piątek, 29 maja 2015

Dumni. Nie prymitywni. Cz 1


Na całym świecie można spotkać różne społeczności tubylcze żyjące na własnym terytorium.
O ile są one wolne w swoich wyborach dotyczących ich życia, doświadczają prawdziwego rozkwitu.
Dla wielu ludzi z zewnątrz takie społeczności wydają się „biedne”, „zacofane”, czy „prymitywne”.
Nie dostrzegają jednak bogactwa plemiennego życia, ziemi i wspólnoty.
Ich kultury są tak różnorodne, jak różnorodna jest przyroda, jednocześnie w rozmaitych, odległych od siebie grupach w różnym czasie wpadali na te same pomysły dotyczące ułatwień w życiu, jak np. techniki budowy domu w dżungli.

Ich życie nie jest ani statyczne ani utkwione w przeszłości. Ci ludzie adaptują się do nowych sytuacji tak samo dobrze jak i my. Wszyscy żyjemy w 21 wieku.

To zwykłe uprzedzenie każe nam myśleć, że jedni ludzie są „nowocześni”, a inni „zacofani”.
To uprzedzenie jest jednak używane w celu usprawiedliwienia przesiedleń rdzennej ludności i wpychania ich do „głównego nurtu” na podstawie założenia, że to eksperci wiedzą najlepiej, co jest dla nich dobre.

Możemy sobie zadać sobie pytanie, po co o tym piszę? Czemu mieszkańców Polski miałyby interesować problemy plemion z dalekiego świata? Czy oni mogą nas czegoś nauczyć? A co my możemy zrobić dla nich?

Faktem jest, że wszystko na świecie jest ze sobą połączone.
Nawet dokonując wyboru, jaki produkt kupić w supermarkecie i w jakiej ilości, tak naprawdę dokonujemy wyboru politycznego decydującego o szczęściu i nieszczęściu oraz losie odległych miejsc i ludzi, poprzez np. wzmaganie popytu na dobra, których produkcja przyczynia się do niszczenia lasów deszczowych, czy budowy toksycznych kopalń rud metali na terytoriach plemiennych.

Różnorodność kultur, języków i tradycji ma ogromną wartość, również wartość praktyczną.
Jeśli potraktować nasze życie na ziemi jako zadanie do rozwiązania, to dzięki różnorodnym kulturom dysponujemy wieloma rozwiązaniami wynikającymi z innego spojrzenia z różnych stron pod różnymi kątami oraz z wielorakiej percepcji i opisu owego zadania.

Podobno Albert Einstein, będąc USA dowiedział się o pracy tamtejszych antropologów i lingwistów badających tubylcze kultury z południowo-zachodnich stanów Ameryki. Wówczas miał powiedzieć, że do opisania jego teorii względności najlepiej nadawałyby się indiańskie języki z rodziny juto-azteckiej, którymi posługują się m.in. Hopi, Juta, Pajuta i Huichol – po prostu w ich odbiorze rzeczywistości czas jest pojmowany zupełnie inaczej niż w zachodnim linearnym umyśle. Stąd zupełnie inny jego opis obecny w tamtych językach.
To oznacza, że potrafią opisywać takie rzeczywistości, które dla większości ludzi zachodniego świata są zupełnie niepojęte, co nie oznacza, że nierealne.

W wielu społecznościach tego typu zachował się szczególny, nacechowany szacunkiem stosunek do natury i jej zasobów. Wielu przyrodników obecnie nie ma wątpliwości, że obecność plemion wpływa na zachowanie różnorodnej przyrody, że autentycznie przyczyniają się do zahamowania wylesień na obszarach, gdzie żyją.*

Wystarczy spojrzeć na mapy satelitarne pokazujące stan lasów deszczowych w południowej Amazonii i porównać z mapami ukazującymi granice oficjalnych terytoriów tubylczych i rezerwatów przyrody. Okazuje się że wiele z nich to leśne wyspy otoczone wykarczowanymi polami i pastwiskami, ocalone dzięki Indianom, którzy bronią swoich lasów. To jest ich walka o przetrwanie. Tym samym, nieświadomie, jest to walka o przetrwanie całej ludzkości, bo truizmem jest mówienie, że stan lasów zabezpiecza byt wszystkich ludzi na świecie.

Podobnie, jak Indianie Amazońscy, kambodżańskie plemię Kuy broni swojego lasu Prey Lang,
Organizuje patrole wyłapujące nielegalnych drwali, a kilka lat temu przy pomocy buddyjskich mnichów zorganizowało masowe protesty w stolicy Phnom Penh utożsamiając się z bohaterami filmu Awatar.
Liderzy tego ludu mówią wprost, że ta walka jest nie tylko walką o ich las. Jest czymś o wiele więcej – jest walką o dobro wszystkich mieszkańców Kambodży, a nawet świata.**





Indianie Kanadyjscy stoją w tej chwili na pierwszej linii frontu w walce o ziemię, którą rząd chce im odebrać i oddać firmom drzewnym i wydobywczym. Siłę czerpią z własnej duchowej tradycji, ale nieocenione wsparcie dostają też od Białych, którzy pomagają im w sprawach organizacyjnych i prawnych, a którym nieobojętny jest los środowiska naturalnego.

Wielu rządom narodowym nie podoba się obecność autonomicznych społeczności kultywujących własną tradycję i blokujących przemysłową eksploatację ziemi.
Próbują więc ich na siłę włączać do kultury głównego nurtu, aby podciąć ich korzenie i w ten sposób osłabić ich opór.
Gdy zostaną pozbawione ziemi przez wielkie firmy, kiedy uniemożliwi im się dostęp do zasobów naturalnych, wówczas bardzo często stają się najbiedniejszymi z biednych, zmuszonymi do życia na marginesie społeczeństwa, jak to się dzieje np. z Indianami z Ameryki Północnej, czy Australijskimi Aborygenami. Jednak taka przyszłość wcale nie musi być nieunikniona, o ile ich prawa zostaną uznane i odpowiednio wsparte.


„To jest szaleństwo, kiedy obcy przychodzą do nas i uczą nas rozwoju. Czy jest możliwy rozwój poprzez niszczenie przyrody, która zapewnia ci jedzenie, wodę i godność? Wy musicie płacić, aby się wykąpać, kupić jedzenie, czy nawet wodę pitną. My na naszej ziemi nie musimy kupować wody tak, jak wy i wszędzie możemy jeść za darmo.”

Lodu Sikaka, plemię Dongria Kondh (Indie)


Społeczności rdzenne wydają się być pewnym wyrzutem sumienia dla nowoczesnego człowieka, który żyje wprawdzie w społeczeństwie, ale często poza wspólnotą, samotnie, co najwyżej w małej wspólnocie rodziny.
Badania wykazały, że ludzie z wielu społeczności plemiennych, o ile żyją na swoim terytorium i według własnych tradycji, bywają najszczęśliwszymi ludźmi na świecie – koczowniczy Masajowie z Afryki okazali się być równie szczęśliwi, jak najbogatsi światowi miliarderzy.


„Uważacie nas za biednych, ale nie jesteśmy. Sami produkujemy wiele odmian ziaren i nie potrzebujemy pieniędzy.”

Baba Mahariya, plemię Bhil (Indie)

Przez pokolenia ludy tubylcze wykształciły kompleksowy system dobrego życia we wspólnocie, w harmonii z ziemią (co nie oznacza oczywiście, że są urodzonymi „ekologami”; przekształcali naturę, ale nie musiało to pociągać za sobą jej dewastacji).

Ludzie ci mogą być uważani za biednych według kryteriów pieniężnych, ale, o ile mieszkają na swojej ziemi są bogaci w inny sposób. Mają wszelkie powody, by czuć się dumnymi ze swoich wspólnot i sposobu życia, jaki wybrali.



Żródło:
Opracowanie: Tomasz Nakonieczny



czwartek, 28 maja 2015

Wstęp

Na tej stronie pragnę ukazywać piękno i mądrość rdzennych kultur Ziemi, które jeszcze zachowały w większym lub mniejszym stopniu duchową i fizyczną więź z naturą i Matką Ziemią.
Chcę przybliżyć rozwiązania, jakie drzemią wśród ludzi postrzegających przyrodę inaczej niż większość z nas – z  pozycji jej głębokiego zrozumienia i wielowiekowego doświadczenia.

Będę także nawiązywać do naszych słowiańskich i bałtyjskich przodków, ich kultury życia i bycia. W ostatnich latach odkrywanych jest coraz więcej prawd z naszej dawnej historii. Niech to, co było dla nich wielką wartością, stanie się i naszą codziennością!
Niech ta strona przyczyni się też do budowania szacunku dla naszych korzeni poprzez odkrywanie tego, że tu w Polsce i w środkowo-wschodniej Europie to my jesteśmy rdzennymi mieszkańcami, którzy opiekują się tą ziemią.

Pragnę, aby ta strona wnosiła też swój wkład do budowania wśród nas kultury szacunku dla rdzennych społeczności, aby przyczynić się do lepszej ochrony ich praw, tak często naruszanych przez rządy państw, w których żyją, a także banki i korporacje łase na dobra skrywane przez ich ziemie i wody.

Czuję, że kluczem do powrotu do harmonii we współczesnym świecie jest połączenie mądrości starożytnych i rdzennych kultur, w tym naszych przodków, z nowoczesną nauką. Połączenie to stworzyłoby zupełnie nową jakość, nowy paradygmat, który poprowadziłby nas alternatywną drogą rozwoju ku, jak wierzę, świetlanej przyszłości.