piątek, 24 czerwca 2016

Narody, jako żyjące narządy planetarnego organizmu


Naszą planetę zamieszkuje cała masa rozmaitych gatunków roślin, zwierząt, grzybów, bakterii i innych stworzeń tworzących różnorodne ekosystemy, a te, w zależności od strefy klimatycznej, tzw. biomy,  jak np. lasy deszczowe, sawanny, tajga, tundra, stepy itp.
Wszystkie razem tworzą coś w rodzaju „organów” i „narządów” planety będącej wszak żywym organizmem.

Każdy gatunek reprezentuje tutaj swoistą „tkankę” budującą poszczególne „narządy” i „organy”, a każde stworzenie jest żywą komórką wplecioną w żywą tkankę planety.
Taki obraz pozwala nam ujrzeć wszystkie istoty, jako potrzebne i na miejscu.






Spotkałem się też z ciekawą koncepcją, że ludzkość jako całość też jest częścią organizmu planetarnego,  a każdy z nas tworzy ciało globalnego organizmu ludzkości, będąc jakby jego komórką. Zaś każdy naród i każde plemię, które wytworzyły własną kulturę w określonym kontekście geograficznym, ekologicznym, społecznym i historycznym, jest jakby narządem lub organem organizmu ludzkości.
Zatem każdy lud i plemię -  Słowianie, Germanie, Arabowie, Berberowie, Indianie, Aborygeni, Chińczycy i Tybetańczycy, ludy Pacyfiku i Dalekiej Północy, Afryki i Kaukazu, wszystkie nacje wnoszą ważny wkład dla całego globalnego kolektywu; wnoszą swój kulturowy i duchowy dorobek, swoją wiedzę i doświadczenia. Żyjąc tam gdzie żyją, stanowią poszczególne narządy i organy organizmu ludzkości, a ten z kolei stanowi część organizmu planetarnego, zaś planeta Ziemia część organizmu kosmicznego.
W wielu starożytnych oraz rdzennych koncepcjach Ziemia i wszechświat postrzegane są jako organizmy żywe, gdzie ta pierwsza jest cząstką tego drugiego.

Wróćmy jednak na ziemię.
Każda nacja i plemię jest potrzebne, bo wnosi do ludzkości inne nauki służące dobru całości.
Jednak tak, jak w organizmie żywym każda komórka posiada  półprzepuszczalną błonę komórkową nadającą jej kształt, określającą jej granice i swego rodzaju tożsamość, a każdy narząd zbudowany z wielu komórek ograniczony jest błoną surowiczą, również nadającą kształt i swego rodzaju tożsamość, tak każdy lud i plemię, aby mogły prawidłowo funkcjonować w kolektywnym „organizmie” też powinien w pewnym zakresie kultywować swoją tożsamość i korzenie zachowując, tak jak w przypadku błony komórkowej „półprzepuszczalność”, czyli przepuszczać do swojego wnętrza to co korzystne, a blokować to, co szkodliwe.

Tak, jak komórka pozbawiona błony umiera, a organy pozbawione błon surowiczych „rozłażą się” przestając pełnić swoje funkcje, co prowadzi do śmierci całego organizmu, tak narody i ludy, które straciły swoją tożsamość, rozpływają się gubiąc kulturowe i duchowe skarby, jakie miałyby światu do zaoferowania, gdyby zachowały własne „półprzepuszczalne błony”.

Ostatnio słyszymy o zalewie Europy przez uchodźców i emigrantów, których eksodus ma poważny wpływ na narody Europy Zachodniej i Północnej.
Przyczyny tego zjawiska są bardzo złożone, a ono samo jest objawem głębszych problemów społecznych i ekologicznych - ludzie i Natura są ze sobą ściśle połączeni bez względu na ich świadomość tego połączenia.

Jednak w tym artykule chciałby się skupić na problemie utraty tożsamości w narodach europejskich, jako przyczynie utraty ich witalności, a co za tym idzie powstaniu pustki, którą zapełniają narody o wysokiej witalności napływające z Afryki i Azji (zwłaszcza z Bliskiego Wschodu).

O ile problem uchodźców w Wielkiej Brytanii, Francji i Holandii można tłumaczyć również ponoszeniem konsekwencji ich imperialnej polityki ostatnich kilku stuleci, polegającej na podbijaniu, podporządkowywaniu i eksploatowaniu narodów świata, zwłaszcza Afryki i Azji, to jak wytłumaczyć kryzys narodu szwedzkiego i duńskiego, które w historii nowożytnej nie splamiły się tak mocno zaszłością kolonialną, jak ww. państwa?
Problem polega na tym, że Szwedzi i Duńczycy uwierzyli w to, że to co dobre, przychodzi do nich tylko z zewnątrz, zaś to co ich, to „prymitywizm” i „dzikość”.
Pomimo, że żyją na swoich ziemiach od tysięcy lat, czują się tam jakby sami byli emigrantami, obcymi na własnej ziemi.
Przeciętny Szwed, czy Duńczyk słabo zna swoją historię i kulturę, jest wykorzeniony. On się czuje nie tyle Szwedem, czy Duńczykiem, co „Europejczykiem” lub „obywatelem świata”, lepiej zna Wyspy Kanaryjskie, niż własną ojczyznę.
Instytucja rodziny jest w tych narodach mocno nadwątlona.
To sprawia, że jako narody tracą swoją witalność i jako takie są podatne na rozpłynięcie się w napływowych narodach o dużo większej witalności.

Ten sam problem destruktywnej utraty tożsamości można zaobserwować także w pozostałych krajach Europy Zachodniej, zarówno w wyżej wymienionych dawnych ośrodkach zamorskich imperiów, jak i w Niemczech.
Ideologia „multi kulti”, poniekąd dobra w krajach, w których „od zawsze” istniały obok siebie różne kultury i języki, jak np. w Indiach, Indonezji, czy Meksyku, albo Nigerii, ponieważ na jej podstawie można tam budować pokojowe relacje społeczne, to na gruncie europejskim staje się niebezpieczna, ponieważ tutaj narzucana jest trochę na siłę i prowadzi do skutków odwrotnych od zamierzonych, jakimi miał być pokój.

Pragnę podkreślić, że żywię głęboki szacunek do ludów Bliskiego Wschodu i Afryki. Miałem okazję stykać się z nimi, a spotkania z tymi ludźmi były dla mnie niezmiernie ubogacające i inspirujące,
Chodzi o to, abyśmy tym ludziom autentycznie pomagali. Autentyczna pomoc, to mądra pomoc. Wpuszczanie ogromnej masy ludzi do swojego domu do mądrych nie należy.

Pragnę, abyśmy my, jako narody świadome swoich korzeni i kultury, świadomie pomagali innym narodom i kulturom, abyśmy nie „rozpuszczali” swojej „półprzepuszczalnej błony”, tylko robili z niej właściwy użytek. Błona komórkowa jest ożywioną częścią komórki. Posiadając ciekło-krystaliczną strukturę stanowi też rodzaj procesora, „mózgu” komórki”, który rozpoznaje otoczenie i zapisuje dane.
Jeśli, jako naród zachowujemy zdrowie (tożsamość, kulturę i korzenie, oczywiście bez szowinizmów, instytucję rodziny, więź z przodkami i ziemią oraz naturą), wówczas nasz symboliczny „organ” planetarnego organizmu jest w stanie pozytywnie wpłynąć na inne „organy”, w których jest jakieś zaburzenie, zamiast pozwolić na to, aby zaburzenie i dysharmonia rozprzestrzeniły się na pozostałe „organy”.


Tomasz Nakonieczny






sobota, 14 maja 2016

Dobrobyt na Vanuatu



„My, lud Vanuatu, dumny z naszej walki o wolność, zdeterminowany, aby zachować osiągnięcia tej walki, pielęgnujący naszą etykę, różnorodność kulturową i językową, pomny na  nasze wspólne przeznaczenie, niniejszym ogłaszamy ustanowienie wolnej Republiki Vanuatu opartej na fundamentach tradycyjnych melanezyjskich wartości, wierze w Boga i zasadach chrześcijańskich. 
W tym celu dajemy sobie tą Konstytucję.”






Rządy używają wskaźników statystycznych w planowaniu rozwoju.
Wskaźniki mają zapewnić obraz dobrobytu lub jakości życia mieszkańców kraju, tym samym mają reprezentować wartości podtrzymywane przez społeczeństwo.
Od początku lat 40-tych 20 w rządy na całym świecie korzystają ze wskaźnika PKB (produktu krajowego brutto), aby wykazać poziom jakości życia obywateli i w oparciu o ten przelicznik rozwijać swoje państwa.
PKB jest pieniężną miarą wartości wszystkich rzeczy wyprodukowanych w państwie.
Zarówno politycy, jak i urzędnicy uwierzyli, że społeczeństwu żyje się lepiej, kiedy PKB wzrasta. 
Jest tak dlatego, ponieważ pieniądze są zasobem, który może zapewnić nam wiele rzeczy, takich jak jedzenie, dach nad głową, wykształcenie i wiele innych, które potrzebujemy lub pragniemy.
Gdy tego zasobu jest dużo, to jakość życia poprawia się we wszystkich aspektach.

Bogate państwa mają wysokie PKB. 
Vanuatu w 2010 r znajdowało się się na 141 miejscu w światowym rankingu. 
Dla porównania roczny produkt krajowy brutto wynosił 2640 dolarów na osobę, podczas gdy w Wielkiej Brytanii, Francji, Australii i USA wynosił odpowiednio 38200, 42340, 46200 i 47340 dolarów.
Dlaczego więc PKB na Vanuatu jest tak niskie?
Przyczyny:
  • Mała populacja, dlatego siła robocza jest jeszcze mniejsza.
  • Na Vanuatu dostępna jest niewielka ilość ziemi, w efekcie nie wiele można produkować, aby uzyskać istotne przychody.
  • Dostęp do edukacji nie jest tu zbyt rozpowszechniony, to oznacza, że stosunkowo i tak mała siła robocza jest na dodatek niewykwalifikowana.
  • Katastrofy naturalne, takie jak cyklony, trzęsienia ziemi, osuwiska oraz tsunami są rozpowszechnione na Vanuatu mając silny wpływ na produkcję rolną.
Z tych powodów PKB na Vanuatu jest niskie, a państwo posiada etykietę najmniej rozwiniętego kraju.
Na świecie znajduje się 48 najsłabiej rozwiniętych państw uważanych za najbardziej zubożałe na świecie.
Skoro Vanuatu jest tak bardzo biednym państwem, to jakość życia jego obywateli też powinna być bardzo niska, jeśli zaufać samym wskaźnikom PKB.
Ale jeśli spojrzymy na inne aspekty, które wyspiarze uważają za ważne dla zachowania jakości ich życia, czyli rzeczy które można zapewnić bez potrzeby wydawania pieniędzy, jeśli zaczniemy patrzeć na inne wskaźniki, które są oparte na tradycyjnej ekonomii wyspiarzy oraz wszystko, co jest zapewniane bezpłatnie, a więc nie wliczane we wskaźnik PKB, wówczas obraz „dobrobytu” ulega poważnej zmianie.

Ziemia

Dla tubylców ziemia to ich matka. Zapewnia im wszystko, czego im potrzeba do życia.
Dzięki dostępowi do ziemi będącej własnością wspólnot plemiennych oraz obfitym zasobom lasu i morza wokół, do których nie potrzeba pieniędzy, tubylcy mają dostęp do darmowego zdrowego jedzenia, darmowych domów, które sami budują z naturalnych materiałów, przyrządzania posiłków, darmowych i bezpiecznych naturalnych lekarstw, darmowego transportu oraz darmowego miejsca na odpoczynek w drodze.
Pomyślmy tylko, że gdyby ci ludzie musieli płacić za wszystkie te dobrodziejstwa, to skąd by wzięli pieniądze?

Badania dobrobytu Vanuatańczyków wykazały, że zdecydowana większość (92%) wiejskich domostw, gdzie mieszka ¾ tubylców posiada dostęp do ziemi podlegającej prawom własności zwyczajowej. Niemal wszyscy pośród nich korzystają z ziemi jako miejsca zamieszkania oraz utrzymania się z rolnictwa. Większość z ludzi mających dostęp do ziemi (88%) czuje, że dostępna im ziemia z nawiązką zaspokaja potrzeby ich rodzin.
93% domostw na Vanuatu ma dostęp do zasobów leśnych: drewna do pieczenia i gotowania posiłków; owoców i orzechów; materiałów do budowy domów oraz roślin leczniczych.
80% domostw posiada dostęp do zasobów morza, takich jak świeże ryby, mięczaki i kraby.
To prawda, że ziemia daje mieszkańcom tak dużo, o ile mają do niej dostęp.
Ci ludzie, którzy mają dostęp do ziem plemiennych, według badań są dużo bardziej szczęśliwsi od tych, którzy takiego dostępu nie mają.

Co się dzieje gdy ludzie tracą dostęp do ziemi?
Czy ekonomia oparta na pieniądzu byłaby w stanie zapewnić 75% Vanuatańczyków, którzy mieszkają na terenach wiejskich zaspokojenie ich potrzeb?


 
Wspólnotowy ogród na Vanuatu (Źródło: The Christensen Fund)


Kultura i tradycja

Na Vanuatu używa się ponad 100 różnych języków, za pomocą których przekazywana jest tradycyjna kultura miejscowych społeczności.
Języki są tu żywe, a tradycje silne.
97% Vanuatańczyków zna tradycyjny kalendarz regulujący pory siewów i zbiorów oraz historię i korzenie swoich rodzin, a także nazwy gatunków lokalnej flory i fauny.
Zachowały się tu tradycyjne umiejętności umożliwiające korzystanie z lokalnych dóbr, np. budowy łodzi, domów, przyrządzanie posiłków i leków z roślin leczniczych.
Gdyby nie te umiejętności, ludzie byliby bardziej uzależnieni od pieniędzy koniecznych do zaspokojenia potrzeb, które na razie potrafią pokryć pracą własnych rąk z wykorzystaniem tradycyjnej wiedzy.

A co by się stało, gdyby zatracili swoje tradycyjne umiejętności i wiedzę oraz język umożliwiający przekazanie tych umiejętności przyszłym pokoleniom?
Czy formalna edukacja jest wystarczająca, aby zapewnić wszystko, co daje tradycyjna wiedza?

Dla większości Vanuatańczyków (92%) uczestnictwo w tradycyjnych ceremoniach jest bardzo ważne dla zachowania wysokiej jakości życia.
Aby móc w nich uczestniczyć, niezbędny jest dostęp do rzeczy uważanych za wartościowe w tradycyjnych formach wymiany, jak np. świnie, kurczaki, czy specjalne owoce.
Niemal wszyscy mieszkańcy wysp Vanuatu mają pełen lub częściowy dostęp do tych dóbr.
Ludzie, dzięki uczestnictwu w ceremoniach, według badań przeprowadzonych na wyspach, są dużo szczęśliwsi od tych, którzy nie biorą w nich udziału.








Wspólnota

Wśród mieszkańców terenów wiejskich wszyscy mężczyźni, kobiety i dzieci uczestniczą w tworzeniu wspólnoty wioski.
Dla mieszkańców miast wspólnota dotyczy wyspy, z której pochodzą, kościoła oraz wspólnoty sąsiedzkiej.

Silna wspólnota to taka, w której wszyscy członkowie pracują wspólnie, czują się bezpiecznie i darzą się wzajemnym szacunkiem oraz mają mądrych przywódców, którzy potrafią umiejętnie chronić i zarządzać wspólnymi zasobami, a także potrafią utrzymać pokój i jedność.

Większość wspólnot na Vanuatu (78%) zbiera się na wspólnych spotkaniach, na których omawia się rzeczy dotyczące członków danej wspólnoty, a także wspiera siebie nawzajem i chociaż niektórzy przychodzą na nie mniej lub bardziej regularnie, zwykle uczestniczą w nich prawie wszyscy ludzie.

Większość ludzi na Vanuatu oferuje swoje umiejętności i pomoc innym członkom wspólnoty.
Pomagają sobie nawzajem przy uprawie ogrodu, budowie domów i przy innych pracach, jak również opiekują się dziećmi sąsiadów.
Bardzo wysoki poziom wolontaryzmu w obrębie społeczności zamieszkujących Vanuatu jest wskaźnikiem bardzo wysokiego poziomu współpracy.
Dzięki temu we wspólnotach panuje dobrobyt. Ludzie pomagają sobie nawzajem żyć dobrze, mieć co jeść, gdzie mieszkać i być zdrowym.
A co by się stało, gdyby  tak wysoki poziom wzajemnej pomocy zanikł?

***
To prawda, że pieniądze umożliwiają nabywanie wielu potrzebnych dóbr, ale większość mieszkańców Vanuatu, jednego z najbiedniejszych krajów na świecie, nie ma wystarczająco dużo pieniędzy, aby zbudować stały dom, kupić jedzenie w sklepie, czy jeździć ciężarówką zużywającą paliwo, a także opłacać rachunki za elektryczność i wodę, spłacać kredyty za telefony i leki farmaceutyczne, a w dodatku kupować ubrania, płacić za czesne w szkołach, czy za inne rzeczy, które wymagają posiadania pieniędzy.

Wbrew pozorom, mieszkańcy wysp Vanuatu są bardzo uprzywilejowaną grupą.
Dzięki zachowaniu tradycyjnych plemiennych więzi, wartości, wiedzy i umiejętności, a także duchowych tradycji, języków i obrzędów ludzie są tam szczęśliwi, żyją w harmonijnych samowystarczalnych wspólnotach, nie chodzą głodni, mają dach nad głową i żyją w bliskości z przyrodą.
Tradycyjne rytuały pomagają im w rozwiązywaniu i rozładowywaniu napięć i konfliktów.

Przykład wyspiarzy z Vanuatu wyraźnie kwestionuje przyjęty na świecie wskaźnik PKB, jako wiarygodny przelicznik społecznego szczęścia.


Opracowanie:  Tomasz Nakonieczny


Źródło:

Więcej informacji: http://www.vnso.gov.vu/























środa, 9 marca 2016

Uzdrawianie za pomocą wody przez ludy tubylcze







Współczesna nauka potwierdza wpływ dźwięku, światła, a nawet intencji na mikrostrukturę ciekłokrystaliczną wody.
Wielką sławę zrobiły w ostatnich latach odkrycia japońskiego naukowca, profesora Masaru Emoto, który poddawał wodę różnym dźwiękom, od muzyki heavy-metalowej, poprzez muzykę klasyczną po modlitwę i proste słowa, jak np. dziękuję.
Woda następnie była zamrażana  w taki sposób, że można było obserwować sam proces zamarzania pod mikroskopem.
Okazało się, że woda poddana dobrym słowom wyrażającym miłość, wdzięczność, poddana modlitwie lub klasycznej muzyce tworzyła bardzo harmonijne struktury krystaliczne przypominające płatki śniegu, podczas gdy woda poddana negatywnym słowom i nieharmonijnym dźwiękom nie tworzyła żadnych wyraźnych struktur.
Lista zdjęć obrazujących wyniki podobnych doświadczeń mogłaby być tak długa, jak lista emocji wyrażanych słowami i myślami, którymi ludzie oddziałują na wodę.
W rzeczy samej, już od starożytnych czasów ludzie wierzyli, że słowami można wpłynąć na wodę. Chyba najbardziej jest to widoczne w obrębie chrześcijaństwa, gdzie specjalnie pobłogosławionej wody używa się nie tylko do obrzędu chrztu, ale też do święcenia ludzi, miejsc, obiektów i przedmiotów.



 
Po lewej wynik doświadczenia prof. Emoto - woda poddana słowom wdzięczności. Po prawej woda święcona.
Po lewej wynik doświadczenia prof. Emoto - woda poddana słowom wdzięczności. Po prawej woda święcona.




Wykorzystywanie pamięci wody w uzdrawianiu przez ludy tubylcze

W świetle powyższych doniesień naukowych nie powinno być zaskoczeniem, że wiedza o uzdrawiających właściwościach zaprogramowanej wody była znana w wielu kulturach na długo, zanim wynaleziono mikroskopy i kamery rejestrujące zmiany w strukturze wody.
Dla tych ludów dowodem oddziaływania intencji na wodę była jej skuteczność w leczeniu.
Wodę „ładowano” uzdrawiającą intencją i następnie podawano osobom chorym do wypicia, a ponieważ zdrowieli, wiedzę przekazano kolejnym pokoleniom. W ten sposób metoda dotrwała do naszych czasów.
Jedną z kultur, która odkryła skuteczność tej metody, jest zamieszkujący pogranicze brazylijsko-kolumbijskie amazońskie plemię Desana.
Praktyka „ładowania” leczniczych mikstur ziołowych uzdrawiającą intencją za pomocą pogwizdywań, pieśni oraz dymu z tytoniu jest bardzo rozpowszechniona wśród amazońskich plemion.

 
Członkowie plemienia Desana


„Wysycanie” wody uzdrawiającą intencją
U ludu Desana istnieją trzy rodzaje szamanów.
Jeden z nich zajmuje się zaklęciami, które odmawia nad wodą mającą służyć w uzdrawianiu.
Ten typ szamana nazywa się kubu lub kumu.
Kumu wypowiada niesłyszalne, wysoko sformalizowane uzdrawiające inwokacje nad wodą, którą następnie podaje pacjentowi do wypicia.
Woda dla Desana służy jako materialna pomoc, medium wprowadzające głęboko do ciała pacjenta uzdrawiającą intencję wypowiadanej inwokacji.

 
Błogosławienie wody dymem ze świętego tytoniu



A dlaczego nie śpiewać lub odmawiać uzdrawiających inwokacji bezpośrednio nad chorym?

Według kumu, szamanów plemienia Desana, ich lecznicze inwokacje bez fizycznego nośnika, jakim jest np. woda, są bardziej precyzyjne i oddziałują na przyczyny choroby z większą dokładnością, ale jednocześnie działają wolniej. Dlatego na rezultaty trzeba czekać dłużej.
Kiedy jednak używają fizycznego medium, nad którym wypowiadają zaklęcia i inwokacje, np. nad wodą, napojem z roślin leczniczych lub rośliną do omiatania chorego, wówczas efekt jest szybszy, bardziej przenikający, wyraźniejszy i trwalszy.

Miał rację profesor Emoto, że możemy przypadkowo wpływać na swoje środowisko naszymi myślami i uczuciami każdego dnia, gdziekolwiek pójdziemy.
Woda zdaje się być szczególnie dobrze przewodząca i wrażliwa na emanacje naszej świadomości.
Jeśli chcemy bardziej efektywnie wpłynąć na jakość wody wokół nas, skorzystajmy z lekcji kumu, szamanów plemienia Desana.
Ważną umiejętnością, będącą oznaką inteligencji wg. Desana jest zdolność do uważnego słuchania, wręcz wsłuchiwania się.
Terminujący kumu  nazywany jest kudu pegi „ten, który słucha”.
Dla Desanów, Apaczów, Australijskich Aborygenów, afrykańskich Buszmenów z Kalahari oraz rdzennych Hawajczyków głębokie słuchanie jest kluczem otwierającym tajemnice świata.
Przekazy tych ludów zawsze były ustne i ich zapamiętanie i właściwe zrozumienie wymagało tej coraz rzadszej we współczesnym społeczeństwie umiejętności.


 
Rdzenni Australijczycy podtrzymują głęboki związek z naturą poprzez uważne wsłuchiwanie się



Korzyści w codziennym życiu?
Nasze ciała w około 70 % składają się z wody.
Muzyka i dobre słowa działają nie tylko na wodę, w której się kąpiemy lub pijemy, ale i na tą wodę w naszych ciałach.
Pożywienie, które spożywamy, w mniejszym lub większym stopniu zawiera wodę.
Dziękowanie zatem programuje ją pozytywnymi kodami, czyniąc posiłek zdrowszym dla naszych organizmów.
Modlitwa przed jedzeniem praktykowana w niektórych rodzinach, zwłaszcza chrześcijańskich jest bardzo zdrowym i wartościowym zwyczajem.





 
Uzdrawianie za pomocą wody na skalę globalną 
O ile woda jest przewodnikiem prądu elektrycznego (pod warunkiem obecności w niej elektrolitów), to o ileż doskonalszym przewodnikiem staje się dla subtelnych form energii, które współczesna nauka zaczyna dopiero odkrywać.
Pomyślmy tylko, co się dzieje z wodą, kiedy miliony ludzi podchodzą do niej z nastawieniem głębokiego słuchania i odbioru, a potem w skupieniu przesyłają jej intencję błogosławieństwa.
Woda stanowi rodzaj żywej tkanki planety i, jak wspomniałem wyżej, może mieć dobrą przewodność.
Taka inicjatywa, w świetle współczesnej nauki oraz wiekowych doświadczeń rdzennych ludzi może przyczynić się nie tylko do uzdrowienia samej wody, ale wpłynąć dobrotliwie na każdego, kto się z taką wodą zetknie, i to na poziomie fizycznym i emocjonalnym.
Jest to coś, czego nasza planeta potrzebuje bardziej, niż kiedykolwiek.



Tłumaczenie i opracowanie: Tomasz Nakonieczny



Tekst źródłowy i zdjęcia: