sobota, 14 maja 2016

Dobrobyt na Vanuatu



„My, lud Vanuatu, dumny z naszej walki o wolność, zdeterminowany, aby zachować osiągnięcia tej walki, pielęgnujący naszą etykę, różnorodność kulturową i językową, pomny na  nasze wspólne przeznaczenie, niniejszym ogłaszamy ustanowienie wolnej Republiki Vanuatu opartej na fundamentach tradycyjnych melanezyjskich wartości, wierze w Boga i zasadach chrześcijańskich. 
W tym celu dajemy sobie tą Konstytucję.”






Rządy używają wskaźników statystycznych w planowaniu rozwoju.
Wskaźniki mają zapewnić obraz dobrobytu lub jakości życia mieszkańców kraju, tym samym mają reprezentować wartości podtrzymywane przez społeczeństwo.
Od początku lat 40-tych 20 w rządy na całym świecie korzystają ze wskaźnika PKB (produktu krajowego brutto), aby wykazać poziom jakości życia obywateli i w oparciu o ten przelicznik rozwijać swoje państwa.
PKB jest pieniężną miarą wartości wszystkich rzeczy wyprodukowanych w państwie.
Zarówno politycy, jak i urzędnicy uwierzyli, że społeczeństwu żyje się lepiej, kiedy PKB wzrasta. 
Jest tak dlatego, ponieważ pieniądze są zasobem, który może zapewnić nam wiele rzeczy, takich jak jedzenie, dach nad głową, wykształcenie i wiele innych, które potrzebujemy lub pragniemy.
Gdy tego zasobu jest dużo, to jakość życia poprawia się we wszystkich aspektach.

Bogate państwa mają wysokie PKB. 
Vanuatu w 2010 r znajdowało się się na 141 miejscu w światowym rankingu. 
Dla porównania roczny produkt krajowy brutto wynosił 2640 dolarów na osobę, podczas gdy w Wielkiej Brytanii, Francji, Australii i USA wynosił odpowiednio 38200, 42340, 46200 i 47340 dolarów.
Dlaczego więc PKB na Vanuatu jest tak niskie?
Przyczyny:
  • Mała populacja, dlatego siła robocza jest jeszcze mniejsza.
  • Na Vanuatu dostępna jest niewielka ilość ziemi, w efekcie nie wiele można produkować, aby uzyskać istotne przychody.
  • Dostęp do edukacji nie jest tu zbyt rozpowszechniony, to oznacza, że stosunkowo i tak mała siła robocza jest na dodatek niewykwalifikowana.
  • Katastrofy naturalne, takie jak cyklony, trzęsienia ziemi, osuwiska oraz tsunami są rozpowszechnione na Vanuatu mając silny wpływ na produkcję rolną.
Z tych powodów PKB na Vanuatu jest niskie, a państwo posiada etykietę najmniej rozwiniętego kraju.
Na świecie znajduje się 48 najsłabiej rozwiniętych państw uważanych za najbardziej zubożałe na świecie.
Skoro Vanuatu jest tak bardzo biednym państwem, to jakość życia jego obywateli też powinna być bardzo niska, jeśli zaufać samym wskaźnikom PKB.
Ale jeśli spojrzymy na inne aspekty, które wyspiarze uważają za ważne dla zachowania jakości ich życia, czyli rzeczy które można zapewnić bez potrzeby wydawania pieniędzy, jeśli zaczniemy patrzeć na inne wskaźniki, które są oparte na tradycyjnej ekonomii wyspiarzy oraz wszystko, co jest zapewniane bezpłatnie, a więc nie wliczane we wskaźnik PKB, wówczas obraz „dobrobytu” ulega poważnej zmianie.

Ziemia

Dla tubylców ziemia to ich matka. Zapewnia im wszystko, czego im potrzeba do życia.
Dzięki dostępowi do ziemi będącej własnością wspólnot plemiennych oraz obfitym zasobom lasu i morza wokół, do których nie potrzeba pieniędzy, tubylcy mają dostęp do darmowego zdrowego jedzenia, darmowych domów, które sami budują z naturalnych materiałów, przyrządzania posiłków, darmowych i bezpiecznych naturalnych lekarstw, darmowego transportu oraz darmowego miejsca na odpoczynek w drodze.
Pomyślmy tylko, że gdyby ci ludzie musieli płacić za wszystkie te dobrodziejstwa, to skąd by wzięli pieniądze?

Badania dobrobytu Vanuatańczyków wykazały, że zdecydowana większość (92%) wiejskich domostw, gdzie mieszka ¾ tubylców posiada dostęp do ziemi podlegającej prawom własności zwyczajowej. Niemal wszyscy pośród nich korzystają z ziemi jako miejsca zamieszkania oraz utrzymania się z rolnictwa. Większość z ludzi mających dostęp do ziemi (88%) czuje, że dostępna im ziemia z nawiązką zaspokaja potrzeby ich rodzin.
93% domostw na Vanuatu ma dostęp do zasobów leśnych: drewna do pieczenia i gotowania posiłków; owoców i orzechów; materiałów do budowy domów oraz roślin leczniczych.
80% domostw posiada dostęp do zasobów morza, takich jak świeże ryby, mięczaki i kraby.
To prawda, że ziemia daje mieszkańcom tak dużo, o ile mają do niej dostęp.
Ci ludzie, którzy mają dostęp do ziem plemiennych, według badań są dużo bardziej szczęśliwsi od tych, którzy takiego dostępu nie mają.

Co się dzieje gdy ludzie tracą dostęp do ziemi?
Czy ekonomia oparta na pieniądzu byłaby w stanie zapewnić 75% Vanuatańczyków, którzy mieszkają na terenach wiejskich zaspokojenie ich potrzeb?


 
Wspólnotowy ogród na Vanuatu (Źródło: The Christensen Fund)


Kultura i tradycja

Na Vanuatu używa się ponad 100 różnych języków, za pomocą których przekazywana jest tradycyjna kultura miejscowych społeczności.
Języki są tu żywe, a tradycje silne.
97% Vanuatańczyków zna tradycyjny kalendarz regulujący pory siewów i zbiorów oraz historię i korzenie swoich rodzin, a także nazwy gatunków lokalnej flory i fauny.
Zachowały się tu tradycyjne umiejętności umożliwiające korzystanie z lokalnych dóbr, np. budowy łodzi, domów, przyrządzanie posiłków i leków z roślin leczniczych.
Gdyby nie te umiejętności, ludzie byliby bardziej uzależnieni od pieniędzy koniecznych do zaspokojenia potrzeb, które na razie potrafią pokryć pracą własnych rąk z wykorzystaniem tradycyjnej wiedzy.

A co by się stało, gdyby zatracili swoje tradycyjne umiejętności i wiedzę oraz język umożliwiający przekazanie tych umiejętności przyszłym pokoleniom?
Czy formalna edukacja jest wystarczająca, aby zapewnić wszystko, co daje tradycyjna wiedza?

Dla większości Vanuatańczyków (92%) uczestnictwo w tradycyjnych ceremoniach jest bardzo ważne dla zachowania wysokiej jakości życia.
Aby móc w nich uczestniczyć, niezbędny jest dostęp do rzeczy uważanych za wartościowe w tradycyjnych formach wymiany, jak np. świnie, kurczaki, czy specjalne owoce.
Niemal wszyscy mieszkańcy wysp Vanuatu mają pełen lub częściowy dostęp do tych dóbr.
Ludzie, dzięki uczestnictwu w ceremoniach, według badań przeprowadzonych na wyspach, są dużo szczęśliwsi od tych, którzy nie biorą w nich udziału.








Wspólnota

Wśród mieszkańców terenów wiejskich wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci uczestniczą w tworzeniu wspólnoty wioski.
Dla mieszkańców miast wspólnota dotyczy wyspy, z której pochodzą, kościoła oraz wspólnoty sąsiedzkiej.

Silna wspólnota to taka, w której wszyscy członkowie pracują wspólnie, czują się bezpiecznie i darzą się wzajemnym szacunkiem oraz mają mądrych przywódców, którzy potrafią umiejętnie chronić i zarządzać wspólnymi zasobami, a także potrafią utrzymać pokój i jedność.

Większość wspólnot na Vanuatu (78%) zbiera się na wspólnych spotkaniach, na których omawia się rzeczy dotyczące członków danej wspólnoty, a także wspiera siebie nawzajem i chociaż niektórzy przychodzą na nie mniej lub bardziej regularnie, zwykle uczestniczą w nich prawie wszyscy ludzie.

Większość ludzi na Vanuatu oferuje swoje umiejętności i pomoc innym członkom wspólnoty.
Pomagają sobie nawzajem przy uprawie ogrodu, budowie domów i przy innych pracach, jak również opiekują się dziećmi sąsiadów.
Bardzo wysoki poziom wolontaryzmu w obrębie społeczności zamieszkujących Vanuatu jest wskaźnikiem bardzo wysokiego poziomu współpracy.
Dzięki temu we wspólnotach panuje dobrobyt. Ludzie pomagają sobie nawzajem żyć dobrze, mieć co jeść, gdzie mieszkać i być zdrowym.
A co by się stało, gdyby  tak wysoki poziom wzajemnej pomocy zanikł?

***
To prawda, że pieniądze umożliwiają nabywanie wielu potrzebnych dóbr, ale większość mieszkańców Vanuatu, jednego z najbiedniejszych krajów na świecie, nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby zbudować stały dom, kupić jedzenie w sklepie, czy jeździć ciężarówką zużywającą paliwo, a także opłacać rachunki za elektryczność i wodę, spłacać kredyty za telefony i leki farmaceutyczne, a w dodatku kupować ubrania, płacić za czesne w szkołach, czy za inne rzeczy, które wymagają posiadania pieniędzy.

Wbrew pozorom, mieszkańcy wysp Vanuatu są bardzo uprzywilejowaną grupą.
Dzięki zachowaniu tradycyjnych plemiennych więzi, wartości, wiedzy i umiejętności, a także duchowych tradycji, języków i obrzędów ludzie są tam szczęśliwi, żyją w harmonijnych samowystarczalnych wspólnotach, nie chodzą głodni, mają dach nad głową i żyją w bliskości z przyrodą.
Tradycyjne rytuały pomagają im w rozwiązywaniu i rozładowywaniu napięć i konfliktów.

Przykład wyspiarzy z Vanuatu wyraźnie kwestionuje przyjęty na świecie wskaźnik PKB, jako wiarygodny przelicznik społecznego szczęścia.


Opracowanie:  Tomasz Nakonieczny


Źródło:

Więcej informacji: http://www.vnso.gov.vu/























środa, 9 marca 2016

Uzdrawianie za pomocą wody przez ludy tubylcze







Współczesna nauka potwierdza wpływ dźwięku, światła, a nawet intencji na mikrostrukturę ciekłokrystaliczną wody.
Wielką sławę zrobiły w ostatnich latach odkrycia japońskiego naukowca, profesora Masaru Emoto, który poddawał wodę różnym dźwiękom, od muzyki heavy-metalowej, poprzez muzykę klasyczną po modlitwę i proste słowa, jak np. dziękuję.
Woda następnie była zamrażana  w taki sposób, że można było obserwować sam proces zamarzania pod mikroskopem.
Okazało się, że woda poddana dobrym słowom wyrażającym miłość, wdzięczność, poddana modlitwie lub klasycznej muzyce tworzyła bardzo harmonijne struktury krystaliczne przypominające płatki śniegu, podczas gdy woda poddana negatywnym słowom i nieharmonijnym dźwiękom nie tworzyła żadnych wyraźnych struktur.
Lista zdjęć obrazujących wyniki podobnych doświadczeń mogłaby być tak długa, jak lista emocji wyrażanych słowami i myślami, którymi ludzie oddziałują na wodę.
W rzeczy samej, już od starożytnych czasów ludzie wierzyli, że słowami można wpłynąć na wodę. Chyba najbardziej jest to widoczne w obrębie chrześcijaństwa, gdzie specjalnie pobłogosławionej wody używa się nie tylko do obrzędu chrztu, ale też do święcenia ludzi, miejsc, obiektów i przedmiotów.



 
Po lewej wynik doświadczenia prof. Emoto - woda poddana słowom wdzięczności. Po prawej woda święcona.
Po lewej wynik doświadczenia prof. Emoto - woda poddana słowom wdzięczności. Po prawej woda święcona.




Wykorzystywanie pamięci wody w uzdrawianiu przez ludy tubylcze

W świetle powyższych doniesień naukowych nie powinno być zaskoczeniem, że wiedza o uzdrawiających właściwościach zaprogramowanej wody była znana w wielu kulturach na długo, zanim wynaleziono mikroskopy i kamery rejestrujące zmiany w strukturze wody.
Dla tych ludów dowodem oddziaływania intencji na wodę była jej skuteczność w leczeniu.
Wodę „ładowano” uzdrawiającą intencją i następnie podawano osobom chorym do wypicia, a ponieważ zdrowieli, wiedzę przekazano kolejnym pokoleniom. W ten sposób metoda dotrwała do naszych czasów.
Jedną z kultur, która odkryła skuteczność tej metody, jest zamieszkujący pogranicze brazylijsko-kolumbijskie amazońskie plemię Desana.
Praktyka „ładowania” leczniczych mikstur ziołowych uzdrawiającą intencją za pomocą pogwizdywań, pieśni oraz dymu z tytoniu jest bardzo rozpowszechniona wśród amazońskich plemion.

 
Członkowie plemienia Desana


„Wysycanie” wody uzdrawiającą intencją
U ludu Desana istnieją trzy rodzaje szamanów.
Jeden z nich zajmuje się zaklęciami, które odmawia nad wodą mającą służyć w uzdrawianiu.
Ten typ szamana nazywa się kubu lub kumu.
Kumu wypowiada niesłyszalne, wysoko sformalizowane uzdrawiające inwokacje nad wodą, którą następnie podaje pacjentowi do wypicia.
Woda dla Desana służy jako materialna pomoc, medium wprowadzające głęboko do ciała pacjenta uzdrawiającą intencję wypowiadanej inwokacji.

 
Błogosławienie wody dymem ze świętego tytoniu



A dlaczego nie śpiewać lub odmawiać uzdrawiających inwokacji bezpośrednio nad chorym?

Według kumu, szamanów plemienia Desana, ich lecznicze inwokacje bez fizycznego nośnika, jakim jest np. woda, są bardziej precyzyjne i oddziałują na przyczyny choroby z większą dokładnością, ale jednocześnie działają wolniej. Dlatego na rezultaty trzeba czekać dłużej.
Kiedy jednak używają fizycznego medium, nad którym wypowiadają zaklęcia i inwokacje, np. nad wodą, napojem z roślin leczniczych lub rośliną do omiatania chorego, wówczas efekt jest szybszy, bardziej przenikający, wyraźniejszy i trwalszy.

Miał rację profesor Emoto, że możemy przypadkowo wpływać na swoje środowisko naszymi myślami i uczuciami każdego dnia, gdziekolwiek pójdziemy.
Woda zdaje się być szczególnie dobrze przewodząca i wrażliwa na emanacje naszej świadomości.
Jeśli chcemy bardziej efektywnie wpłynąć na jakość wody wokół nas, skorzystajmy z lekcji kumu, szamanów plemienia Desana.
Ważną umiejętnością, będącą oznaką inteligencji wg. Desana jest zdolność do uważnego słuchania, wręcz wsłuchiwania się.
Terminujący kumu  nazywany jest kudu pegi „ten, który słucha”.
Dla Desanów, Apaczów, Australijskich Aborygenów, afrykańskich Buszmenów z Kalahari oraz rdzennych Hawajczyków głębokie słuchanie jest kluczem otwierającym tajemnice świata.
Przekazy tych ludów zawsze były ustne i ich zapamiętanie i właściwe zrozumienie wymagało tej coraz rzadszej we współczesnym społeczeństwie umiejętności.


 
Rdzenni Australijczycy podtrzymują głęboki związek z naturą poprzez uważne wsłuchiwanie się



Korzyści w codziennym życiu?
Nasze ciała w około 70 % składają się z wody.
Muzyka i dobre słowa działają nie tylko na wodę, w której się kąpiemy lub pijemy, ale i na tą wodę w naszych ciałach.
Pożywienie, które spożywamy, w mniejszym lub większym stopniu zawiera wodę.
Dziękowanie zatem programuje ją pozytywnymi kodami, czyniąc posiłek zdrowszym dla naszych organizmów.
Modlitwa przed jedzeniem praktykowana w niektórych rodzinach, zwłaszcza chrześcijańskich jest bardzo zdrowym i wartościowym zwyczajem.





 
Uzdrawianie za pomocą wody na skalę globalną 
O ile woda jest przewodnikiem prądu elektrycznego (pod warunkiem obecności w niej elektrolitów), to o ileż doskonalszym przewodnikiem staje się dla subtelnych form energii, które współczesna nauka zaczyna dopiero odkrywać.
Pomyślmy tylko, co się dzieje z wodą, kiedy miliony ludzi podchodzą do niej z nastawieniem głębokiego słuchania i odbioru, a potem w skupieniu przesyłają jej intencję błogosławieństwa.
Woda stanowi rodzaj żywej tkanki planety i, jak wspomniałem wyżej, może mieć dobrą przewodność.
Taka inicjatywa, w świetle współczesnej nauki oraz wiekowych doświadczeń rdzennych ludzi może przyczynić się nie tylko do uzdrowienia samej wody, ale wpłynąć dobrotliwie na każdego, kto się z taką wodą zetknie, i to na poziomie fizycznym i emocjonalnym.
Jest to coś, czego nasza planeta potrzebuje bardziej, niż kiedykolwiek.



Tłumaczenie i opracowanie: Tomasz Nakonieczny



Tekst źródłowy i zdjęcia:


środa, 27 stycznia 2016

Osada Sławnoje - czyli rzecz o szczęśliwej wspólnocie








Rodowa osada Sławnoje w Rosji, w obwodzie tulskim na południe od Moskwy.
To tu, tak jak i w wielu innych podobnych osadach rodowych powstających jak grzyby po deszczu w Rosji i innych krajach byłego ZSRR, urzeczywistnia się nowy (prastary) obraz życia.
Rosyjskie słowo „obraz” oznacza metodę, sposób, kształt.
Obraz myślowy, który teraz wydobywa wielu Słowian z ciemności technokratycznego zagubienia ku światłu rozumnego życia w harmonii z Przyrodą i w połączeniu z Rodem, początkowo został stworzony przez, żyjącą w tajdze Zachodniej Syberii, pustelnicę imieniem Anastazja, której nauki spisał rosyjski biznesmen Władimir Megre w książkach z serii "Dzwoniące Cedry Rosji*. Za jej sprawą obraz myślowy przekazywany w książkach jest wzmacniany i rozwijany przez coraz większą rzeszę ludzi nie tylko w Rosji, ale i na świecie.
Trwa dyskusja, czy owa bohaterka jest prawdziwa, czy też jest postacią fikcyjną, ale, jak powiedział jeden z mistrzów: "po owocach ich poznacie”.Wygląda na to, że książki "Dzwoniące Cedry Rosji" właśnie wydają wiele dobrych owoców w rodowych osadach i pojedynczych siedzibach, po cichu i bez wielkiego rozgłosu.
 
Wspomniałem wyżej o „rozumnym życiu”.
Rosyjskie słowo „RazUm”, po polsku rozum, ma o wiele głębsze znaczenie, niż wielu z nas przypuszcza. To słowo jest połączeniem słowa „um” –(po ros. wiedza, inteligencja) ze słowem Ra – znanym na dawnej Słowiańszczyźnie określeniem dla przenikającego wszystko boskiego Światła. Tak niegdyś nazywała się wielka rzeka Wołga na terenie Rosji**, takie też imię nosił staroegipski bóg słońca.

Wracając do naszej osady Sławnoje możemy zobaczyć tam przykład jak ludzie urzeczywistniają harmonię "Trzech Światów”, o której mowa u góry w motcie tego bloga.
Mieszkańcy uprawiają ekologiczne ogrody wykorzystując m.in metody permakultury.
Mają dostęp do zdrowej żywności.
Wspierają się wzajemnie pomagając sobie przy żniwach i sianokosach.
Zwyczaj wzajemnej pomocy w pracach polowych jeszcze przed wojną był bardzo żywy na polskiej wsi.
Kultywują także więź z przodkami i ze światem duchowym.

Każdy z członków osady ma jakiś dar, którym dzieli się ze wszystkimi.
Ktoś od lat praktykuje wschodnie sztuki walki, więc uczy kobiety samoobrony. 
Od razu zauważmy tu pewną mądrość – tylko ten kto jest gotowy do wojny, zaznaje pokoju.
Ktoś inny hoduje pszczoły i dzieli się swoim doświadczeniem z pozostałymi. Pokazany w filmie pszczelarz bardzo głęboko wczuwa się w swoich brzęczących podopiecznych. Powiedział, że w plastrach miodu pszczoły zapisują informację dotyczącą całej geografii terenu, z którego zbierany jest pyłek i nektar. Zapisywana jest cała zmienność pogodowa, jak i klimat okolicy. Rój pszczół gromadzi w sobie ogromną ilość subtelnej energii.

Ważną rolę w osadzie odgrywają pieśniarze i pieśniarki, którzy otrzymują natchnienie do tworzenia nowych piosenek od przyrody, od mądrych starych dębów, by potem wzmacniać swoimi  pieśniami zbiorowy obraz szczęśliwego życia całej społeczności. Pełnią rolę współczesnych Bardów. U dawnych Słowian i Celtów Bardowie byli niezwykle cenieni, prawie jak Wołchwy (słowiańscy mędrcy) i Druidzi (celtyccy mędrcy).





Wioska jednoczy się dzięki wspólnym imprezom kulturalnym, jak teatr amatorski oraz dzięki wspólnym obrzędom sięgającymi swoimi korzeniami zamierzchłej historii Słowian.
Ważnym świętem jest Przesilenie Letnie, czyli Kupała.
Ludzie wspólnie tańczą i radują się.
Każdy przynosi też wodę ze swojej studni i zlewa do wspólnego kotła, do którego wrzucane są także lecznicze zioła, posiadające o tej porze roku, jak głosi starosłowiańska mądrość, największą moc.
Potem kocioł zanoszony jest nad rzekę. Tam ludzie rytualnie dziękując i błogosławiąc wodzie, rzekom i wszystkim źródłom wylewają do rzeki wodę z kotła.
W ten sposób programują wodę pozytywnymi i silnymi informacjami, które rzeka niesie w świat, a nawet przenosi na drodze rezonansu na inne zbiorniki wodne.


Dzieci wychowują się blisko przyrody, w zdrowym i przyjaznym środowisku społeczno-przyrodniczym.
Ciekawe, na jakich ludzi mogą wyrosnąć.

Mieszkańcy swoją obecnością nie tylko nie szkodzą Ziemi, ale, dzięki odkrywaniu prawdziwego powołania ludzkiego gatunku na planecie, pomagają jej w samouzdrawianiu.
Przykładowo cała społeczność uczestniczy przy zalesianiu zlewni strumyka, który na skutek wylesień i rozkopania źródła zaczął wysychać. Kiedyś nie był to strumyk, ale rzeka.
Odnowienie lasu w sposób naturalny mogłoby zająć dziesięciolecia, tym czasem mieszkańcy Sławnoje przyspieszają ten proces dla dobra źródeł i strumyka, współgrając i wpisując własną pracę w naturalnie zachodzące procesy odnowy lasu.
Wspólna praca dla dobrze rozumianego dobra przyrody jest kolejną okazją do zacieśniania wzajemnych więzi.

Na filmie na twarzach ludzi wyraźnie widać szczęście i niekłamaną radość.
Ludzie w wiosce funkcjonują trochę jak jeden organizm, gdzie każdy człowiek jest osobną komórką.
W komórkach bardzo ważną rolę pełni błona komórkowa, która tworzy jej granice. Bez niej komórka by obumarła. Błona nadaje jej tożsamość. Cytoplazma komórki nie rozlewa się z po całym organizmie. Jednocześnie błona ma zdolności wybiórczego przepuszczania substancji, dzięki czemu współuczestniczy w życiu całego organizmu nie zatracając swojej tożsamości.

W zależności od skali, człowiek, społeczność, naród, jest też taką komórką całości organizmu jaki stanowi ludzkość, czy dalej - planeta Ziemia.
Przy świadomości jedności powinniśmy pamiętać o naszej odrębności, właśnie jako jednostka, czy naród, aby nie ulec kulturowemu rozmyciu.
Lansowana na Zachodzie ideologia „multikulti” bynajmniej nie sprzyja harmonii. To takie pozbawianie komórek ich błon.
Z drugiej strony politykę ekspansji kulturowej, ideologicznej, politycznej i gospodarczej ze strony jednego narodu lub grupy dążącej do zaspokojenia własnych interesów kosztem innych narodów, grup, czy istot można porównać do rozrostu komórki nowotworowej, która zagraża całemu organizmowi.
Tylko droga wzajemne współpracy, wzajemnego zrozumienia i szacunku, w tym do samego siebie i własnych korzeni, pozwala „organizmowi” rozwijać się prawidłowo.

Każda „komórka” musi odkryć swoją unikalną wartość, z której skorzysta cały „organizm”.
Być może, gdy każdy z nas nauczy się żyć w silnym i zdrowym (Na)Rodzie szanującym inne (Na)Rody, to organizm jakim jest ludzkość będzie zdrowy.
Pamiętajmy oczywiście o ukrytej słowiańskiej mądrości, że Ród potrzebuje PrzyRody i z nią też musi żyć w zgodzie.

Jeśli chodzi o wioskę Sławnoje , być może jej mieszkańcy właśnie na naszych oczach odkrywają, na czym może polegać dziejowe zadanie ludzkości, do którego powołała nas Natura, albo Bóg – wspólnotowe życie ku radości i harmonii wszystkich istot, ludzkich i pozaludzkich oraz Matki Ziemi.


Opracowanie: Tomasz Nakonieczny



* Władimir Megre. Seria książek "Dzwoniące Cedry Rosji" 
**Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1987