poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Strażnicy Świętych Miejsc



Czym są Święte Miejsca?
Cała nasza wspaniała planeta usiana jest niezwykłymi miejscami, które od wieków były otaczane szczególną czcią. Są to pojedyncze góry i pagórki, a czasem nawet całe pasma górskie i tzw. święte krajobrazy, jak lasy, jeziora, a niekiedy zagajniki, źródła, czy skały.
Chociaż podobne formy przyrodnicze i krajobrazowe spotykamy wszędzie, to jednak te właśnie miejsca wyróżniają się spośród nich czymś jeszcze. Jest to specyficzne promieniowanie, szczególna koncentracja energii Ziemi i Kosmosu, jaka tym miejscom towarzyszy, a którą można wykryć i zmierzyć metodami radiestezyjnymi.
Promieniowanie to odznacza się korzystnym wpływem na organizm i psychikę człowieka. Ludzie żyjący w bliskości z naturą, z umysłami wolnymi od szumu informacyjnego, potrafili wyczuć to promieniowanie, a związane z nimi miejsca odkryć i na swój sposób docenić według  reprezentowanych przez siebie wzorców kulturowych.

To właśnie tam rozwijały się ośrodki kultu, gdzie w dawnych czasach ludzie czcili siły przyrody, dokonywali ceremonii uzdrawiających, a także innych, które miały na celu zacieśnianie lub przywracanie zerwanych więzi społecznych oraz przywracanie i umacnianie  równowagi w otaczającej przyrodzie. Działo się tak dlatego, ponieważ ludzki umysł w tych miejscach osiągał szczególne stany świadomości, pomocne w uzdrawianiu i  osiąganiu głębszego wglądu pozwalającego znaleźć odpowiedzi na bieżące problemy. W wielu z nich powstały później świątynie, wokół których z czasem rozwinęły się miasta, a nawet wielkie metropolie, takie jak np. Jerozolima, Rzym, Cuzco, czy nasze polskie Gniezno i Kraków. Jednak, o ile te miejsca, nadal pełniły i pełnią ogromną rolę duchową i kulturotwórczą w społeczeństwach, to jednak straciły swój szczególny, naturalny charakter.
A warto dodać, że wiele z takich „miejsc mocy” oprócz wspomnianej wyżej roli duchowej i społecznej pełni także ważną rolę ekologiczną, to znaczy pomagają w utrzymywaniu równowagi w przyrodzie całej okolicy. Także i tą funkcję intuicyjnie wyczuwali nasi przodkowie otaczając opieką święte gaje, góry i jeziora.
Jednak i współcześnie wśród przedstawicieli rdzennych społeczności w różnych zakątkach ziemi odnajdziemy tzw. Strażników Świętych Miejsc rozumiejących wszystkie te trzy aspekty, jakie one wnoszą.

Głosy Strażników
W niniejszym artykule zaprezentuję głosy kilku Strażników z tradycyjnych wspólnot Afryki, ponieważ pragnę, aby zostały usłyszane także i u nas. Ich przesłanie ma i dla nas kolosalne znaczenie, jakie w niniejszym artykule spróbuję przybliżyć.

Strażnicy powiadają, że: „Święte naturalne miejsca są szczególnymi obszarami, takimi jak góry, źródła, lasy i mokradła. Przynoszą deszcze. Tam spoczywają nasi przodkowie, a zwierzęta  czują się bezpieczne. Są to miejsca o potężnej energii i nie wolno ich zakłócać.” [1]

To właśnie w tych miejscach przeprowadzają swoje ceremonie, wzywają  przodków i Stwórcę oraz łączą się z boską sferą z dziękczynieniem i prośbami.

„Miejsca święte zostały stworzone bardzo dawno temu, nie przez ludzi, ale przez Stwórcę.”
Są żywe. Posiadają własne uczucia, swoje własne serce, jak ludzie i, tak jak ludzie, mogą czuć się zdenerwowane lub smutne.”

„W naszych świętych miejscach rozmawiamy z przodkami. Jak tylko poczują, że ich spokój jest zakłócony, komunikacja z nimi ulega przerwaniu.”
Sabella Kaguna, Taraka, Kenia

„Tutaj w Afryce wierzymy, że nasze życie jest połączone ze wszelkim stworzeniem i nasze serca, jako istot ludzkich, połączone są z naszymi świętymi miejscami. Są to miejsca, z których pochodzi życie.”
„Ziemia i jej święte miejsca są sercem naszej krainy. Są sercem życia.”
Bavenda, Venda (RPA)

Strażnicy są świadomi łączności wszystkich elementów natury, w tym człowieka.
Na uwagę zasługują także słowa dra Rimberia Mwongi, tradycyjnego uzdrowiciela z Kenii, z ludu Meru, który uświadamia nam więź panującą pomiędzy wszystkimi „miejscami mocy”:

„Miejsca święte są pełne Mocy. One współpracują ze sobą, więc kiedy jedno jest zakłócone, wszystkie inne to odczuwają.”

Według radiestetów, „miejsca mocy” połączone są ze sobą liniami przepływu energii i informacji, z angielskiego zwanymi „ley lines”, albo liniami geomantycznymi. Wzdłuż takich linii nierzadko zlokalizowane są grody, kościoły, zamki, kurhany, kamienne kręgi i dolmeny posadowione w miejscach koncentracji tych energii, a które od dawien dawna uznawane były za święte. Według polskiego radiestety i badacza przeszłości, Leszka Mateli, taka strefa geomantyczna posiada zazwyczaj od kilku do kilkudziesięciu metrów szerokości i jest pasmem o działaniu stymulującym. Składa się z 12 mniejszych pasemek, tzw. prążków, z których 6 posiada polaryzację dodatnią, a 6 ujemną, zaś w środku przebiega pasmo neutralne. Istnieją linie o zasięgu globalnym, oplatające całą kulę ziemską oraz mniej lub bardziej lokalne, łączące kilka zaledwie miejsc w obrębie kilkuset kilometrów. Zwykle w takim miejscu krzyżuje się kilka linii geomantycznych.[2] Nasuwa to analogię do ciała ludzkiego opisywanego przez chińską medycynę, według której punkty witalne oraz poszczególne organy i narządy połączone są siecią kanałów przepływu energii życiowej, zwanej qi. Wszelkie blokady przepływu qi dają objawy w odpowiednich organach lub odwrotnie, chory organ może dać objawy w punkcie połączonym z nim kanałem przepływu energii, np. obciążenie woreczka żółciowego może objawiać się częstą skłonnością do skręcania stopy w stawie skokowym lub bólem głowy w okolicach potylicy, ponieważ w tych strefach znajdują się właśnie punkty woreczka żółciowego.

Wygląda na to, że Ziemia, jako planeta funkcjonuje jak żywy organizm również na poziomie energetycznym i tak, jak stymulowanie punktów na ciele człowieka poprzez ucisk, masaż, przyżeganie moksą, czy wbijanie igieł wpływa na poprawę funkcjonowania połączonych z nimi narządów, jak również pozostałych ośrodków energetycznych w ciele, tak na poziomie globalnym podobną rolę, według starszyzny niektórych plemion afrykańskich, indiańskich i syberyjskich pełnią odprawiane w miejscach świętych specjalne rytuały i obrzędy. Niektórzy spośród nich wręcz podróżują po świecie z misją przywracania rytuałów w starodawnych miejscach świętych  w celu odblokowania ich energii, co według nich korzystnie wpłynie na aktywność pozostałych tego typu miejsc, które są z nimi połączone, jak również na biosferę i społeczność ludzką całej planety.

„Kiedy przeprowadzamy rytuały w naszych świętych miejscach, zwykle prosimy o deszcz. Kiedy nasz Bóg jest gotowy, deszcz spada.
Szanujemy wszystkie zwierzęta i inne stworzenia na naszym Świętym Wzgórzu. Jest to dla nas bardzo ważne, bo tak jak my są stworzeniami bożymi.”
Munguti Kavivia
Kivaa, Kenia

Być może nowoczesne społeczeństwa zachodnie na skutek dominującego materialistycznego paradygmatu, w swojej większości nie są jeszcze wstanie w pełni docenić ogromnej roli jaką pełnią współcześni Strażnicy Świętych Miejsc w podtrzymywaniu harmonii na naszej planecie poprzez strzeżenie jej w swoich małych ojczyznach, ale już same względy środowiskowe są tym argumentem, który trafia do zachodniego umysłu.
Kiedy takie miejsca otoczone są opieką ze względów religijnych i kulturowych, to przy okazji chronione są ostoje rzadkich gatunków roślin, zwierząt, grzybów oraz  całe ekosystemy, np. lasy ściągające deszcze, retencjonujące wodę i chroniące całą okolicę przed nadmierną suszą lub powodzią.




 
Las na Górze Kenia w Afryce. Dzięki niemu otaczające górę sawanny i pola otrzymują wodę  ze spływających z góry rzek i strumieni. (Fot.  Ina96 - Own work, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=12662896)



A oto słowa jednego ze Strażników, Kemala Hassen’a z ludu Tafo z gór Bale w Etiopii:

„Wiele z naszych świętych miejsc porastają gęste lasy. Dzięki tym lasom płyną tam rzeki i strumienie. Żyją tam także dzikie zwierzęta, jak np. lwy, leopardy oraz wiele gatunków ptaków i węży. Jeśli więc te miejsca zostaną naruszane, możemy to wszystko stracić.”

Inny, anonimowy Strażnik tak powiada:
„Kiedy nasze święte miejsca są chronione, nasze ekosystemy są zdrowe, klimat jest bardziej stabilny, a nasze społeczności cieszą się zdrowym pożywieniem i dobrobytem.”

A tak rzecze Strażniczka Vhomakhadzi Jose z ludu Venda z RPA:
„W obrębie naszych świętych przestrzeni gleba jest szczególnie ważna. Pod glebą i tak głęboko, jak tylko możemy sobie wyobrazić, ziemia jest również święta. Jako Strażnicy wierzymy, ze powinna zostać nienaruszona.”

Tradycyjny uzdrowiciel z Kenii, dr Rimberia Mwongi z ludu Meru wskazuje na konieczność ochrony także złóż mineralnych spoczywających pod ziemią w tych szczególnych miejscach: „Powiadamy, że nawet gdy wewnątrz naszych Świętych Miejsc znajduje się ropa i cenne kamienie, to te minerały powinny pozostać w ziemi. Ziemia nie powinna być tam niepokojona.”

Niestety święte miejsca w Afryce i na całym świecie są obecnie zagrożone. Wiele z nich jest odbieranych rdzennym społecznościom i bezczeszczonych aktywnością spółek górniczych, plantatorów i deweloperów budujących na nich hotele i apartamenty. Nierzadko rządy państw odbierają je swoim własnym społecznościom.

Strażnicy są bardzo zaniepokojeni okazywanym brakiem szacunku dla ich tradycyjnych ziem i świętych miejsc, które, jak wierzą, mają moc podtrzymywania zdrowia i witalności naszej planety. Czują się bardzo odpowiedzialni za ich ochronę. Ta odpowiedzialność, jaka na nich spoczywa, jest teraz dla nich szczególnie ciężkim brzemieniem.

„Zakłócenia, jakich jesteśmy świadkami, zagrażają całemu naszemu klanowi. Klan Strażników Świętego Miejsca zniknie i jako lud będziemy z tego powodu cierpieć. Kiedy mówię, że cierpimy z powodu tych naruszeń w naszych Miejscach Świętych, powodem jest to, że nasi przodkowie są zaniepokojeni. Gdy nie mogą odpoczywać w spokoju i są zmartwieni, wtedy cierpią. Wówczas i my zaczynamy się martwić i cierpimy.”

„Modlimy się do naszych przodków z prośbą o wsparcie. Ale stawiamy także czoła naszemu rządowi. Powinien zabronić wtrącaniu się obcych do naszych Świętych Miejsc. Te miejsca nie chcą być niepokojone. Jeśli myślisz o tworzeniu rozwoju, przyjdź i zapytaj się najpierw naszych ludzi, a oni powiedzą ci, abyś pozostawił nasze święte miejsca w spokoju”.

„Jesteśmy strażnikami tych miejsc. Nie traktujemy pieniędzy priorytetowo. Życie stawiamy na pierwszym miejscu. Pieniądze są z dala od naszych myśli. Życie jest priorytetem.”

Vhomakhadzi Joyse
Venda (RPA)



Jak twierdzi Strażnik Sabella Kaguna z kenijskiego ludu Taraka, większość decyzji dotyczących szkodliwych inwestycji w świętych miejscach podejmowanych jest z ośrodków wielkiej władzy, a ponieważ ich rząd jest uwikłany i powiązany z tymi ośrodkami różnymi zależnościami, więc on i inni Strażnicy czują się bezsilni. Jednak chce, aby głos Strażników został usłyszany: "Te plany nigdy nas nie uszczęśliwią. Przyniosą smutek do naszych wspólnot."

Przykładem takiej destruktywnej działalności jest aktywność górniczej spółki Tallo, która zbezcześciła ugandyjskie „miejsce mocy”. Jego Strażnicy, próbowali go bronić:

„Pamiętam dokładnie, kiedy ujrzałem ich po raz pierwszy. Najechali na nasze Święte Miejsce. Zaczęli rozładowywać wiertła. Nigdy wcześniej o nich nie słyszeliśmy. Nie dostaliśmy żadnego pisemnego ostrzeżenia, ani prośby.
Kiedy firma Tallo przybyła wraz ze swoimi maszynami na ziemię naszych przodków, zniszczyli terytorium przodków i zaczęli budować w tym miejscu [kopalnię], a nam uniemożliwili dostęp do niego.
Próbowaliśmy protestować przeciwko firmie. Było nas osiemdziesięciu. Ale kiedy tam przyszliśmy, tamci mieli broń. Co mogliśmy zrobić przeciwko ich broni?”
Edward Sanabulya
Bunyoro, Uganda


Strażnicy wskazują na różne przyczyny zagrożeń dla naturalnych świątyń, którymi się opiekują. Za jedną z najważniejszych uznają zmianę świadomości ludzi, którzy tracą poczucie świętości natury na skutek kulturowej kolonizacji, doprowadzającej do erozji tradycyjnych wartości, unifikacji i wchodzenia na zgubną ścieżkę konsumpcjonizmu. Niechlubną rolę odgrywa tutaj niestety edukacja nastawiona na kreowanie postaw niezgodnych z wartościami odziedziczonymi po przodkach.

„Zachodnia edukacja jest jedną z przyczyn problemów. Jest to ta sama edukacja, która uczy takich umiejętności, jak wiertnictwo i górnictwo. Te właśnie rzeczy zagrażają naszym Świętym Miejscom.”
Dr Rimberia Mwongi, tradycyjny uzdrowiciel Meru, Kenia

Istotną rolę w osłabianiu więzi młodego pokolenia z naturalnymi miejscami mocy według Strażników odgrywają także dominujące religie, jak np. chrześcijaństwo, a w zasadzie błędne rozumienie niesionego przez nie przesłania.

"Postawy religijne poważnie zagrażają naszym świętym przestrzeniom. W naszym kraju jest bardzo wielu wyznawców religijnych. Wielu z nich martwi się tym, że jeśli szanujemy nasze święte miejsca i napełniamy je energią, to może to sprowadzić w jakiś sposób problemy na ich religie."
Kemal Hassen
Tafo, Bale, Etiopia

Przesłanie Strażników dla nas
Według Strażników na naszym pokoleniu spoczywa odpowiedzialność, jakiej nie mieli nasi poprzednicy. Dotyczy to wszystkich. Powiadają, że mamy teraz czas wielkiego kryzysu wszelkiego życia na ziemi. Mówią, że nasza zdolność do powstrzymania uzależnienia od pieniędzy i konsumpcji, która niszczy życie i zdrowie naszej planety określi przyszłość naszych dzieci.
Strażnicy wzywają wszelkiego rodzaju deweloperów o pozostawienie ich naturalnych świątyń w spokoju.
Wzywają także rząd i społeczność międzynarodową do wsparcia ich w objęciu prawną ochroną tychże miejsc, aby były skutecznie chronione:
 „Proszę, słuchajcie strażników świętych miejsc. Pozwólcie im kontynuować ich rytuały. Wszelka aktywność wydobywcza powinna zostać zatrzymana, jak również aktywność rozwojowa, która niszczy nasze góry, która zabija nasze rzeki. To wszystko powinno być powstrzymane." 
Bavenda, Venda (RPA)

Na nas także spoczywa odpowiedzialność za ich i nasze naturalne świątynie. Chociaż motywują nas różne pobudki do ochrony naturalnych uroczysk, stajemy się ich współczesnymi Strażnikami. Odziedziczyliśmy te szczególne miejsca po naszych Przodkach. Czas, abyśmy i my przekazali je w najlepszym stanie naszym potomkom.

Przykłady Świętych Miejsc w Polsce
A oto kilka przykładów naszych naturalnych Miejsc Świętych, którym należy się nasza troska i opieka:
Puszcza Jodłowa, która jest ostoją szczególnie rzadkiego orlika krzykliwego. Na wznoszącą się tu Łysą Górę Słowianie pielgrzymowali już od niepamiętnych czasów z najodleglejszych zakątków „Ziemi Ludzi Słowa”. Dobrze, że to miejsce uczczono najwyższą formą ochrony przyrody, jaką jest park narodowy, chociaż może kierując się innymi przesłankami niż sacrum tego zakątka Gór Świętokrzyskich. Sacrum tego lasu i gór doskonale wyczuł syn tej ziemi, wybitny pisarz i poeta Stefan Żeromski: "Puszcza jest niczyja - nie moja, ani twoja, ani nasza, jeno Boża, święta!"

Ślęża, ze swoim bukowym lasem urozmaica monotonię pól uprawnych Dolnego Śląska i dostarcza wody rzece Ślęży. To tu miało się znajdować mityczne Śpiewające Drzewo, spod którego wybijało źródło z wodą uzdrawiającą wszystkie choroby, a nawet wskrzeszającą zmarłych[3]. Obecnie profanowana masztem telewizyjnym.

Góra Grabarka na Podlasiu ze starymi sosnami i cudownym źródełkiem u podnóża.
Wzgórza i jeziora w Suwalskim Parku Krajobrazowym, cudem ocalone przed budową kopalni rudy żelaza – miejsce stanowiące przykład „świętego krajobrazu”, które dawni Jadźwingowie otaczali czcią.
Jezioro Lednickie wraz wyspą, na której Piastowie przyjęli chrzest.



 
Jezioro Lednickie. W głębi Ostrów Lednicki - święte jezioro Słowian. (Fot. Tomasz Nakonieczny)




Uroczysko Święte Miejsce nad Rospudą wraz z Jeziorem Jałowym, którym swego czasu zagroziły plany budowy nieodległej obwodnicy. Jednak dzięki determinacji współczesnych Strażników udało się zażegnać zagrożenie. Puszcza Białowieska, która wciąż potrzebuje naszej pomocy. Obecność kurhanów, starego kręgu kamiennego, który już zapadł się w ziemię, kręgu starych dębów w Parku w Białowieży, a także, a może przede wszystkim naturalny charakter lasu, to wszystko czyni całą Puszczę po obu stronach granicy szczególnym miejscem, bardzo ważnym dla nas. Przypomina nam nasze pradawne korzenie.



 
Suwalszczyzna - święta ziemia Jaćwingów. Na horyzoncie Góra Cisowa w Suwalskim Parku Krajobrazowym. (Fot. Tomasz Nakonieczny)



Góra Świętej Anny, która mimo dzielnej postawy broniących jej Strażników została zbezczeszczona budową Autostrady, którą można było przecież poprowadzić inną trasą.
Babia Góra, Góra Rowokół nad Jeziorem Gardno, Chełmska Góra wznosząca się nad Koszalinem, Skałki w okolicach Jerzmanowic na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, Jaskinia Łokietka i Jaskinia Nietoperzowa. To tylko kilka przykładów.

Mamy także wiele innych świętych miejsc, którym należy się nasza troska i szacunek.
Niejedno śródleśne uroczysko, źródło, jezioro, mokradło, dolina i głaz może być miejscem szczególnym, „miejscem mocy” w którym możemy nawiązać relacje z odległymi przodkami, nabrać sił i jasnych myśli oraz poczuć więź z o wiele szerszym planem stworzenia. Wszak, jak nauczają plemienni Strażnicy Świętych Miejsc, wszystkie one są ze sobą połączone.


Tomasz Nakonieczny

 


[1] Cytaty zaczerpnięte z filmu dok. „Sacred Voices” (Święte Głosy), który ukazał się na stronie organizacji Gaia Foundation www.gaiafoundation.org , (https://www.youtube.com/watch?v=uhY4jCuPVrM ,


[2] Leszek Matela „Jak korzystać z miejsc mocy” Studio Astropsychologii, Białystok 2008

[3] Roman Zamorski „Sobotnia Góra:” ze zbioru „Podania i baśnie w Mazowszu” Wrocław 1852, dostępna w książce „Baśnie Polskie”


środa, 28 marca 2018

Konsensus jako brakujący element społecznej harmonii - gorzka lekcja z historii Ameryki Północnej


Współczesna ludzkość stoi obecnie w obliczu wielu ważkich problemów, którym koniecznie musi sprostać, jeśli w ogóle chce przetrwać. Są to m.in. istniejące i grożące nam wojny i konflikty, kryzys ekologiczny, kurczące się zasoby, szóste wielkie wymieranie gatunków i postępujące zmiany klimatyczne. Jednak aby nam, jako ludzkości się to udało, musimy nauczyć się konsensusu, czyli czegoś więcej niż kompromisu. W konsensusie wygrywają obie strony. 

W tym artykule przybliżę historię Indian Ameryki Północnej, którzy zbyt późno zorientowali się, że należy zaprzestać walk międzyplemiennych w obliczu postępującego osadnictwa europejskiego, ale najpierw przytoczę dowody naukowe, że współpraca jest cechą charakterystyczną i pożądaną także w świecie przyrody.
 

Dowody korzyści współpracy ze świata przyrody
Współpraca i symbioza wbrew pozorom to najsilniejsze interakcje pomiędzy żywymi organizmami. Współczesny świat ma tendencję do hołubienia i podtrzymywania rywalizacji i konkurencji, jako istotnych czynników stymulujących wzrost gospodarczy, nierzadko powołując się na prace Darwina „O pochodzeniu gatunków”, w której uczony wskazywał na znaczenie zasady „przetrwa najsilniejszy”. Stąd też się wziął „darwinizm społeczny” wykluczający jednostki i grupy uważane za słabsze i niprzystosowane. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że w późniejszym dziele zatytułowanym „O pochodzeniu człowieka” 19-wieczny uczony podsumował swoje dalsze obserwacje dowodzące, że „Społeczności o największej liczbie najbardziej współczujących członków rozwijały się najlepiej i wychowywały najliczniejsze potomstwo.” (K. Darwin „O pochodzeniu człowieka).
Na początku 20 wieku prace Darwina potwierdził rosyjski uczony Piotr Kropotkin, który udowodnił, że współpraca i jedność stanowią klucze do przetrwania danego gatunku. Opisywał społeczności mrówek, które dzięki instynktownej zdolności do życia w społeczeństwie opierającym się na współpracy, a nie na rywalizacji, odnosiły korzyści. (P. Kropotkin „Pomoc wzajemna, jako czynnik rozwoju”).
Dr John Swomley, profesor emeritus etyki społecznej w Szkole Teologii św. Pawła w Kansas City opierając się na dowodach Kropotkina i innych uczonych stwierdził, że współpraca przynosi społeczeństwu więcej korzyści, niż rywalizacja. Mówił wprost, że współpraca jest „kluczowym czynnikiem  ewolucji i przetrwania”. W pracy opublikowanej w lutym 2000 r. Swomley cytuje Kropotkina, twierdząc, że rywalizacja w obrębie gatunku lub między gatunkami jest zawsze szkodliwa dla tych gatunków. Lepsze warunki powstają dzięki likwidacji rywalizacji na rzecz wzajemnej pomocy i wsparcia”. (Dr John Swomley „Violence: Competition Or Cooperation”, luty 2000).

Alfie Kohn w swojej książce „No Contest: The Case Against Competition” (Bez dowodów: Argumenty przeciwko rywalizacji) opisuje jasno i wyraźnie wyniki swoich badań co do korzystnej dawki rywalizacji w grupach. Po przestudiowaniu ponad 400 prac na temat współpracy i rywalizacji Kohn wywnioskował, że „idealna dawka rywalizacji (…) w każdym środowisku, w klasie, w miejscu pracy, w rodzinie, na boisku, wynosi zero (…). Rywalizacja jest zawsze destruktywna”.

Początki rywalizacji
Śledząc historię dziejów, w tym mity ludzkości możemy zaobserwować, że rywalizacja zawsze towarzyszyła człowiekowi. Mamy przecież takie opisy w Iliadzie, czy w Biblii, jak chociażby historię braci Kaina i Abla.
Współczesny kryzys ekologiczny i społeczny wydają się być w dużej mierze owocami braku wzajemnego zrozumienia, współpracy i konsensusu. Nie przypadkiem greckie słowo diaboli znaczy dzielić. W Starożytnym Rzymie podziały między ludźmi celowo tworzono i pogłębiano, aby wykorzystać je do rządzenia zgodnie z maksymą „dziel i rządź”.

Negatywny przykład konsekwencji braku współpracy z Ameryki Północnej
Niestety, od drugiej połowy 20 wieku wiele negatywnych wzorców rozlewa się po całym świecie ze Stanów Zjednoczonych, które są przykładem państwa, w którym u zarania jego początków, na skutek podziałów i waśni być może zmarnowano dziejową szansę, która uczyniłaby ten kraj rzeczywistym, a nie fałszywym luminarzem demokracji i pokojowego współistnienia.

Gdy europejscy kolonizatorzy napływali do Ameryki Północnej, rdzenne plemiona Indian żyły we wzajemnej obojętności, a nierzadko i wrogości. Chociaż trafiali się wizjonerzy, którzy słusznie przewidzieli konieczność zaprzestania walk i podjęcia wzajemnej współpracy, aby oprzeć się rosnącemu zagrożeniu przybywającemu zza oceanu.
Jeszcze w 16 wieku charyzmatyczny przywódca Hiawatha zdołał zjednoczyć pięć walczących ze sobą plemion tworząc ligę Haudenosaunee (Lud Długiego Domu) znaną jako Irokezi, która przetrwała po dziś dzień.
Inny lud Huroni, w podobnym czasie również stworzył silną federację, aby walczyć z Algonkinami, a potem z Irokezami.

 
Hiawatha

Zwaśnione plemiona zostały wciągnięte w rozgrywki polityczne i konflikty pomiędzy Anglikami, Francuzami, Holendrami i dążącymi do niezależności osadnikami europejskiego pochodzenia.
Wojny i waśnie międzyplemienne były w zasadzie jedyną wspólną cechą z Europejczykami. 
Pomimo, że Indianie pomogli osadnikom z pierwszej kolonii w Jamestown przetrwać zimę dzięki udzielanym radom i wsparciu (amerykański Dzień Dziękczynienia jest właśnie pamiątką tej pomocy udzielonej  osadnikom przez rdzennych Amerykanów), szybko stało się jasne, że te dwa style życia są ze sobą nie do pogodzenia.





Rdzennym społecznościom przez setki lat udawało się zharmonizować swoje potrzeby z cyklami natury. Obca im była koncepcja posiadania ziemi. Ponieważ posiadanie ziemi było dla nich tak bardzo absurdalne, wielu tubylców lekceważyło zagrożenie, jakie stanowili europejscy kolonizatorzy.

W 17 wieku garstka przywódców wśród plemion wschodniej Ameryki Pn., chociaż nie potrafiła w pełni pojąć zamiarów białych, coraz lepiej zdawała sobie sprawę z tego, że należy porzucić wzajemne waśnie i się zjednoczyć, żeby zachować swoją ziemię, kulturę i styl życia. W przeciwnym razie stracą je na zawsze. Niestety obserwowali także niezdolność swoich społeczności do zjednoczenia i zorganizowania się, aż było za późno.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest historia Wodza Miantonomo z plemienia Narraganset. Wódz ten zrozumiał, że osadnicy stanowią zagrożenie nie tylko dla jego plemienia, ale także dla plemion sąsiednich, a nawet tych, z którymi Narragansetowie toczyli wojny.
Wyciągnął więc rękę do Mohawków i zaproponował zawarcie przymierza, aby stworzyć coś w rodzaju powszechnego indiańskiego ruchu oporu. W 1642 r. miał powiedzieć: „Musimy stanowić jedno, tak jak Anglicy, bo w przeciwnym razie wkrótce już nas nie będzie, wiecie przecież, że nasi ojcowie mieli mnóstwo skór, indyków i zwierzyny płowej, w którą obfitowały nasze równiny i lasy, a nasze zatoki pełne były ryb i ptactwa. Ale ci Anglicy zagarnęli nasze ziemie, skosili trawę, toporami ścięli drzewa; ich krowy i konie jedzą  trawę, a wieprze pustoszą nasze zasoby mięczaków – wszyscy pomrzemy z głodu”. (Ian K. Steele, „Warpath: Invasiosns of North America”, Oxford, 1994).

Niestety, kiedy indiański styl życia już zanikał pod naporem Europejczyków, wciąż trwały walki międzyplemienne. Wódz Miantonomo dostał się do niewoli Moheganów. Ci oddali go Anglikom, jako „buntownika”, a ponieważ nie podlegał jurysdykcji Kolonii Brytyjskiej, Anglicy oddali go plemieniu Unkas, które w obecności angielskich świadków dokonało egzekucji wodza. 

 
Egzekucja Wodza Miantonomo

Co by było gdyby…?
Jak potoczyłaby się historia kolonizacji Ameryki i powstawania Stanów Zjednoczonych, gdyby Indianie dla wspólnego dobra odłożyli na bok wzajemne różnice?
Z pewnością nie dałoby się uniknąć napływu osadników, ale czy ludobójstwo szacowane na co najmniej 20 mln tubylczych Amerykanów miałoby wówczas miejsce?
Być może wspólny wysiłek plemion amerykańskich spowodowałby zupełnie inny przebieg kolonizacji i wpłynąłby na zupełnie inny kształt nowo tworzonego państwa i jego kultury.
Być może rozwój przybrałby zupełnie inny charakter, nie tylko w Ameryce, ale i na świecie, gdyby dzięki sile swojej liczebności (w 1607 r. w Wirginii żyło około 50 tys. Indian), umiejętności przetrwania na tej „nowej” ziemi i zdolności mówienia jednym głosem, rdzenne ludy Ameryki potrafiłyby przekonać osadników do działań ukierunkowanych  na współpracę, a nie przeciwko nim.
Niestety z powodów konfliktów, różnic poglądów, wartości i celów ten głos wykształcił się zbyt późno. Zanim się zorientowali, zostali zdziesiątkowani przez choroby i zdominowani nowoczesną bronią Europejczyków.
Niemożność przezwyciężenia lokalnych różnic  i zjednoczenia się w imię wspólnego dobra  sprawiła, że rdzenni Amerykanie stracili wszystko, co kochali: swoją kulturę, ziemię i w znacznym stopniu swój styl życia.

Nowe społeczeństwo amerykańskie stało się przez to dużo uboższe i w pewnym sensie nawet jałowe, ponieważ osadnicy w dużym stopniu odcięli się od swoich europejskich korzeni.    
Ta płytkość kultury amerykańskiej stworzyła przestrzeń do zaistnienia w niej w późniejszym okresie wielu szkodliwych i destrukcyjnych wzorców pomimo obecności w niej również wielkich myślicieli i pisarzy, takich jak np. Henry David Thoreau, czy Walt Whitman.
Jednocześnie ta kultura, podobnie jak dawni osadnicy europejscy, jest bardzo ekspansywna. Rozprzestrzenia się jak wirus po świecie, lansując materializm, konsumpcjonizm i skrajny indywidualizm, jako „cnoty”, które zwodzą młodzież na całym świecie, a ta wyrzekając się wartości własnych tradycyjnych kultur przejmuje amerykańskie wzorce i zachłystuje się konsumpcjonizmem prowadzącym do psychicznej i duchowej degradacji. Niestety w skrajnych przypadkach kończy się to duchową pustką, którą młodzi ludzie próbują stłumić alkoholem i narkotykami.   

„Chciwość jest dobra!” - to jedno z haseł, na których opiera się gospodarka amerykańska, uzależniona od nieustannego wzrostu, choćby za wszelką cenę. Ten model również „infekuje” pozostałe państwa, które chcą mieć taką gospodarkę, jak USA.
W obecnym kształcie społecznym, politycznym i gospodarczym Stany Zjednoczone Ameryki wbrew głoszonym przez siebie ideom demokracji i wolności  jawią się jako państwo agresywne, czego dowodzą liczne konflikty i wojny wywołane przez nie w wielu zakątkach świata od skończenia II Wojny Światowej, w sposób zarówno jawny (Wietnam, Irak, Afganistan, Libia, Serbia i in.), jak i ukryty (Gwatemala, Nikaragua, Wenezuela i in.) gdzie amerykański wywiad inicjował wojny domowe i niepokoje społeczne.

Ostanie wydarzenia z Rezerwatu Siuksów Standing Rock udowodniły całemu światu, że Stany są także państwem bardzo opresyjnym wobec własnych obywateli. Z pokojowych manifestantów broniących prawa do czystej wody zagrożonej budową ropociągu pod dnem rzeki Missouri w pobliżu rezerwatu, zrobiono terrorystów i tak ich potraktowano. Na domiar złego administracja Donalda Trumpa zaostrza przepisy, aby utrudnić podobne manifestacje w przyszłości.

Gospodarka USA jest bardzo silnie związana z rabunkową eksploatacją zasobów naturalnych oraz produkcją wielkiej ilości odpadów.
W społeczeństwie tego kraju zużywa się ogromną ilość nieodnawialnych surowców naturalnych, a emisja gazów cieplarnianych jest jedną z najwyższych na świecie.

Być może, gdyby nie błąd z przeszłości popełniony przez Indian ze Wschodniego Wybrzeża w   wyniku zawężonej perspektywy, społeczeństwo amerykańskie ożywiałyby zupełnie inne dominujące wartości, a konsumpcjonizm i rywalizacja byłyby wręcz czymś niepożądanym. Taka potęga światowa mogłaby wówczas wprowadzić zupełnie inny ład na świecie. Być może łatwiej byłoby nam teraz radzić sobie z globalnymi problemami wymienionymi na wstępie. A może nie byłyby wówczas aż tak wielkie?

Światełko nadziei
Na szczęście pozostałości  po dawnym stylu życia Indian Amerykańskich przywraca się i pielęgnuje w najbardziej odległych miejscach kraju. Rdzenna wiedza duchowa, medycyna naturalna oraz metody pracy w grupach i rozwiązywania konfliktów, które od wieków pozwalały Indianom utrzymywać ład i harmonię wewnątrzplemienną zyskują na coraz większej wartości i cieszą się coraz większym zainteresowaniem w społeczeństwie amerykańskim, a nawet globalnym. Indianie wspólnie z białymi bronią pozostałości dzikiej przyrody przed zniszczeniem i docierają ze swoją mądrością do coraz szerszego ogółu odbiorców, nawet naukowców i niektórych polityków. Inspirują i nauczają. Współpracują i pomagają.

***
Historia pokazuje nam, że konsensus i współpraca, odrzucenie rywalizacji i odłożenie na bok dzielących różnic jest niezbędnym etapem, jakie musi ludzkość przejść, aby po pierwsze rozwiązać palące problemy i zapobiec ich zwiększeniu, a po drugie dokonać ewolucyjnego skoku jako istoty natury, istoty społeczne i istoty duchowe.


Tomasz Nakonieczny


Tekst powstał na podstawie  materiałów zebranych z książki Gregga Bradena pt. „Kod Boga”, Studio Astropsychologii, Białystok, 2011.