"Ceniąc
świat cały tak jak swoje ciało, godzien będziesz, aby ci ten
świat przekazać we władanie: miłując cały świat tak jak swoje
ciało, godzien będziesz, by ci ten świat powierzyć"
Lao
Tsy (Fragment 13 rozdziału Księgi Drogi i Cnoty)
 |
Okręg autonomiczny Guangxi w Chinach (Fot. Chensiyuan. Źródło: Wikimedia) |
Opowieść, którą przytoczą poniżej, usłyszałem od Rosi Sunya Kjolhede, której Mowy Dharmy
wysłuchałem ostatniego dnia odosobnienia medytacyjnego w ośrodku
zen. Rosi opowiedziała historię, którą jej z kolei przekazał
pewien Azjata (nie pamiętam już jego nazwiska), a który usłyszał
ją od zachodniego podróżnika Wilhelma Richarda, który na początku
XX wieku podróżował po Chinach.
Richard
trafił do pewnego regionu, który borykał się z suszą. Mieszkańcy
wsi, w której gościł posłali po Zaklinacza Deszczu. Gdy go
sprowadzili, zapytali się go, co mu potrzeba, aby mógł wykonać
swoje zadanie. Ten odpowiedział, że wystarczy mu odosobniona pusta
chata, w której nikt nie będzie mu przeszkadzać. Mieszkańcy
odpowiedzieli, że jak najbardziej są w stanie sprostać jego
prośbie. Zaklinacz Deszczu zamknął się w chatce i nikt nie
widział go przez kolejne trzy dni.
Po trzech dniach przyszły
upragnione deszcze. Nie były to jednak deszcze nawalne wypłukujące
glebę i grożące powodzią, ale takie, które drobnym i
długotrwałym opadem dobrze wsiąkają w wysuszoną i zaskorupioną
glebę.
Nasz
podróżnik Wilhelm Richard postanowił spotkać się z Zaklinaczem
Deszczu. Wspominał, że stał przed nim mały Chińczyk. Zapytał
się go, co takiego zrobił, że deszcz spadł. Zaklinacz Deszczu
odpowiedział, że w zasadzie nic takiego. Gdy przybył do tej
okolicy poczuł w sobie silną nierównowagę energii żywiołów
tych stron objawiającą się suszą. Zamknięty w chatce przez trzy
dni odosobnienia po prostu w ciszy przywracał równowagę energii... w
sobie samym. Gdy przywrócił równowagę energii w sobie, ta została
przywrócona w regionie, ponieważ wg nauk buddyjskich i tao nie
istnieje rozdzielenie pomiędzy światem wewnętrznym i
zewnętrznym.
Zaklinacz Deszczu zaburzenie równowagi energii
tego regionu czuł jak swoje własne zaburzenie. Gdy z pomocą
praktyki medytacyjnej zrównoważył je w sobie, na drodze jakiegoś
rezonansu energie zostały zrównoważone w "zewnętrznym ciele"
jakim jest świat otaczającej przyrody.
O
związku między ludźmi i przyrodą, korelacji pomiędzy
utrzymującym się długo zbiorowym stanem umysłu danej grupy, a
stanem środowiska naturalnego pięknie napisał Grasdorff Gilles w
swojej książce pt. nomen omen "Zaklinacz deszczu".
Tematem przewodnim jest w niej historia przybycia w 1974 r. wraz z
grupą mnichów XVI Karmapy do amerykańskich Indian Hopi, którzy
borykali się wówczas z ogromną suszą. Wspólnie odprawione
rytuały przez XVI Karmapę i jego mnichów oraz starszyznę Hopi
spowodowały przyjście deszczy, które ocaliły resztę
zbiorów.
Autor pokazuje na przykładzie szczególnie tych
dwóch starych kultur - tybetańskiej i Hopi, ale też nawiązując i
do innych tradycji, jak mądrość dawnych opowieści i praktyk
duchowych mających na celu utrzymywać te grupy w zdrowej
harmonijnej relacji z ludźmi i z naturą, pozwalały unikać klęsk
żywiołowych lub je łagodzić, a jak sprzeniewierzanie się dawnej
mądrości przodków i nauczycieli prowadzi do załamania harmonii
wewnątrz narodu i upadku moralności, a te na planie fizycznym
materializują się z czasem utratą harmonii w otaczającym
środowisku w postaci czy to klęsk żywiołowych, czy to, jak ma to
miejsce współcześnie na obu wyżynach - Kolorado i Tybetańskiej -
klęsk ekologicznych i degradacji ekologicznej (że za ich
bezpośrednią przyczyną stoją najeźdźcze narody, jest tu sprawą
drugorzędną).
Nasz
związek z naturą i kosmosem jest o wiele silniejszy, niż nam się
to może wydawać. Wiele z tych powiązań, szczególnie na poziomie
umysłu, wciąż jest wielką tajemnicą dla naszej nauki.
Tomasz
Nakonieczny
Zobacz też:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz