wtorek, 11 stycznia 2022

Wiedza rdzennych społeczności dla adaptacji klimatycznej

W niniejszym opracowaniu przybliżę przesłanie architektki krajobrazu prof. Julii Watson z uniwersytetów Harvard i Columbia.

Julia Watson przemierzyła w ciągu sześciu lat 18 krajów, aby poszukiwać w nich tradycyjnej wiedzy rdzennych społeczności odnośnie umiejętności adaptacji do skrajnych warunków klimatycznych i przyrodniczych. Zdobytą wiedzę udokumentowała w ponad 400-stronicowej książce  „Lo-TEK: Design by Radical Indigenism”. W tytule autorka nawiązuje do gry słów, gdzie Lo-TEK jest niejako odwróceniem pojęcia „high-tech” (wysoka technologia). Tutaj jest jednak mowa o „low-tech” (niska technologia). TEK zaś to Traditional Ecological Knowledge (Tradycyjna Ekologiczna Wiedza).

Autorka sugeruje, aby oduczyć się naszej zachodniej definicji „low-tech” jako podstawowej lub przestarzałej, a raczej w podobny sposób problematyzować nasze przyjmowanie wszystkich rzeczy „high-tech” i „destrukcyjnych”. Watson mówi, że Lo-TEK reprezentuje szerszy ruch projektowy. Jak pisze: „W przeciwieństwie do jednorodności współczesnego świata, rdzenność jest przeformułowana jako ewolucyjne przedłużenie życia w symbiozie z naturą”.

 

Od 100 lat leśne ogrody kihamba pozwalają zachować wyjątkową różnorodność biologiczną i wyżywić rosnącą populację ludu Chagga w Tanzanii (Photo: Ulrich Doering / Alamy Stock Photo)


Jak zauważa Watson, zachwycamy się starożytnymi cywilizacjami, które pozostawiły po sobie wielkie budowle, takie jak np. piramidy egipskie, czy rzymskie akwedukty. Tym czasem te cywilizacje upadły dawno temu. A co z wciąż funkcjonującymi od setek i tysięcy lat żywymi cywilizacjami, które dzięki tradycyjnej wiedzy zdołały się na bieżąco adaptować do zmiennych warunków? Obecnie jako świat stoimy w obliczu ogromnych przemian wynikających ze zmieniającego się klimatu i postępującego kryzysu ekologicznego. Jak na ironię te grupy ludzi, które najmniej się przyczyniły do zmian klimatu na skutek emisji gazów cieplarnianych i niszczenia lasów, ponoszą największe konsekwencje tych zmian – rozległe pożary lasów, susze, powodzie, zanik lodu i topnienie zmarzliny w Arktyce. A to tylko kilka przykładów. Jako ludzkość zaczynamy już rozumieć tą ironię. Ale mniej oczywistym jest fakt, że te wciąż żyjące prastare społeczności dysponują technikami, filozofią i wiedzą, które mogą zapobiec dalszemu wzrostowi temperatury, niekontrolowanym pożarom i zamieraniu raf koralowych.

W swoich wystąpieniach oraz książce prof. Watson proponuje zmianę sposobu myślenia na promującą równowagę, zaradność i przywracanie należnego centralnego miejsca głosom rdzennych społeczności po wiekach ignorancji i wyzysku. Taki stan rzeczy wynika w dużej mierze z tego, że od epoki Oświecenia postawa Zachodu koncentrowała się na kolonizacji, a nie współpracy. Całkowicie więc pominięto możliwości uczenia się rdzennych praktyk od ludów tubylczych. Obecne zniszczenia środowiska pokazują, że luki w naszej wiedzy są aż nadto oczywiste. Inną ironią jest to, że nigdy nie mieliśmy większego dostępu do edukacji, wiadomości, zasobów i pomysłów, jak obecnie. Jak to ujęła Watson: „W tym wieku informacji wprost toniemy w niej, ale głodujemy na niedostatek mądrości”.

Politycy i korporacje składają obietnice na rok 2050, a naukowcy ostrzegają, że mamy mniej niż 12 lat, aby działać. Oczywiste jest, że technologia “high-tech”, którą wymyśliliśmy, jest niewystarczająca. Słusznie mówi pani Watson że nie możemy znaleźć rozwiązań dla naszych problemów, skoro te rozwiązania wynikają z tej samej ideologii, która te problemy stworzyła.

Pozostaje opcja spowolnienia, ponownego zjednoczenia z naturą oraz wsłuchania się w rdzenne społeczności.

 

Zapraszam do zapoznania się po krótce z rozwiązaniami kilku takich grup, które w swych podróżach odwiedziła Julia Watson dokumentując ich tradycyjną wiedzę.

 

Żywe mosty ludu Khasi. Północnowschodnie Indie

Lud Khasi musi się zmagać z najwyższymi sumami opadów na świecie. Zamieszkują górzyste tereny leśne. Podczas monsunów jednak ich wioski byłyby od siebie odcięte powodziami, gdyby ich niezwykłe mosty, które same rosną z odpowiednio układanych korzeni drzew figowych. Z wiekiem mosty takie stają się co raz trwalsze ze względu na pogrubianie się i umacnianie konarów, które je tworzą. Wiotkie jeszcze końcówki korzeni całe społeczności – mężczyźni, kobiety i dzieci splatają tak, aby rosły w most wysoko ponad rzeką, która silnie wzbiera w porze monsunów. Most taki może przetrwać setki lat. Tradycja hodowli żywych mostów ludu Khasi liczy sobie 1500 lat. A jak długo przetrwały nasze najstarsze mosty. Czy mamy ich dużo?

Metody prowadzenia żywych mostów w pozostałych regionach świata mogą być inspiracją do tworzenia różnych struktur o innym już przeznaczeniu. W Polsce np. tworzone są altany wierzbowe. Wierzba w naszych warunkach może zastąpić drzewo figowe. Być może konstrukcje o podobnych właściwościach, co mosty Khasi można wykorzystać do tworzenia zacienionych zielenią ulic i deptaków w wielkich miastach, jako element adaptacji do zmian klimatu, aby m.in. zmniejszyć efekt miejskiej wyspy ciepła.

Żyjący most ludu Khasi. (Fot. PJeganathan)


Kultura wody ludu Ma’dan. Bagna południowego Iraku

Arabski lud Ma’dan zamieszkuje mokradła u zbiegu Tygrysu i Eufratu od 6000 tysięcy lat.

Na przestrzeni wielu pokoleń nauczyli się radzić sobie z nieregularnymi powodziami tak charakterystycznymi dla Dolnej Mezopotamii.

Z jednego tylko gatunku trzciny Qasab wznoszą monumentalne domy przypominające katedry. Są lekkie, a buduje się je w trzy dni. Z trzciny tej wykonują także liny oraz budują łodzie i pływające wyspy, na których lokują swoje wioski. Wyspy takie wytrzymują ponad 25 lat. Materiał do budowy jest powszechnie dostępny, darmowy, biodegradowalny. Trzcina Qasab dostarcza także pożywienia specjalnej odmianie wodnego bydła oraz mąki dla ludzi. W odnogach rzek i rozlewiskach ludzie łowią ryby.

Przy okazji mokradła te pełnią ogromną rolę ekologiczną. Stanowią miejsca odpoczynku podczas przelotów oraz zimowisk dla ptactwa wodnego z Euroazji. Mają także wpływ na rozkład opadów w okolicznych pustynnych regionach Mezopotamii, Arabii i Wyżyny Irańskiej.

Konstrukcja z trzciny Qasab Arabów z bagien. (Fot. David Stanley)

Wnętrze domu gościnnego (Fot. Hassan Janali)


Lud Ma'dan na bagnach (Fot. David Stanley)

Kalkuta. Bengal Wschodni.  Indie

Poważnym problem 15 milionowego miasta Kalkuty jest produkcja ogromnej ilości ścieków.

Jednak na obrzeżach miasta wciąż funkcjonują równiny zalewowe, na których istnieje 300 stawów rybnych. Pomimo, że tereny te okalają wielopasmowe drogi i wysypiska śmieci, stawy rybne na podmokłych równinach stanowią od dawna znaną technikę miejscowej ludności służącą produkcji żywności, a konkretnie hodowli ryb. Przy okazji oczyszczają wodę z zanieczyszczonej rzeki. Kombinacja żyjących w symbiozie bakterii i glonów, ciepła i dużego nasłonecznienia sprawia, że woda jest oczyszczana w ciągu 30 dni, nim trafi do Zatoki Bengalskiej.

Co ważne, wiele miast Europy i Azji już zaczęło wdrażać podobną metodę dla oczyszczania wód.

 

Stawy wokół Kalkuty. W głębi widać płonące wysypisko śmieci - powszechny problem wokół Kalkuty (Fot. Biswarup Ganguly



Tofinu. Zalew Nokoue u ujścia rzeki Oueme do Zatoki Gwinejskiej. Benin, Afryka

Lud Tofinu stworzył największe „miasto na jeziorze” w Afryce. To miasto Ganvie, co znaczy „przetrwaliśmy” złożone jest z domów na palach zbudowanych wokół systemu kanałów, po których ludzie przemieszczają się na czółnach. Przy „głównym placu” znajduje się około 3000 domów na palach, w tym bank, poczta i meczet. Wszystko otoczone 12 tys. pojedynczymi wybiegami dla ryb.

Ta sztuczna rafa, wolna od chemii, zajmuje prawie połowę laguny i dostarcza pożywienia milionowi mieszkańców wokół zalewu.   

Rejon zalewu pomimo gęstego zaludnienia charakteryzuje się także wysoką różnorodnością biologiczną.

Ważną przesłanką dla technicznego świata jest tutaj umiejętność adaptacji ludu Tofinu do permanentnego podtopienia oraz cyklicznych powodzi.

 


Osady na wodzie ludu Tofinu. Zalew Nokoue. (Fot. Ji-Elle)



W Australii autorka będąc świadkiem rekordowych pożarów wokół Sydney zauważyła, że ogień nie zniszczył tych starych lasów, które od wieków były zarządzane przez Aborygenów. Tubylcy wypalali te lasy sunąc po ściółce rozżarzonym patykiem (fire stick). W efekcie mały kontrolowany ogień wypalał posusz czyniąc lasy odpornymi na wielkie i niekontrolowane pożary.

Podobną gospodarkę w lasach prowadzili kalifornijscy Indianie. Obecnie tamtejsze władze nawiązują współpracę z miejscowymi plemionami we wspólnej prewencji przeciwpożarowej w lasach z zastosowaniem tradycyjnych znanych tam od wieków metod.

 

Julia Watson odwiedziła także lud Chagga zamieszkujący stoki Kilimandżaro w Tanzanii.

Stosowane przez nich tradycyjne metody leśnego rolnictwa – leśne ogrody kihamba  nie tylko zapewniają żywność szybko rosnącej populacji, ale też pozwalają utrzymać różnorodność biologiczną na stokach najwyższej góry Afryki.

 

Wymienione w książce Julii Watson różnorodne społeczności rdzenne łączy ważna cecha – głęboka symbiotyczna relacja z otaczającym je środowiskiem przyrodniczym. Postrzegając siebie jako integralną część przyrody, a nie coś od niej odrębnego, nie mają w sobie zadatków, by ją niszczyć. Często nawet wzbogacają swoje środowisko przyrodnicze, czego nie można powiedzieć o naszej cywilizacji.

W wielu przypadkach istnieje duchowa więź z przyrodą. Na przykład drzewo figowe jest dla ludu Khasis święte. Amazońscy Indianie Kayapo wierzą zaś, że ich przodkowie uczyli się od pszczół, więc posiadają roje pszczele, które produkują miód, zapylają ich uprawy i podtrzymują różnorodność biologiczną w otaczającym ich lesie deszczowym. Jak zauważa Watson, podejście plemienia Kayapo w obliczu zanikania rodzin pszczelich na całym świecie, powinno stanowić inspirację dla projektantów, jak współpracować z przyrodą.

Julia Watson zauważa, że odpowiedzią technicznej cywilizacji na kryzys jest odgradzanie się. Stal beton i szkło służą nam do wznoszenia fortec przeciwko przyrodzie. Jej badania nad starożytnymi technologiami i rdzennymi systemami pokazują coś zgoła innego – że możemy zasiewać kreatywność w czasie kryzysu. W zanadrzu mamy dostępną starożytną, wciąż żywą wiedzę. Słuchając społeczności tych Starych Ludów, wdrażając sposób myślenia oparty na symbiozie z naturą będziemy mogli sprostać wyzwaniom 21 wieku.

 

Opracowanie: Tomasz Nakonieczny

 

Do stworzenia niniejszego opracowania posłużyłem się artykułem z czasopisma Vogue pt. „How IndigenousArchitecture Can Change the Way We Live on Earth” autorstwa Emilly Farra oraz wystąpieniem Julii Watson na TED 2020 pt. „How to build a resilient future using anscient wisdom”.


Zobacz też:

Raport ONZ wskazuje na doniosłą rolę ludów rdzennych w ocaleniu świata

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz