich dochodach, aby zrekompensować brak bezpieczeństwa żywnościowego i żywieniowego spowodowany uprawami towarowymi i rolnictwem kontraktowym.

Dynamika ta nosi znamiona kolonialnego ekstraktywizmu w globalnym systemie rolno-spożywczym. Sygnalizuje również rosnącą konsolidację łańcuchów dostaw żywności w krajach o niskich i średnich dochodach, spowodowaną importem z gospodarstw przemysłowych – zależność, która będzie rosła wraz ze wzrostem popytu na mięso i żywność przetworzoną w krajach szybko się uprzemysłowiających.


Drobne gospodarstwa rolne odgrywają kluczową rolę w budowaniu globalnego bezpieczeństwa żywnościowego. Jednak rolnicy prowadzący małe gospodarstwa często borykają się z niepewną sytuacją własności ziemi, ryzykiem klimatycznym, nierównymi warunkami handlowymi i międzynarodowymi systemami handlowymi.

Te nowe badania, opublikowane również w najnowszym raporcie Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), pokazują, że takie zagrożenia nie tylko ograniczają się do krajowych systemów żywnościowych, ale będą miały zasięg transgraniczny. Brak bezpieczeństwa żywnościowego i gruntowego dla drobnych rolników oznacza brak bezpieczeństwa żywnościowego dla nas wszystkich. Cięcia w pomocy zagranicznej ze strony krajów o wysokich dochodach zwiększają prawdopodobieństwo takiego stanu rzeczy, ponieważ wsparcie dla rolnictwa odpornego na zmiany klimatu maleje.

Ochrona produkcji drobnych rolników opiera się nie tylko na krajowych działaniach mających na celu ochronę źródeł utrzymania rolników, ale także na transgranicznych środkach zabezpieczających ich ziemię, prawa i dostęp do rynków, takich jak tytuły własności ziemi, drobne pożyczki i płace zapewniające utrzymanie.

Dotacje, umowy handlowe i konsolidacja korporacyjna podważają te filary bezpieczeństwa drobnych rolników i zagrażają najzdrowszej żywności na naszych talerzach – owocom, warzywom i roślinom strączkowym. Zwrócenie uwagi na rolników ukrytych w krajowych łańcuchach dostaw to pierwszy krok do zapewnienia, że ​​finansowanie i regulacje w sektorze rolno-spożywczym zapewnią zrównoważone źródła utrzymania wszystkim producentom żywności.

To nowe badanie podkreśla kluczową rolę, jaką drobni rolnicy odgrywają w zaspokajaniu obecnych potrzeb żywnościowych i wskazuje na ich znaczenie dla zrównoważonej przyszłości żywnościowej. Przejście na dietę bogatą w rośliny, postulowane przez naukowców, będzie opierać się na produkcji owoców, warzyw i roślin strączkowych, w nieproporcjonalnie dużych ilościach produkowanych przez mniejsze gospodarstwa, które zazwyczaj produkują bardziej zróżnicowane rodzaje żywności niż gospodarstwa wielkoobszarowe, mają wyższe plony i większą bioróżnorodność. Teraz, gdy wiemy, kto uprawia naszą żywność, musimy nadać rolnikom równy priorytet w krajowej polityce rolnej, zarówno w naszych granicach, jak i poza nimi.

Oliver Taherzadeh

Adiunkt na Wydziale Ekonomii Środowiska Uniwersytetu w Lejdzie


Artykuł ukazał się w "The Conversation"



Tłumaczenie: Tomasz Nakonieczny