"Kamienie są Jej kośćmi, a woda jest Jej mlekiem."
Powiedzenie kanadyjskich Indian Tahltan
W
zbiorowej świadomości ludzi Zachodu dominuje postrzeganie przyrody,
jako czegoś na zewnątrz, oddzielnego, poza człowiekiem. Przyroda
jest, owszem, ważna dla przetrwania, stanowi bowiem źródło
pożywienia, surowców, kopalin i energii oraz jest potrzebna dla
rekreacji i wypoczynku, ale jest ona w naszym umyśle czymś od nas
odrębnym, czymś co się eksploatuje, niszczy lub też chroni i
racjonalnie użytkuje.
 |
Jeziora to swoiste "narządy zewnętrzne" żyjącego organizmu Ziemi. Na zdjęciu polodowcowe Jezioro Zbiczno. Brodnicki Park Krajobrazowy (Fot. Tomasz Nakonieczny) |
Być może takie postrzeganie przyrody w
naszym kręgu kulturowym jest implikowane silnym wpływem tradycji
judeo-chrześcijańskiej, w której kiedyś przeważył nurt
postrzegający świat stworzony jako coś oddzielonego od człowieka,
przeznaczonego i poddanego jego panowaniu. A przecież w innych
tradycjach starożytności oraz mniej znanych mistycznych nurtach
chrześcijaństwa, judaizmu i islamu, jak również ocalałych
współcześnie rdzennych kulturach człowiek nie jest już tak
kategorycznie wyodrębniony od natury. Jak nauczają buddyści, umysł
człowieka nie jest już tak na prawdę jego własnością, ponieważ
jest on emanacją Wielkiego Umysłu. Zaś mędrcy starożytnej
Grecji, jak Sokrates i Platon, czy też mistycy chrześcijańscy, jak
np. Mistrz Ekchart, nauczali, że Geniusz człowieka to ekspresja
boskiego geniuszu, który przejawia się w przebudzonych jednostkach
- przebudzonych na postrzeganie i przejawianie w swoim życiu Prawdy,
Dobra i Piękna.
Według
amazońskich Indian Achuar nawet nasze sny nie są już tylko nasze,
ale są własnością całej wspólnoty, bo mają służyć jej
dobru.
Podobnie
nasze ciało jest ekspresją geniuszu samej przyrody.
W
mitologii Komanczów – północnoamerykańskich Indian, pierwsi
ludzie zostali stworzeni z wiru pyłów. A czymże jest ten wir
pyłów, jak nie krążącą materią, która pochodzi z ziemi, na
jakiś czas wbudowuje się w nasze ciała by następnie do ziemi
powrócić. A ów ruch wirowy? To przecież poruszona słońcem
energia. Słońce nagrzewa ziemię powodując ruchy powietrza. Ta
sama energia pobrana ze słońca przez zielone komórki roślin
napędza metabolizm i przemianę materii w naszych komórkach.
Kolejnym
zjawiskiem budzącym zdziwienie jest pewien fakt znany doświadczonym
zielarzom i naturoterapeutom. Otóż w okolicach, w których
pojawiają się u ludzi określone choroby i dolegliwości rosną
rośliny i grzyby lecznicze oraz znajdują się inne naturalne
medykamenty, które stanowią odpowiedź na te właśnie zdrowotne
problemy. Zwróćmy uwagę na przykład na wiosenne trawniki wokół
domów i bloków mieszkalnych w naszych wioskach i miastach.
Pokrywają się żółto kwitnącymi mniszkami lekarskimi, które
stanowią cenny lek oczyszczający wątrobę – a przecież
większość współczesnych ludzi ma ten organ zanieczyszczony na
skutek spożywania przetworzonego i obciążonego chemią pożywienia.
Wiosna to też czas największej aktywności wątroby, czyli
najlepszy czas, aby ją oczyścić. Do tego mniszek wzmacnia i
wzbogaca w witaminy i minerały organizm zmęczony po zimie.
Oczywiście nie zaleca się zbioru mniszka z trawników przy
ruchliwych ulicach, czy też tam, gdzie załatwiają się psy. Warto
potraktować to zjawisko raczej jako pewną podpowiedź, jak sobie
pomóc. Wygląda to tak, jakby świadoma Matka Ziemia troszcząc się
o swoje chore i osłabione dzieci podsuwała im pod nos lekarstwo.
Mniszek
na miejskich trawnikach to tylko najprostszy przykład. Na najcięższe
choroby cywilizacyjne, również te, które dopiero teraz się
pojawiają, w dzikich lasach tropikalnych, w tajdze, w górach, na
stepach, łąkach i mokradłach od tysięcy lat prawdopodobnie już
istnieją leki, które skutecznie mogą wyleczyć te choroby.
.jpg) |
Mniszek lekarski na łące (Fot. Lesław Zimny, źródło Wikimedia) |
Właśnie
tak! – Matka Ziemia postrzegana jako napełniony świadomością
organizm, którego człowiek jest integralną częścią składową.
Jest to może bardzo śmiałe stwierdzenie dla umysłowości Zachodu,
w której koncepcja Ziemi jako organizmu pojawiła się stosunkowo
niedawno w opracowaniach brytyjskiego biochemika Jamesa Lovelocka,
ale jeszcze daleko jej, by przyznać naszej planecie jakąś
świadomość. Nie mniej jednak w kulturach rdzennych i starożytnych
wiara w żyjącą i świadomą Ziemię była (jest) dość
powszechna.
Jeśli
spojrzeć na współczesną wiedzę o ekosystemach i ich związkach z
ludźmi i innymi organizmami, czyli na naukową ekologię, to okaże
się że tapozornie zewnętrzna przyroda jest tak na dobrą sprawę „zewnętrznym
ciałem” człowieka.Poszczególne ekosystemy, jak mokradła, rzeki, lasy itd. to nasze
zewnętrzne organy i narządy, a gatunki i ich populacje to nasze
zewnętrzne tkanki.
Takie
postrzeganie przyrody, jako czegoś nierozerwalnego, organicznie
powiązanego z człowiekiem implikuje określone postawy. Ekologia
rozumiana szeroko, jako wiedza plus działania na rzecz ochrony
przyrody i środowiska jawi się wówczas jako „medycyna
zewnętrzna” (w
odróżnieniu od „medycyny wewnętrznej” interesującej się
organizmem człowieka) i zdaje się wykraczać poza znany nam
filozoficzny podział na „ekologię płytką” i „głęboką”.
Ochrona
ginących gatunków, dzikich ostępów oraz zjawisk naturalnych,
nawet jeśli przy obecnym poziomie wiedzy nie dostrzegamy związków
między nimi, a naszym dobrobytem i zdrowiem, zawsze leży w naszym,
jako ludzi, najgłębiej rozumianym interesie.
Wymieńmy
kilka przykładów:
Choroby
z największą intensywnością szerzą się głównie tam, gdzie
człowiek naruszył w jakiś sposób naturalną równowagę, np. w
strefach tropikalnych zarazki malarii najliczniej występują na
obszarach, gdzie zniszczono naturalne lasy. Zdrowe lasy, dzięki swej
wielkiej różnorodności biologicznej, tłumią i zapobiegają
rozprzestrzenianiu się patogenu poprzez swego rodzaju „rozcieńczenie
ekosystemowe”. Nosiciel – komar widliszek w zdrowym lesie
tropikalnym ma więcej naturalnych wrogów, a do tego musi konkurować
z innymi gatunkami komarów, z których część nie roznosi malarii.
Niedawno naukowcy w Kambodży dowiedli wzrostu zachorowalności wśród
dzieci na różnego rodzaju choroby, zwłaszcza układu pokarmowego w
miejscach, gdzie lasy zostały przetrzebione lub całkowicie
zniszczone.
 |
Rzeki to "krwiobieg" planety. Afrykańska rzeka Niger wraz z dopływami oraz jeziorami Fati i Oro widziane z kosmosu. (Fot. NASA) |
Budowa
zapór na rzekach Afryki również przyczynia się do wzrostu
zachorowalności na malarię, a przy okazji do zaniku naturalnych
mokradeł, jak np. Jeziora Czad i bagien w wewnętrznej delcie Nigru.
Zanik mokradeł w Afryce prowadzi do załamania się naturalnych
źródeł pożywienia dla lokalnej ludności oraz paszy dla bydła, a
także zmniejszenia sumy opadów i poszerzania się pustyń. To
sprawia, że pojawia się głód i niedożywienie prowadzące do
chorób, konfliktów i masowych migracji ludności do innych miejsc,
przyczyniając się do kolejnych konfliktów.
Osuszane
w różnych częściach świata mokradła nie mogą już więcej
magazynować i oczyszczać wody oraz łagodzić klimatu, kiedy
podczas postępującego globalnego ocieplenia te funkcje są jeszcze
bardziej pożądane i niezbędne dla zachowania równowagi
ekologicznej i bezpieczeństwa narodowego.
 |
Mokradła stanowią swoiste "nerki" i "wątrobę" Ziemi oczyszczając i magazynując wodę oraz pełniąc wiele innych funkcji, jak pochłanianie CO2 z atmosfery i odkładanie go w torfie. Na zdjęciu mokradło w Lasach Rembertowsko-Okuniewskich pod Warszawą. (Fot. Tomasz Nakonieczny) |
W
tych obszarach miast, gdzie brakuje zieleni ludzie są bardziej
neurotyczni i schorowani niż w miastach i dzielnicach, które
obfitują w zieleń i naturalne enklawy.
Przemysłowe
rolnictwo nie tylko przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych i
bezpośredniej degradacji ekosystemów na skutek ekspansji upraw na
tereny dotychczas zajęte przez naturalną szatę roślinną lub
ekstensywne rolnictwo; nie tylko prowadzi do załamania się zdrowia
całych populacji ludzkich na skutek zanieczyszczania wód pitnych i
masowego stosowania chemii, która następnie trafiając do
pożywienia rujnuje zdrowie konsumentów, szczególnie dzieci,
przyczyniając się do powstawania alergii, chorób nowotworowych i
wielu innych schorzeń. Na skutek intensywnej uprawy ziemi,
stosowania nawozów sztucznych, usuwania zadrzewień chroniących
glebę oraz oderwania upraw roślin od całego biologicznego
kontekstu, jakim jest życie glebowe i inne organizmy
współtowarzyszące uprawom, dochodzi do totalnego wyjałowienia
gleb. Co z tego, że obfitują one w azot, fosfor i potas ze
sztucznych nawozów, kiedy są niemal całkowicie wyzute z selenu,
cynku, kobaltu, magnezu i innych pierwiastków życia. W efekcie
spożywania produktów wyhodowanych na tak wyjałowionych glebach,
organizmy ludzkie stają się równie wyjałowione Produkty spożywcze
są bowiem niemal całkowicie pozbawione witamin i minerałów oraz
substancji biologicznie czynnych. Dla przykładu bez selenu organizm
człowieka nie jest w stanie wytworzyć peroksydazy glutationowej, a
bez cynku dysmutazy ponadtenkowej – silnych antyutleniaczy
warunkujących zdrowie i hamujących procesy starzenia. Niedobór
magnezu sprzyja większej zapadalności na nowotwory, choroby serca i
układu krążenia oraz na depresję. Brak kobaltu sprawia, że
bakterie jelitowe nie mogą wytworzyć witaminy B12 wpływającej na
sprawność umysłu, chroniącej komórki nerwowe przed wolnymi
rodnikami i odpowiadającej za syntezę DNA komórek.
A
przecież wprowadzenie rolnictwa permakulturowego i agroleśnictwa
jako głównego źródła naszej żywności diametralnie podniosłoby
biologiczną i zdrowotną jakość upraw, zmniejszyłoby
zanieczyszczenie wód podziemnych i powierzchniowych oraz
zwiększyłoby różnorodność ekosystemów rolniczych, a tym samym
ich odporność na warunki atmosferyczne i zmieniające się warunki
klimatyczne, jednocześnie dostarczając pełnowartościowego,
zdrowego pożywienia podnoszącego poziom zdrowia i witalności wśród
ludzi.
Widzimy
na tym przykładzie silny związek między kondycją gleb, a kondycją
naszego ciała.
Można
tu w nieskończoność przytaczać przykłady dowodzące, że zawsze
szkodzenie przyrodzie to szkodzenie człowiekowi, a ochrona przyrody
to ochrona człowieka.
Jako społeczeństwo musimy szybko dojrzeć do zrozumienia tej
prawdy, ponieważ większość rosnących w szybkim tempie problemów
ze zdrowiem fizycznym i psychicznym w większym lub mniejszym
stopniu, ale prawie zawsze ma jakiś związek z problemami
ekologicznymi i ich rozwiązanie musi przyjąć charakter systemowy.
Również nasze bezpieczeństwo od klęsk żywiołowych oraz
bezpieczeństwo żywnościowe zależą od dobrej kondycji środowiska
przyrodniczego i ekosystemów jako funkcjonalnych narządów planety.
Rozległe stare lasy o charakterze naturalnym z dużą ilością
martwego drzewa o wiele skuteczniej chronią przed powodzią i suszą,
kontrolują lokalne wzorce pogodowe
oraz stabilizują klimat niż przetrzebione lasy gospodarcze
pozbawione martwego drewna i bardzo starych drzew.
W
świetle powyższego wszelka medialna i polityczna nagonka na
ekologów, mająca na celu zdeprecjonowanie w oczach społeczeństwa
ich działań na rzecz ochrony przyrody, dlatego że przeszkodzili
lub utrudnili w realizacji jakiś przyrodniczo destruktywnych
interesów wąskiej grupy ludzi, to zwyczajny sabotaż zdrowia i
bezpieczeństwa narodowego.
Nie
da się bowiem oddzielić troski o zdrowie i bezpieczeństwo ludzi od
troski o przyrodę, środowisko i ostatnie dzikie zakątki naszego
kraju i planety.
Zaistnienie
ekologii jako „medycyny zewnętrznej” w zbiorowej świadomości,
zarówno w jej odmianie interwencyjnej, jak i profilaktycznej od razu
postawiłoby ją na wysokim poziomie społecznego szacunku. Od tej
pory tzw. ekolog przestałby być postrzegany jako oszołom,
ekoterrorysta, czy wróg narodu, ale jako swoisty lekarz i
uzdrowiciel, ponieważ ochrona przyrody to profilaktyka zdrowia
społecznego, a likwidacja zagrożeń ekologicznych jest jak część
procesu leczenia chorego zbiorowego organizmu ludzkiego. Być może
wówczas ludzie na poziomie zbiorowym, na poziomie społecznym z
większą troską i uwagą podchodziliby do działań mogących
wpłynąć na stan przyrody i środowiska, jako coś, co przecież
dotyka ich samych.
Tomasz
Nakonieczny
Bibliografia:
„Sekretne
życie drzew” P. Wohlleben
„Rewolucja
źdźbła trawy” Masanobu Fukuoka
„Na
straży trzech skarbów” Daniel Reid
„Biologia”,
Praca zbiorowa pod red. Andrzeja Czubaja, Państwowe Wydawnictwo
Rolnice i Leśne
„Rośliny
lecznicze” A. Ożarowski i W. Jaroniewski
„Apteka
Natury” J. Górnicka
„Vilcacora
leczy raka” R. Warszewski, G. Rybiński
„Bóg
nam zesłał vilcacorę” R. Warszewski
„Naturalne
leczenie boreliozy” Wolf-Dieter Storl
„Pole.
W poszukiwaniu tajemniczej siły wszechświata” Lynne McTaggart
„Jak
wielkie zapory wodne w Afryce przyczyniły się do kryzysu
migracyjnego” http://ziemianarozdrozu.pl/artykul/3743/jak-wielkie-zapory-wodne-w-afryce-przyczynily-sie-do-kryzysu-migracyjnego
„Deforestation
in Cambodia linked to ill health in
children” https://news.mongabay.com/2017/09/deforestation-in-cambodia-linked-to-ill-health-in-children/
„How
building new dams is adding to Africa’s malaria
burden” http://theconversation.com/how-building-new-dams-is-adding-to-africas-malaria-burden-63020