sobota, 10 października 2015

Współpraca ze Światem Duchowym źródłem nadziei w czasach kryzysu

„Żyjemy jednocześnie w trzech światach...” -  mówi motto tego bloga.
Jednym z nich jest świat duchowy. Więc od relacji człowieka również z tym światem zależy harmonia w dwóch pozostałych światach - społecznym i w świecie natury.

Kiedy czytam przedruki i komentarze zamieszczane w różnych publikacjach na temat kondycji ekologicznej i społecznej współczesnego świata, rozpościera się przede mną obraz ogólnej beznadziei i rozpaczy. W tak ukazanej rzeczywistości, gdybyśmy jako ludzkość podjęli nie wiem jak ogromne działania, np. na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych, to już niewiele zdołamy zrobić, tak klimat jest rozchwiany. Jeśli nawet diametralnie ograniczymy wydobycie surowców mineralnych, zaśmiecanie oceanów i niszczenie lasów, to i tak zmiany zaszły zbyt daleko, aby coś tu poradzić. Ludzi przybywa, ziemia pustynnieje, łowiska ryb w morzach załamują się, rzeki wysychają. Świat ogarnia wielka katastrofa ekologiczna, a większość ludzi nawet nie jest jej świadoma, pogrążona w szale konsumpcjonizmu lub w walce o przetrwanie.

Ten cały ponury obraz jawi się przed nami, gdy uczeni i politycy biorą pod uwagę problemy świata i dostępne metody ich zaradzenia, które z góry wydają się być daleko nie wystarczające lub mało realne. 
Mimo to w brew wszelkiej "zdrowej" logice jest tu nadzieja!  Przy wszystkich swoich "szczegółowych" analizach nasi współcześni mędrcy zwykle pomijają jeden bardzo ważny aspekt. W ogóle nie jest on brany pod uwagę w rozważaniach na temat zaradzenia kryzysu ekologicznego i społecznego.
Jest nim mianowicie praca i współpraca ze Światem Duchowym.
Oficjalna nauka i polityka odnosi się do tego zagadnienia z rezerwą spychając go w sfery religii i duchowieństwa. Ale pamiętają o nim przedstawiciele starych kultur oraz miliony ludzi na całym świecie rozwijających się duchowo. 





Dla przykładu szamani z amazońskiego plemienia U’wa w Kolumbii ogrzewani ciepłem ognisk i wzmacniani pieśniami i liśćmi koki od miesięcy mocno pracują ze światem duchowym odprawiając rytuały mające na celu utrzymać ropę naftową z dala od odwiertów firmy Occidental Petroleum's (Oxy). Efekt jest taki, że pomimo obszernych danych geologicznych wskazujących na zaleganie ogromnych ilości ropy pod terytorium ludu U’wa, firmie, jak dotąd, nie udało się jej odnaleźć.
A wykonano już czterech odwierty w tej okolicy.
Według kosmowizji tego amazońskiego ludu wydobycie surowców mineralnych z ziemi staje się przyczyną głębokiego zachwiania równowagi świata. Ich kosmowizja nie odnosi się tylko do zanieczyszczeń, jakie pociąga za sobą wydobycie paliw kopalnych takich, jak gaz, ropa i węgiel, ale raczej do zasadniczych zmian w spójności ekosystemów, niezbędnej dla zachowania równowagi życia na Ziemi.*

Inny Amazoński lud, Achuar z Ekwadoru pracuje ze snami. We wczesnych latach 90-tych nawiązali nawet kontakty z działaczami z Nowoczesnego Świata, aby zanieść przesłanie o „zmianie snu”, jaki śni Nowoczesny Świat, snu zagrażającego nie tylko lasom deszczowym, ale i Matce Ziemi w ogóle. Coraz więcej ludzi przyłącza się do idei „zmiany snu”. Wielkie zasługi ma tutaj organizacja Pachamama Alliance współpracująca z kilkoma indiańskimi plemionami w Ekwadorze. Działalność tej organizacji zaczęła się właśnie tam, gdzie w dżungli późniejsi jej założyciele otrzymali przesłanie od szamanów Achuar o konieczności zmiany snu.**


Hombre Shuar.jpg


Wiele religii i tradycji duchowych daje nadzieje i głosi potrzebę modlitwy, medytacji lub rytuałów autentycznie zmieniających rzeczywistość, która zdawała się być po prostu beznadziejna.
Chrześcijańska idea modlitwy o pokój oraz za Stworzenie; przekazy buddyjskich nauczycieli o potrzebie praktyk duchowych; idea medytacji dla pokoju w tradycji Radża Joga propagowana przez Uniwersytet Duchowy Brahmakumaris, która nota bene praktykowana przez setki indyjskich rolników przyczyniła się do gwałtownego spadku ilości samobójstw w tej grupie, a nawet…zdecydowanej poprawy plonów, co już badają dwie indyjskie placówki naukowe***; nauka obrazowości propagowana w książkach z serii „Dzwoniące Cedry Rosji” rosyjskiego pisarza Władymira Megre, która według bohaterki Anastazji z Syberii, z pewnością odmieni ponurą rzeczywistość w świat, w którym chce się żyć; i wiele innych, wywodzących się z szamanizmu, m.in. z polinezyjskiej Huny. Jeśli chodzi o tą ostatnią, na całym świecie grupy wsparcia używające technik Huny dla poprawy jakości życia na ziemi. Grupy zwą się po Hawajsku Kukua. Nieocenioną praktyką przywracającą harmonię w „trzech światach”, mającą korzenie w hawajskich rytuałach jest Ho’oponopono.

Indianie z Ameryki Północnej powiadają, że człowiek zaczyna żyć wówczas gdy odnajdzie swoją wizję.
Mój znajomy, który pobierał nauki u szamanów indiańskich w obu Amerykach, powiedział mi ważną rzecz, mianowicie że nasza odpowiedzialność za świat nie polega tylko na dokonanych czynach dobrych lub złych lub na zaniechaniu i zaniedbaniu. Polega także, a może przede wszystkim na tworzeniu nowej wizji.




Wiele wskazuje na to, że praca i współpraca ze światem duchowym autentycznie robi różnicę.

Tomasz Nakonieczny






środa, 5 sierpnia 2015

Sens w czasach nonsensu według rdzennych ludów


Czasem wydaje się, że żyjemy w czasach pełnych nonsensu.
Co się stało ze zdrowym rozsądkiem i zdrowym myśleniem?
Rdzenne społeczności z całego świata, które walczą o kulturowe i fizyczne przetrwanie oraz o zachowanie przyrody w swoich ojczyznach, w obliczu zmian klimatycznych oraz destruktywnych projektów „rozwojowych”, takich jak górnictwo, czy elektrownie zaporowe na rzekach. oferują prostą mądrość.

Ich głosy zostały uwiecznione w  4-ro częściowym filmie dokumentalnym pt. 
Standing On Sacred Ground

1. Woda to życie, a ropa nie ugasi pragnienia.
 Pierwszy odcinek Pilgrims and Tourists (Pielgrzymi i Turyści), ukazuje walkę kalifornijskiego plemienia Indian Winnemem Wintu przeciwko podwyższeniu już istniejącej zapory Shasta na rzece McCloud w celu zwiększenia objętości zbiornika zaporowego.
Gdyby ją podwyższono, wówczas zostałyby zalane święte miejsca na brzegach rzeki, w których plemię odbywa swoje ceremonie od tysięcy lat.
Wódz Caleen Sisk pełni rolę rzecznika na rzecz wody powołując się na ludzkie prawo dla wszystkich, w tym dla łososi, które są źródłem duchowej inspiracji i oraz pożywienia, a które zniknęły z terenów plemienia na skutek wybudowania tamy blokującej drogę rybom na tarło. 



Caleen Sisk

„Ludzie mogą żyć, bez ropy, mogą żyć bez złota, ale nic nie może żyć bez wody”
Caleen Sisk, Kalifornia


2. Kapitalizm nie jest rodzimy dla tego kontynentu (Ameryki PN.)
Wódz Oren Lyons wyjaśnia życiowe wartości, o wiele ważniejsze niż pieniądze i rynki zbytu, mianowicie święte związki z ziemią, zasadę wzajemności oraz nasz obowiązek okazywania Ziemi wdzięczności w zamian za branie od niej dóbr. Mówi o zaangażowaniu dla równości i pokoju, jakie należy zapewnić siedmiu kolejnym pokoleniom naszych potomków.
Oren Lyons jest wodzem plemienia Onondagów, profesorem, amerykanistą. Pracował dla ONZ zajmując się kwestiami praw człowieka i samookreślenia narodów.




Oren Lyons


„Próbujecie uczyć Indian bycia kapitalistami od kiedy tu przybyliście, ale my nie cenimy tego, co wy tak cenicie.”
Wódz Oren Lyons


3. Jeśli mega-projekty górnicze będzie można zobaczyć na zdjęciach satelitarnych, wówczas zmiany klimatyczne zwyciężą.
 W części 2 filmu Profit and Loss (Zyski i straty) pokazana jest walka rdzennych mieszkańców kanadyjskiej prowincji Alberta z zagrożeniami ze strony mega-górniczej inwazji kopalń łupków bitumicznych uznanych za największy projekt przemysłowy na świecie. Tubylczy rzecznicy podnoszą alarm. Wskazują na ogromny wpływ przemysłu związanego z łupkami bitumicznymi na tradycyjny styl życia oraz łańcuch żywnościowy wspólnot plemiennych, które zostały wystawione na działanie toksycznych substancji wylewanych do wód i uwalnianych do atmosfery. Ropa wyprodukowana z łupków bitumicznych daje także bardzo wysoki ślad węglowy. Według Amerykańskiej Agencji Ochrony Środowiska emisja gazów cieplarnianych ze spalania tego rodzaju ropy jest o 82% wyższa, niż ze spalania zwykłej ropy (biorąc pod uwagę nakład energetyczny na proces wydobycia, przetwarzania, transportu, a także zużycie w baku samochodu lub elektrowni cieplnej).

„To co teraz obserwujemy, to największy projekt przemysłowy w historii ludzkości. Łupki bitumiczne to kwestia prawa cywilnego mojego pokolenia”.
Llyton Thomas Müller

4. Zdeformowane ryby to śmiercionośny połów
 W wspomnianym wyżej odcinku Profit and Loss  mowa jest także o bardzo wysokim poziomie zachorowań na raka wśród rdzennych wspólnot znad jeziora Atapaska. Woda pitna i ryby, które łowili w jeziorze od tysięcy lat jest skażona przez kopalnie łupków bitumicznych oraz rafinerie położone nad rzeką Atapaska powyżej jeziora.

Ropa  wydobywana i produkowana w taki sposób jest źródłem energii dla naszej cywilizacji.
To, jaką cenę musi płacić przyroda oraz rdzenne społeczności pokazuje, jak bardzo ta cywilizacja jest niezrównoważona. Istnieje bowiem zasada, która mówi, że dobre owoce mogą przynieść tylko działania dobre od samego początku, nie przysparzające szkód ani ludziom, ani naturze. Jeśli te działania już na samym starcie są śmiercionośne i destruktywne, nie łudźmy się, że ich cel zapewni komukolwiek trwały dobrobyt.


5. Ludzie traktują przyrodę, jakby była towarem z czarno-piątkowej wyprzedaży.
 Wiele tubylczych wspólnot na całym świecie dąży do utrzymania duchowości opartej na relacjach z Ziemią, w której to związek z nią roznieca cześć dla natury i powściąga ludzkie zachowania mogące jej szkodzić.
Natomiast nasz konsumpcjonizm, tj. ludzi z nowoczesnego świata, dosłownie pożera Ziemię!


Satish Kumar


„Musimy zmienić nasze podejście z polegającego na dążeniu do posiadania natury na podejście polegające na relacji z naturą.
W momencie, kiedy zmienisz swoją chęć posiadania na relacje, wówczas stworzysz poczucie świętości."
Satish Kumar
6. Osoby odpowiedzialne za ochronę przyrody powinni zwrócić uwagę na te dane!
 Na długo, zanim parki narodowe stały się pomysłem na ochronę dzikiej  przyrody i różnorodności biologicznej, ludy tubylcze zarządzały swoimi terytoriami za pomocą efektywnych ekologicznych i duchowych praktyk.
Warto docenić te pradawne wzorce kulturowe i duchowe, które służą ochronie przyrody i zachowaniu bogactwa gatunkowego rozmaitych form życia. Warto teź sobie przypomnieć i docenić nasze pradawne wzorce. U Słowian i Celtów, dla przykładu były to święte gaje.
„Ludy rdzenne stanowią 4% światowej populacji, zamieszkują 22% powierzchni lądów. Na tych 22% lądów zachowało się 80% światowej różnorodności biologicznej.”

7. A co, jeśli Niebo znajduje się na Ziemi?
 W części 3 Sacred Ground’ zatytułowanej Fire and Ice, (Ogień i Lód) zostało pokazane, jak chrześcijaństwo niepokoi rdzennych ludzi w odprawianiu ich ceremonii w świętych miejscach. Generalnie ten odcinek zmusza do zadania sobie następującego pytania: Jakie są przyrodnicze konsekwencje wiary w to, że Ziemia jest jedynie przystankiem w drodze do wieczności?


Winona La Duke
„W nauczaniu kościołów mamy separację ziemi od ludzi. W efekcie kończymy ze zbiorowym wierzeniem, że nie ma znaczenia, co my tu wyprawiamy, bo w końcu zbawienie czeka nas zupełnie gdzieś indziej, Więc dawaj! Budujmy kopalnie i zapory na rzekach!”
Winona La Duke- działaczka z plemienia Anishinaabe, walcząca o odzyskanie dla swojego ludu Rezerwatu Biała Ziemia.

8. Bombardowanie świętej wyspy jest czymś złym
 Ostatni odcinek Islands of Sanctuary (Wyspy Świątyń) niesie nadzieję i odnowę pokazując postawę Australijskich Aborygenów i rdzennych Hawajczyków tworzących silny ruch na rzecz odzyskania od rządu i armii świętych miejsc.
Hawajczykom po 50 latach udało się odzyskać od Armii stanów Zjednoczonych wyspę Kaho’olawe, która w ramach ćwiczeń była przez ten czas bombardowana.
„Kaho’olawe dała nam duchową więź z naszymi przodkami i naszymi wierzeniami i umożliwiła nam dawanie odpowiedzi naszym bogom”.- Mówi  Davianna McGregor, przywódca ruchu Protect Kaho’olawe ‘Ohana.


“Jeśli mogliśmy walczyć z największą potęga militarną, jaką znał świat (USA) i zwyciężyć, to pokazuje, że możliwości dla innych rdzennych ludzi z całego świata są praktycznie nieograniczone.”
Derek Mar, Hawai’i



9. Przetrwanie jest głęboko polityczne.
Florence Jones (1907-2003) z indiańskiego plemienia Winnemem Wintu w Kaliforni była wziętą lekarką i uzdrowicielką, która skutecznie walczyła i powstrzymała realizację planów budowy ośrodka narciarskiego na jej świętej górze Shasta. Jej potomkowie kontynuują jej dziedzictwo.

Florence Jones


Bardzo chciałbym, aby ren film w czterech odcinkach dotarł także do Polaków. Wiąże się to jednak z kosztami. Wykupienie licencji na wyświetlanie filmu nieograniczonej liczbie widzów wynosi ponad 4 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć koszt filmu na język polski, aby zawarte w nim przesłanie dotarło do jak największej rzeszy naszych rodaków.
Jest to niewątpliwie dokument budzący świadomość o naszych związkach z planetą, z naturą oraz o znaczeniu współczesnych strażników tychże związków, reprezentowanych przez rdzenne kultury, dla podtrzymania tej świadomości. Im więcej mieszkańców tzw. nowoczesnego świata uświadomi sobie wartość i znaczenie tzw. rdzennej mądrości, tym większe będzie ona miała szansę przetrwać, aby spełniać swoją jakże ważną rolę nie tylko dla jej właścicieli, ale też dla ludzkości.


Opracowanie:
Tomasz Nakonieczny


Źródło:
Indigenous Sense in a Nonsensical Time
o niewątpliwie

środa, 8 lipca 2015

Jesteśmy Wszechświatem stającym się świadomym siebie

Nasza odpowiedzialność od początków stworzenia


Starożytne nauki mówią, że  zadaniem istot ludzkich jest bycie opiekunami planety na której żyjemy. Zostaliśmy powołani do tego, aby troszczyć się o żyjące tuaj rośliny i zwierzęta oraz chronić naturalne piękno Ziemi.

Jesteśmy Ziemi potrzebni pomimo, iż z braku świadomości i niewiedzy krzywdzimy jej ekosystemy oraz szkodzimy sobie sami. A jednak jesteśmy jej potrzebni, bo gdyby było inaczej, to by nas tu nie było.


Według nowoczesnej nauki wszystko we wszechświecie wibruje w określonych częstotliwościach.

Każdy przejaw natury jest manifestacją energii o określonych częstotliwościach.


Pradawne nauki oraz współcześnie żyjący rdzenni ludzie przypisują obecność wibrujących energii nawet tak pozornie martwym obiektom, jak skały. Według nich one żyją, bo życie jest wibracją.  Współczesne odkrycia naukowe i nowe teorie, jak teoria superstrun zdają się potwierdzać zasadę, że wibracje są korzeniem wszelkiego istnienia. 







Niestety, w nowoczesnej kulturze nie jesteśmy uczeni doskonalenia zmysłów pozwalających wyczuwać te energie. Dla większości z nas pozostają one po prostu niedostrzegalne.

Ale wystarczy zatrzymać się na chwilę i zwolnić tempo, wczuć się w przestrzeń, aby dostrzec przepływ świata wokół nas.

Otwierające się i zamykające kwiaty, cykl narodzin i obumierania, pływy i fale morskie, zmiany pogody, obroty planet, a nawet rozszerzanie się i kurczenie wszechświata, czy teżt bicie serca i oddech - to są wszystko wibracje o małej i wielkiej skali, poprzez które przejawia się życie Kosmosu.


Według tradycji Indian Ameryki Północnej i Południowej opiekuńcza rola ludzkości polega na korzystaniu z mocy naszych serc, tj. zakodowanej w nich zdolności do tworzenia czystych wibracji emanujących w przestrzeń. Według współczesnej nauki ludzkie serce emituje silne pole magnetyczne tworzące torus (taki obwarzanek) o promieniu około 2 m.Wpływa ono na pola energetyczne w świecie wokół.

Indianie twierdzą, że zachowanie pamięci zdolności używania mocy serca jest ich podarunkiem dla świata, misją i podstawą podążania „drogą piękna”.


Ludzie zostali obdarzeni odpowiedzialnością za wszystkie częstotliwości na Ziemi.

Mamy zaszczyt i obowiązek pielęgnować siły życia.




W jaki sposób nasi przodkowie troszczyli się o Świat?


Starożytni, a także współcześnie żyjący rdzenni ludzie czuli ogromną potrzebę, aby okazywać szacunek, wdzięczność i hołd Naturze, Ziemi i Niebu, które dały im Życie.

Właśnie w tym celu wymyślili różnorodne rytuały obejmujące pieśni, tańce, modlitwy, palenie świętych ogni itp. Działania te przeprowadzane z wielką miłością i wdzięcznością w sercach wzmacniały siły w otaczającej ich przyrodzie, a w zamian Matka Ziemia i Wszechświat chroniły i wspierały ludzi darząc ich obfitością swojego istnienia.


Wśród rdzennych ludów jest powszechnie wiadome, że wysoko wibrujące częstotliwości (rozpoznawane i nazywane przez nich na swój sposób) budzą świadomość, odżywiają to, co jest głodne i słabe, leczą to, co chore oraz przyciągają najbardziej świetliste siły Natury.


W niektórych kulturach tą odpowiedzialność wyrażano w specjalnie zaprojektowanych budowlach.

Istnieje teoria, że piramidy egipskie, majańskie oraz staroperuwiańskie ulokowane zgodnie z gwiezdnymi konstelacjami oraz ruchem ciał niebieskich były swoistymi lustrami, w których kosmiczny taniec mógł się odbijać i rezonować. W ten sposób wszystkie istoty mogły przyjmować i być żywione tymi szczególnymi wibracjami płynącymi z Nieba i Ziemi. 




Niestety, obecnie na skutek dominującej ekonomii opartej na chciwości i ciągłym niezadowoleniu z tego, co się posiada, przyroda jest niszczona, aby wyrwać z niej jak najwięcej zasobów.
Odwieczna równowaga dawania i przyjmowania pomiędzy człowiekiem, a Naturą została naruszona. Bierzemy od Ziemi znacznie więcej, niż dajemy od siebie.


Jednocześnie rdzenne kultury na całym świecie, które zachowywały jeszcze wiedzę na temat uzdrawiających rytuałów i praktyk, tak bardzo współczesnemu światu potrzebnych, ulegają degradacji i zanikowi. Lasy i ziemie zamieszkiwane przez te społeczności są grabione i plądrowane przez przemysł drzewny, górniczy i wielkie plantacje zapewniające surowce i produkty dla coraz bardziej nienasyconego społeczeństwa globalnego.


Według szamana peruwiańskiego, Arkana Lushwala, zapomnienie tych rytuałów, które odżywiają swą energią różne formy życia w zamian za to, że nas utrzymują przy życiu grozi ich rozpadem i utratą ich świetlistych promieni.


Być może kryzysy ekonomiczne i bieda są właśnie takim zbiorowym objawem naruszenia  harmonii świata.


Co możemy zatem zrobić, aby odzyskać utraconą więź z Ziemią i odbudować wspaniałą wibrację wszelkiego życia, aby oddać światu siły, które odebraliśmy mu w tak wielkim stopniu?


Jeśli tylko znajdziemy sposób, aby wynagrodzić Ziemi za to, co od niej bierzemy, to z pewnością będzie nas ona obdarzać jeszcze większą obfitością swoich bogactw tak, że będziemy mogli żyć we wzrastającym dobrostanie polegającym na bogactwie ciała, umysłu i serca zamiast tkwić w pułapce ustawicznych konfliktów, chciwości i strachu.


Starożytne nauki mówią nam, że naszym przeznaczeniem była opieka nad Matką Ziemią, dlatego nasza świadomość kieruje nas ku niezwykłej odpowiedzialności za stworzenie lepszego świata dla wszystkich istot.




Luther Stojący Niedźwiedź



Starzy ludzie prawdziwie kochali Ziemię. Często siadali lub kładli się na nią z uczuciem, że w ten sposób byli bliżej jej matczynej siły. Dotykanie Ziemi było dobre dla skóry i starzy ludzie lubili zdejmować mokasyny i chodzić bosymi stopami po świętej Ziemi. Ich tipi były stawiane na Ziemi i ich ołtarze były zrobione z ziemi. Ptaki, które latały w powietrzu odpoczywały na Ziemi, która była trwałym miejscem dla wszystkich rzeczy, które na niej żyły i wzrastały. Ziemia koiła, wzmacniała, oczyszczała i uzdrawiała. Dlatego stary Indianin wciąż siada na Ziemi... Dla niego siedzenie lub leżenie na niej umożliwiało głębsze myślenie i odczuwanie. Mógł on widzieć jaśniej tajemnice życia i swoje bliskie pokrewieństwo z innymi istotami.” 


Luther Stojący Niedźwiedź, Wódz Indian Lakota Sioux (1868-1939)


 




Opracowanie: Tomasz Nakonieczny


sobota, 27 czerwca 2015

Dieta rdzennych ludów na odsiecz w walce z chorobami cywilizacyjnymi



Tradycyjna żywność spożywana przez wiejskie społeczności zawiera składniki odżywcze, których często brakuje w powszechnie dostępnej żywności krajów wysoko i średnio uprzemysłowionych.

Bezprecedensowy poziom chronicznych chorób niezakaźnych skłania nas do zwrócenia większej uwagi na dietę naszych przodków w celu przywrócenia utraconych składników spożywczych.

Niektórzy wierzą wręcz, że taka zmiana może polepszyć relacje społeczeństw z Ziemią oraz zregenerować zdrowie ludzi i środowiska naturalnego.

Sarah Somian, francuska dietetyk  mówi - „wzrost znaczenia rolnictwa przemysłowego przyczynił się do poczucia zerwania więzi u ludzi ze spożywanym posiłkiem.

 - Wiele rodzajów tradycyjnego i mało przetworzonego pożywienia spożywanego przez  wiejskie społeczności, jak np. proso, czy mięso karibu, jest bardzo odżywcze i dostarcza zdrowych kwasów tłuszczowych, mikroelementy oraz działa na organizm oczyszczająco, czego nie można powiedzieć o popularnej diecie krajów rozwiniętych.”


Tradycyjna dieta rdzennych ludzi na całym świecie - od leśnego pożywienia złożonego z korzeni i bulw we wschodnich Indiach po zimnowodne ryby, karibu i foki w Arktyce, jest zróżnicowana, dopasowana do lokalnego środowiska i może przeciwdziałać niedożywieniu oraz wielu chorobom.



© Raipon/Survival
Chłopiec z plemienia Ewenków (Syberia)
© Raipon/Survival


„U bardzo wielu rdzennych społeczności i plemion system żywnościowy jest kompleksowy, samowystarczalny, ogromnie bogaty w składniki odżywcze”-  mówi Jo Woodman badacz i aktywista z organizacji Survival International, zajmującej się obroną praw ludności tubylczej.

Jednak zakłócenie tradycyjnego stylu życia spowodowane degradacją środowiska naturalnego oraz wprowadzeniem przetworzonego pożywienia, rafinowanych tłuszczy i olei oraz pustych węglowodanów przyczynia się do pogorszenia ich zdrowia i obniżenia produkcji bogatych odżywczo artykułów spożywczych, które mogłyby błogosławieństwem także dla innych społeczności.


Harriet Kuhnlein, założyciel  Centrum Żywienia i Środowiska Ludności Tubylczej na Uniwersytecie McGill w Kanadzie powiedział, że tradycyjny system żywnościowy powinien być dokumentowany tak, aby twórcy prawa wiedzieli, jaka wartość jest bezpowrotnie tracona na skutek rujnowania ekosystemów nie tylko dla rdzennych społeczności, ale i dla wszystkich ludzi.


Według Międzynarodowego Instytutu Badań nad Żywym Inwentarzem w Najrobii w Kenii, od wczesnych lat 60-tych wzrost ekonomiczny, urbanizacja oraz wzrost populacji ludzkiej do 7 mld osób przyczyniły się do spotęgowania konsumpcji produktów zwierzęcych, takich jak mięso, jaja i produkty mleczne, tak że stanowiły 13% źródła energii w światowej diecie na rok 2013. Wzrastająca liczba zwierząt hodowlanych konsumuje ponad 1/3 uprawianych zbóż.

To właśnie ekspansja rolnictwa, głównie na rzecz upraw zbóż, przyczyniła się w 80 % do zniszczenia pokrywy leśnej na całym świecie.

Wraz ze wzrostem populacji do spodziewanych 9 mld na rok 2050 będzie potrzeba wyprodukować o połowę więcej żywności, a jej produkcja będzie zależna od zdrowych ekosystemów. Jeśli środowisko jest zniszczone lub zatrute, ma to ogromny wpływ na ilość i jakość dostarczanego przez nie pożywienia.

System żywnościowy rdzennych ludów polegający na zbiorze i przygotowywaniu jedzenia z maksymalnie bogatymi składnikami spożywczymi, jakie może zapewnić środowisko, w którym żyją, jest bardzo szeroki. Obejmuje m.in. prowadzących koczowniczy, zbieracko-łowiecki tryb życia Indian Ache z Paragwaju, masajskich pasterzy ze wschodniej Afryki, hodowców reniferów z ludu Sami z Północnej Skandynawii, inuickich rybaków i myśliwych z północnej Kanady, czy też rolników z plemienia Kondh ze wschodnich Indii, uprawiających proso.
To, co łączy te wszystkie grupy, to wiedza, jak jeść w sposób, który zaspakaja potrzeby organizmu na składniki odżywcze bez niszczenia środowiska.

Plemię Dongria Kondh (Indie)
(Zdjęcie: Survival International)

Konkluzja badań wspartych przez FAO, dotyczących rodzimego systemu żywnościowego, odżywiania i zdrowia z 2009, których współautorem był wspomniany wyżej Kuhnlein, jest następująca: „System żywnościowy rdzennych społeczności zawiera prawdziwe skarby i wiedzę, wywodzące się z długo ewoluujących kultur i wzorców życia zgodnych z lokalnymi ekosystemami.”

W ostatnich latach takie zboża, jak komosa ryżowa, fonio i proso, które od bardzo dawna były uprawiane przez rdzenne i wiejskie społeczności w krajach rozwijających się, a obecnie stopniowo zapominane przez młodsze i bogatsze pokolenia, zyskują coraz większą popularność w krajach rozwijających się.






Warto zwrócić uwagę także na nasz bardzo tradycyjny system odżywiania ukształtowany na ziemiach polskich w czasach przedrozbiorowych. Wówczas istniało w naszej kuchni bardzo wiele gatunków kasz, jak np. jagła (proso), czy orkisz. Ziemniaki nie były wówczas znane, a wieprzowina wcale nie była popularnym mięsem. Przeciętny mieszkaniec polskiej wsi znał ponad 100 gatunków dzikich roślin jadalnych i leczniczych.
Być może obecnie dostępne u nas warzywa nie były wówczas zbytnio rozpowszechnione, czy nawet znane, ale korzystano z całej masy dzikich roślin jadalnych, które same w sobie cechują się wyjątkowymi walorami prozdrowotnymi.

Przykład witalności rdzennych społeczeństw żyjących na sposób tradycyjny może posłużyć  dla nas przykładem, że rozpoznanie, jak efektywnie korzystać z darów naszej rodzimej przyrody może poprawić naszą kondycję i zdrowie.

Opracowanie: Tomasz Nakonieczny

Źródło: White Wolf Pack

środa, 24 czerwca 2015

Papież Franciszek wzywa do ochrony ludów tubylczych i ich ziemi



W encyklice LAUDATO SI’ (Pochwalony Bądź) poświęconej „Trosce o Nasz Wspólny Dom”, która przyciągnęła ogromna uwagę mediów, mówiącej o zmianach klimatycznych, Papież Franciszek przyznał, że rdzenni ludzie mają ogromną więź ze swoją ziemią oraz pełnią ważną rolę w jej ochronie.

W encyklice Papież napisał: „Jest rzeczą niezbędną ukazanie szczególnej troski o rdzenne wspólnoty oraz o ich kulturowe tradycje. Nie są one bowiem tylko jednymi z wielu mniejszości, ale powinny być traktowane jako ważni partnerzy w dialogu, szczególnie w przypadku wielkich projektów inwestycyjnych planowanych na ich ziemiach.”

„Dla nich ziemia nie jest towarem, ale darem od Boga oraz ich przodków, którzy w niej spoczęli. Jest to dla nich święta przestrzeń, z którą muszą być we wzajemnej interakcji, aby zachować swoją tożsamość i wartości.”

"Kiedy pozostają na swojej ziemi, wówczas sami troszczą się o nią najlepiej. Niemniej jednak w wielu zakątkach świata poddawani są ogromnej presji, aby porzucić swoja ojczyznę, by zrobić miejsce dla rolnictwa i projektów górniczych, które podejmowane są bez względu na ich niszczący wpływ na przyrodę i lokalne kultury.”

Papież w dalszej części encykliki położył nacisk na konieczność słuchania rdzennej ludności w kwestiach radzenia sobie z problemami ekologicznymi: „Ekologia wiąże się z ochroną skarbów kultury ludzkości w bardzo szerszym sensie, a dokładniej, wzywa do większej uwagi wobec lokalnych kultur przy badaniu problemów ekologicznych, sprzyjając dialogowi między językiem naukowo-technicznym, a językiem ludności.”

W liście Papież skrytykował opieszałość rządów w kwestii ochrony ziem należących do rdzennych ludzi oraz konsultacji dotyczących projektów rozwojowych, które na nie wpływają. Wezwał do działania „lokalne jednostki i grupy”, aby utrzymywały rządy w odpowiedzialności. 


Tłumaczenie: Tomasz Nakonieczny

Źródło: Survival International

wtorek, 9 czerwca 2015

Ubuntu, czyli afrykańska filozofia społecznej jedności



Współczesny, techniczny świat cierpi na bardzo poważną chorobę, jaką jest separacja.
Jest to poczucie oddzielenia pomiędzy ludźmi oraz oddzielenia od otaczającej nas przyrody.
Ten emocjonalny stan tworzy permanentny lęk, który jest przeważnie głęboko ukryty. Wyraża się on w chęci kontrolowania rzeczywistości, ludzi, przyrody, jak również w zaspakajaniu swojego emocjonalnego głodu  nadmierną konsumpcją dóbr, co pociąga za sobą wzmożoną produkcję odpadów i eksploatację zasobów przyrody z opłakanym skutkiem również dla ludzi.
Lekarstwem na chorobę oddzielenia może być powrót do źródeł, co nie oznacza oczywiście porzucenia miast i techniki.
W tradycyjnych społecznościach zachowały się bardzo silne więzi rodzinne i społeczne, które pomagają im przetrwać nawet bardzo trudne warunki i czasy.

Wśród rdzennych plemion Republiki Południowej Afryki od dawien dawna istnieje bardzo szczególna filozofia, zwana Ubuntu.

Ubuntu to afrykańskie słowo o uniwersalnym znaczeniu.
Ta filozofia ukazuje potencjał do bycia człowiekiem stawiając wartość wspólnoty  ponad własny interes. Pozwala rozkwitnąć wzajemnej pomocy w duchu służby, w okazywaniu wzajemnego szacunku oraz w byciu uczciwym i godnym zaufania.

Kwintesencję Ubuntu wyrażają następujące powiedzenia:

Jestem, jaki jestem ze względu na to, kim my wszyscy jesteśmy”
„Jestem osobą dzięki innym osobom”.
„Jestem dlatego, bo ty jesteś”.






W Xhosa, jednym z 11 oficjalnych języków Republiki Południowej Afryki Ubuntu jest wyrażane w następujący sposób: Umntu ngumntu ngabanye abantu – „Ludzie są ludźmi dzięki innym ludziom” oraz „Jestem człowiekiem, ponieważ należę do wspólnoty ludzkiej i postrzegam innych oraz traktuje ich odpowiednio jako ludzi”.

Inny z afrykańskich sposobów wyrażania Ubuntu mówi: „Twój ból jest moim bólem, twój dobrobyt jest moim dobrobytem, twoje ocalenie jest moim ocaleniem”.
Ta filozofia mówi o tym, jak jednostka jest silnie osadzona we wspólnocie, że jej osobista identyfikacja jest określona przez to, co ona daje swojej wspólnocie.

Ciekawie oddaje ducha Ubuntu przykład przywitania w kolejnym z południowoafrykańskich języków Shona : „Dzień dobry! Czy dobrze spałeś? – Spałem dobrze, jeśli ty spałeś dobrze”. „Jak ci idzie dzień? – Dobrze, jeśli twój idzie dobrze.”
Takich pozdrowień używa się zarówno w stosunku do członków rodziny, przyjaciół, jak i do obcych spotkanych na drodze.


Kraj należący do pięciu wschodzących gospodarek świata – Republika Południowej Afryki, ma za sobą trudną historię kolonizacji, krwawych wojen, apartheidu (segregacji rasowej) i wciąż aktualny problem wielkiego bezrobocia wśród młodych, a także gwałtów, przestępczości, choroby AIDS, bezrobocia itp.
Jednak na przykładzie tego kraju możemy zaobserwować, jak ta niezwykła, a za razem tak podstawowa filozofia używana jest do leczenia społecznych ran i uzdrawiania wzajemnych relacji. To właśnie dzięki tej filozofii możliwe były w tym kraju przemiany prowadzące do upadku apartheidu i rozpoczęcia procesu wielkiego pojednania w RPA.
To właśnie z tej filozofii czerpał prezydent Nelson Mandela i arcybiskup Kościoła Anglikańskiego w RPA Desmond Tutu, którzy przyczynili się do rozpoczęcia tych procesów.

Wartości płynące z Ubuntu inspirują działalność wielu społecznych organizacji w RPA, np. Południowoafrykańskiej Fundacji Ubuntu, która zajmuje się m.in. dziećmi i młodzieżą z ulicy, edukacją oraz wdrażaniem tej filozofii do etyki biznesu i szkolnictwa.

Według Ubuntu w każdym człowieku istnieje ogromne źródło potencjału. W obrębie tego wewnętrznego źródła ludzkiego potencjału leży pięć zasobów osobistej siły i społecznej harmonii. Są to świadomość, współczucie, kreatywność, współpraca i kompetencja. Tych pięć ludzkich możliwości/jakości jest uniwersalnych – przynależą każdemu człowiekowi i każdej kulturze i wyrażają się na każdym obszarze ludzkiego funkcjonowania.
Obudzenie i rozprzestrzenienie tych pięciu jakości zarówno u jednostek, jak i wśród grup i organizacji jest wręcz kluczowe dla osiągnięcia ludzkiej jedności, pomyślności, dobrostanu oraz zwykłego przetrwania. Tym właśnie zajmuje się Południowoafrykańska Fundacja Ubuntu.

Prezydent Nelson Mandela był traktowany jako uosobienie Ubuntu. Potrafił przebaczyć największe krzywdy, jakie doznał od Białych. Spędził wiele lat w więzieniu.
Zapytany, czym jest dla niego Ubuntu odpowiedział tymi słowy:

„Podróżny przemierzający kraj może się zatrzymać  w wiosce i nie musi prosić o jedzenie i wodę. Ludzie dadzą mu jeść i ugoszczą go. Jest to jeden z aspektów Ubuntu, jeden z wielu.
Ubuntu nie oznacza oczywiście, że ludzie nie powinni się zajmować sami sobą. Dlatego należy postawić sobie następujące pytanie: Czy zamierzasz zająć się sobą, aby umożliwić wspólnocie wokół ciebie stać się lepszą?”


Arcybiskup Desmond Tutu tak mówił o Ubuntu:

„Ktoś powiedział, że Ubuntu stanowi esencję człowieczeństwa. Ubuntu mówi w szczególności o tym, że nie możesz istnieć jako człowiek trwając w izolacji. Mówi o naszym wzajemnym powiązaniu. Nie możesz być w pełni człowiekiem samym z siebie. I kiedy posiadasz tą cechę (Ubuntu), wówczas stajesz się znany ze swej hojności. Zbyt często myślimy o sobie samych jako o wzajemnie od siebie oddzielonych indywiduach, podczas gdy jesteśmy ze sobą połączeni i cokolwiek uczynisz, ma to wpływ na cały świat. Kiedy czynisz dobro, to ono rozprzestrzenia się. Służy całej ludzkości”

„Osoba z Ubuntu jest otwarta i dostępna dla innych, afirmująca innych ludzi. Nie czuje się zagrożona przez innych. Posiada szczególną pewność siebie wypływającą ze świadomości przynależności do większej całości. Czuje się poniżona, kiedy inni są poniżani, torturowani , czy w jakiś sposób prześladowani.”


Ubuntu traktuje ludzi jako integralną część ekosystemu, co wiąże się z poczuciem odpowiedzialności za podtrzymywanie zrównoważonego życia. W Ubuntu zasoby dzielone są wg zasad równości w obrębie i pomiędzy pokoleniami. Jest uczciwe i współczujące wobec każdego, stanowi zbiorowy szacunek dla ludzkiej godności.
Filozofia Ubuntu zachęca zatem do szacunku wobec przyrody i ludzi.

O ile rasizm i inne wzajemne animozje dzielące ludzi były budowane świadomie i nieświadomie w wyniku różnych zaszłości, ale jako takie nie były czymś naturalnym, to wartości płynące z Ubuntu również mogą być budowane i wdrażane tym razem świadomie, aby ludzie czując wzajemną troskę i odpowiedzialność uczynili swoje życie bardziej zharmonizowanym, Tylko tak można zbudować prawdziwy dobrostan.
Dzięki Uniwersalności Ubuntu inspiracja z niej płynąca może się rozlewać także w innych, nieafrykańskich kulturach nie ujmując żadnej z nich nic z ich wartości i unikalności.

Południowoafrykańskie powiedzenie, w podobnej wersji istniejące również w Kazachstanie mówi:

„Pojedynczy patyk z miotły można złamać, ale nie tak łatwo złamać patyki zebrane razem”



Źródło:



Opracowanie:
Tomasz Nakonieczny

środa, 3 czerwca 2015

Dumni. Nie prymitywni. Cz 2


Niektóre rdzenne kultury wnoszą pewną duchową wiedzę, która może bardzo pomóc ludziom Zachodu w przywróceniu im wewnętrznej równowagi. Istnieją stare rytuały uzdrawiające wzajemne relacje, umacniające więzi z przodkami, tak ważnych dla przedstawicieli tradycyjnych plemion oraz więzi z naturą i ziemią. Niektóre nowoczesne terapie oparte zostały właśnie o te prastare rytuały i wiedzę, np. ustawienia hellingerowskie wywodzące się z tradycji afrykańskich Zulusów, wśród których twórca metody, Bert Hellinger spędził ponad 20 lat jako misjonarz, czy przywracająca harmonię metoda Ho’oponopono, którą zawdzięczamy rdzennym Hawajczykom.

Społeczności te wnoszą także inną, cenną dla ludzkości wiedzę, która służy przywracaniu zdrowia. Dla przykładu pewien polski misjonarz spędziwszy u Indian z peruwiańskiej Amazonii ponad 30 lat otrzymał od nich nauki o zastosowaniu tamtejszych roślin leczniczych.
Okazało się, że przy spełnieniu pewnych warunków, jak np. odpowiednia dieta, owe rośliny są w stanie w niejednym przypadku wyleczyć z najcięższych nawet chorób, jak ostatnie stadia raka, cukrzyca typu 2, czy nawet AIDS. Badania przy współpracy z indiańskimi uzdrowicielami nad tymi ziołami prowadzi już kilka placówek naukowych, m.in. z Francji, Rosji i USA. Wymienione wyżej przypadki wyleczeń zostały udokumentowane przez Ministerstwo Zdrowia Peru*.

Lekarze, naukowcy i antropolodzy, którzy zetknęli się niesamowitą wiedzą tubylców dotyczących roślin i nie tylko, są zgodni ze stwierdzeniem, że „gdy umiera szaman, to tak, jakby spłonęła biblioteka z drogocennymi manuskryptami.

U wielu tego typu społeczności możemy poznać także takie metody uprawy ziemi i produkcji żywności, które pozwalają glebie się regenerować. Szczególnie obiecujące wydaje się łączenie tradycyjnych technik uprawy z nowoczesną wiedzą dotyczącą rolnictwa.
W Stanach Zjednoczonych działa pewien człowiek wywodzący się z narodu Majów, Meksykanin Guillermo Vasquez wykształcony na Uniwersytecie Kalifornijskim. Studiował tam agroekologię.
Teraz, korzystając ze zdobytej nowoczesnej wiedzy i starej mądrości przodków prowadzi wykłady i warsztaty, na które przychodzą studenci, architekci miejscy, a nawet ludzie bezdomni. Uczy zakładania ogrodów permakulturowych w tak wielkim mieście, jak San Francisco. Dzięki jego pomocy ludzie o niskich dochodach zaczynają produkować samodzielnie żywność zmniejszając tym samym wydatki na jej zakup. Pomimo uprawy w mieście i tak jest ona dużo zdrowsza, niż z ta z supermarketów.**


Guillermo Vasquez

Rdzenne społeczności zachowały jeszcze inne drogocenne skarby, których wartość teraz gwałtownie wzrasta. Są to różnorodne odmiany roślin uprawnych. Nie zdziwmy się, gdy za kilkanaście lat ich nasiona staną się niemal walutą.
Obecnie w przemysłowym rolnictwie panuje zaledwie kilka gatunków i odmian, co poważnie zagraża globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu, a nawet zdrowiu (np. współczesne, nowoczesne odmiany pszenicy zawierają ogromne ilości glutenu, który w mniejszym lub większym stopniu szkodzi niemal każdemu, jak wykazały badania Amerykanów na dużej próbie i na przestrzeni 10 lat).
Dzięki różnorodności genetycznej możliwe jest wyhodowanie odpornych, zdrowych odmian z pominięciem genetycznej modyfikacji.

Ludzie z indyjskiego plemienia Dongria Kondh hodują ponad 100 odmian zbóż i zbierają prawie 200 odmian dzikiego pożywienia, które dostarcza im przez okrągły rok bogactwo substancji odżywczych, nawet podczas suszy.
Niewiele by brakowało, a ludzie Ci zostaliby nędzarzami, a ich bogactwo zaprzepaszczone.
Brytyjsko-indyjska spółka hutniczo-surowcowa Vedanta chciała zamienić ich góry i lasy w toksyczne kopalnie rud boksytu (surowiec do produkcji aluminium). Spółka posługiwała się pełną uprzedzeń retoryką, że plemię Dongria Kondh jest zacofane. W ten sposób chciała usprawiedliwić ich wysiedlenie i grabież ich ziemi. Na szczęście dzięki nieugiętej postawie plemienia oraz wsparciu organizacji indyjskich i międzynarodowych władze zablokowały realizację tego destruktywnego projektu.



Dziewczynka z indyjskiego plemienia Dongria.
(Źródło: Survival International)


Na Wyspach Andamańskich położonych w Zatoce Bengalskiej, przynależnych do Indii mieszka plemię Jarawa, którego przedstawiciele bardzo mocno przypominają afrykańskich Pigmejów. Pomimo częstego miana „prymitywnych” i „biednych” badania nad odżywianiem i zdrowiem tego zbieracko-łowieckiego ludu wykazały, że te grupy, które zachowały samowystarczalność na swoim terytorium, są odżywieni w sposób optymalny. Posiadają szczegółową wiedzę o ponad 150 gatunkach roślin i 350 gatunkach zwierząt. Ale ich sąsiedzi z Wielkich Andamanów, którzy zostali wciągnięci do „głównego nurtu” przez Brytyjczyków i pozbawieni swoich terytoriów teraz cierpią na różne choroby, zwłaszcza gruźlicę i alkoholizm i są całkowicie zależni od pomocy rządu indyjskiego



Dziecko z plemienia Jarawa
(Źródło: Survival International)


Odebranie ziemi ludności rdzennej oznacza dla niej utratę samowystarczalności, godności i tego wszystkiego, co czyniło ich życie bogatym.
Ich terytoria wciąż są im odbierane, ich prawa gwałcone, a ich przyszłość niszczona.
Podstawowe prawa chroniące ich ziemię są zagrożone. Powinno to być zatrzymane.
Tylko oni mają prawo decydować, czy i jakie zmiany wprowadzić w swoim życiu.


 Źródła:

* ”Vilcacora leczy raka” G. Rybiński, R. Warszewski; „Bóg nam zesłał vilcacorę” R. Warszewski
** 2008 Garden Crusader Guillermo Vasquez of San Francisco, Calif. Winner, Feeding the Hungry




Opracowanie: Tomasz Nakonieczny