środa, 8 lipca 2015

Jesteśmy Wszechświatem stającym się świadomym siebie

Nasza odpowiedzialność od początków stworzenia


Starożytne nauki mówią, że  zadaniem istot ludzkich jest bycie opiekunami planety na której żyjemy. Zostaliśmy powołani do tego, aby troszczyć się o żyjące tuaj rośliny i zwierzęta oraz chronić naturalne piękno Ziemi.

Jesteśmy Ziemi potrzebni pomimo, iż z braku świadomości i niewiedzy krzywdzimy jej ekosystemy oraz szkodzimy sobie sami. A jednak jesteśmy jej potrzebni, bo gdyby było inaczej, to by nas tu nie było.


Według nowoczesnej nauki wszystko we wszechświecie wibruje w określonych częstotliwościach.

Każdy przejaw natury jest manifestacją energii o określonych częstotliwościach.


Pradawne nauki oraz współcześnie żyjący rdzenni ludzie przypisują obecność wibrujących energii nawet tak pozornie martwym obiektom, jak skały. Według nich one żyją, bo życie jest wibracją.  Współczesne odkrycia naukowe i nowe teorie, jak teoria superstrun zdają się potwierdzać zasadę, że wibracje są korzeniem wszelkiego istnienia. 







Niestety, w nowoczesnej kulturze nie jesteśmy uczeni doskonalenia zmysłów pozwalających wyczuwać te energie. Dla większości z nas pozostają one po prostu niedostrzegalne.

Ale wystarczy zatrzymać się na chwilę i zwolnić tempo, wczuć się w przestrzeń, aby dostrzec przepływ świata wokół nas.

Otwierające się i zamykające kwiaty, cykl narodzin i obumierania, pływy i fale morskie, zmiany pogody, obroty planet, a nawet rozszerzanie się i kurczenie wszechświata, czy teżt bicie serca i oddech - to są wszystko wibracje o małej i wielkiej skali, poprzez które przejawia się życie Kosmosu.


Według tradycji Indian Ameryki Północnej i Południowej opiekuńcza rola ludzkości polega na korzystaniu z mocy naszych serc, tj. zakodowanej w nich zdolności do tworzenia czystych wibracji emanujących w przestrzeń. Według współczesnej nauki ludzkie serce emituje silne pole magnetyczne tworzące torus (taki obwarzanek) o promieniu około 2 m.Wpływa ono na pola energetyczne w świecie wokół.

Indianie twierdzą, że zachowanie pamięci zdolności używania mocy serca jest ich podarunkiem dla świata, misją i podstawą podążania „drogą piękna”.


Ludzie zostali obdarzeni odpowiedzialnością za wszystkie częstotliwości na Ziemi.

Mamy zaszczyt i obowiązek pielęgnować siły życia.




W jaki sposób nasi przodkowie troszczyli się o Świat?


Starożytni, a także współcześnie żyjący rdzenni ludzie czuli ogromną potrzebę, aby okazywać szacunek, wdzięczność i hołd Naturze, Ziemi i Niebu, które dały im Życie.

Właśnie w tym celu wymyślili różnorodne rytuały obejmujące pieśni, tańce, modlitwy, palenie świętych ogni itp. Działania te przeprowadzane z wielką miłością i wdzięcznością w sercach wzmacniały siły w otaczającej ich przyrodzie, a w zamian Matka Ziemia i Wszechświat chroniły i wspierały ludzi darząc ich obfitością swojego istnienia.


Wśród rdzennych ludów jest powszechnie wiadome, że wysoko wibrujące częstotliwości (rozpoznawane i nazywane przez nich na swój sposób) budzą świadomość, odżywiają to, co jest głodne i słabe, leczą to, co chore oraz przyciągają najbardziej świetliste siły Natury.


W niektórych kulturach tą odpowiedzialność wyrażano w specjalnie zaprojektowanych budowlach.

Istnieje teoria, że piramidy egipskie, majańskie oraz staroperuwiańskie ulokowane zgodnie z gwiezdnymi konstelacjami oraz ruchem ciał niebieskich były swoistymi lustrami, w których kosmiczny taniec mógł się odbijać i rezonować. W ten sposób wszystkie istoty mogły przyjmować i być żywione tymi szczególnymi wibracjami płynącymi z Nieba i Ziemi. 




Niestety, obecnie na skutek dominującej ekonomii opartej na chciwości i ciągłym niezadowoleniu z tego, co się posiada, przyroda jest niszczona, aby wyrwać z niej jak najwięcej zasobów.
Odwieczna równowaga dawania i przyjmowania pomiędzy człowiekiem, a Naturą została naruszona. Bierzemy od Ziemi znacznie więcej, niż dajemy od siebie.


Jednocześnie rdzenne kultury na całym świecie, które zachowywały jeszcze wiedzę na temat uzdrawiających rytuałów i praktyk, tak bardzo współczesnemu światu potrzebnych, ulegają degradacji i zanikowi. Lasy i ziemie zamieszkiwane przez te społeczności są grabione i plądrowane przez przemysł drzewny, górniczy i wielkie plantacje zapewniające surowce i produkty dla coraz bardziej nienasyconego społeczeństwa globalnego.


Według szamana peruwiańskiego, Arkana Lushwala, zapomnienie tych rytuałów, które odżywiają swą energią różne formy życia w zamian za to, że nas utrzymują przy życiu grozi ich rozpadem i utratą ich świetlistych promieni.


Być może kryzysy ekonomiczne i bieda są właśnie takim zbiorowym objawem naruszenia  harmonii świata.


Co możemy zatem zrobić, aby odzyskać utraconą więź z Ziemią i odbudować wspaniałą wibrację wszelkiego życia, aby oddać światu siły, które odebraliśmy mu w tak wielkim stopniu?


Jeśli tylko znajdziemy sposób, aby wynagrodzić Ziemi za to, co od niej bierzemy, to z pewnością będzie nas ona obdarzać jeszcze większą obfitością swoich bogactw tak, że będziemy mogli żyć we wzrastającym dobrostanie polegającym na bogactwie ciała, umysłu i serca zamiast tkwić w pułapce ustawicznych konfliktów, chciwości i strachu.


Starożytne nauki mówią nam, że naszym przeznaczeniem była opieka nad Matką Ziemią, dlatego nasza świadomość kieruje nas ku niezwykłej odpowiedzialności za stworzenie lepszego świata dla wszystkich istot.




Luther Stojący Niedźwiedź



Starzy ludzie prawdziwie kochali Ziemię. Często siadali lub kładli się na nią z uczuciem, że w ten sposób byli bliżej jej matczynej siły. Dotykanie Ziemi było dobre dla skóry i starzy ludzie lubili zdejmować mokasyny i chodzić bosymi stopami po świętej Ziemi. Ich tipi były stawiane na Ziemi i ich ołtarze były zrobione z ziemi. Ptaki, które latały w powietrzu odpoczywały na Ziemi, która była trwałym miejscem dla wszystkich rzeczy, które na niej żyły i wzrastały. Ziemia koiła, wzmacniała, oczyszczała i uzdrawiała. Dlatego stary Indianin wciąż siada na Ziemi... Dla niego siedzenie lub leżenie na niej umożliwiało głębsze myślenie i odczuwanie. Mógł on widzieć jaśniej tajemnice życia i swoje bliskie pokrewieństwo z innymi istotami.” 


Luther Stojący Niedźwiedź, Wódz Indian Lakota Sioux (1868-1939)


 




Opracowanie: Tomasz Nakonieczny


sobota, 27 czerwca 2015

Dieta rdzennych ludów na odsiecz w walce z chorobami cywilizacyjnymi



Tradycyjna żywność spożywana przez wiejskie społeczności zawiera składniki odżywcze, których często brakuje w powszechnie dostępnej żywności krajów wysoko i średnio uprzemysłowionych.

Bezprecedensowy poziom chronicznych chorób niezakaźnych skłania nas do zwrócenia większej uwagi na dietę naszych przodków w celu przywrócenia utraconych składników spożywczych.

Niektórzy wierzą wręcz, że taka zmiana może polepszyć relacje społeczeństw z Ziemią oraz zregenerować zdrowie ludzi i środowiska naturalnego.

Sarah Somian, francuska dietetyk  mówi - „wzrost znaczenia rolnictwa przemysłowego przyczynił się do poczucia zerwania więzi u ludzi ze spożywanym posiłkiem.

 - Wiele rodzajów tradycyjnego i mało przetworzonego pożywienia spożywanego przez  wiejskie społeczności, jak np. proso, czy mięso karibu, jest bardzo odżywcze i dostarcza zdrowych kwasów tłuszczowych, mikroelementy oraz działa na organizm oczyszczająco, czego nie można powiedzieć o popularnej diecie krajów rozwiniętych.”


Tradycyjna dieta rdzennych ludzi na całym świecie - od leśnego pożywienia złożonego z korzeni i bulw we wschodnich Indiach po zimnowodne ryby, karibu i foki w Arktyce, jest zróżnicowana, dopasowana do lokalnego środowiska i może przeciwdziałać niedożywieniu oraz wielu chorobom.



© Raipon/Survival
Chłopiec z plemienia Ewenków (Syberia)
© Raipon/Survival


„U bardzo wielu rdzennych społeczności i plemion system żywnościowy jest kompleksowy, samowystarczalny, ogromnie bogaty w składniki odżywcze”-  mówi Jo Woodman badacz i aktywista z organizacji Survival International, zajmującej się obroną praw ludności tubylczej.

Jednak zakłócenie tradycyjnego stylu życia spowodowane degradacją środowiska naturalnego oraz wprowadzeniem przetworzonego pożywienia, rafinowanych tłuszczy i olei oraz pustych węglowodanów przyczynia się do pogorszenia ich zdrowia i obniżenia produkcji bogatych odżywczo artykułów spożywczych, które mogłyby błogosławieństwem także dla innych społeczności.


Harriet Kuhnlein, założyciel  Centrum Żywienia i Środowiska Ludności Tubylczej na Uniwersytecie McGill w Kanadzie powiedział, że tradycyjny system żywnościowy powinien być dokumentowany tak, aby twórcy prawa wiedzieli, jaka wartość jest bezpowrotnie tracona na skutek rujnowania ekosystemów nie tylko dla rdzennych społeczności, ale i dla wszystkich ludzi.


Według Międzynarodowego Instytutu Badań nad Żywym Inwentarzem w Najrobii w Kenii, od wczesnych lat 60-tych wzrost ekonomiczny, urbanizacja oraz wzrost populacji ludzkiej do 7 mld osób przyczyniły się do spotęgowania konsumpcji produktów zwierzęcych, takich jak mięso, jaja i produkty mleczne, tak że stanowiły 13% źródła energii w światowej diecie na rok 2013. Wzrastająca liczba zwierząt hodowlanych konsumuje ponad 1/3 uprawianych zbóż.

To właśnie ekspansja rolnictwa, głównie na rzecz upraw zbóż, przyczyniła się w 80 % do zniszczenia pokrywy leśnej na całym świecie.

Wraz ze wzrostem populacji do spodziewanych 9 mld na rok 2050 będzie potrzeba wyprodukować o połowę więcej żywności, a jej produkcja będzie zależna od zdrowych ekosystemów. Jeśli środowisko jest zniszczone lub zatrute, ma to ogromny wpływ na ilość i jakość dostarczanego przez nie pożywienia.

System żywnościowy rdzennych ludów polegający na zbiorze i przygotowywaniu jedzenia z maksymalnie bogatymi składnikami spożywczymi, jakie może zapewnić środowisko, w którym żyją, jest bardzo szeroki. Obejmuje m.in. prowadzących koczowniczy, zbieracko-łowiecki tryb życia Indian Ache z Paragwaju, masajskich pasterzy ze wschodniej Afryki, hodowców reniferów z ludu Sami z Północnej Skandynawii, inuickich rybaków i myśliwych z północnej Kanady, czy też rolników z plemienia Kondh ze wschodnich Indii, uprawiających proso.
To, co łączy te wszystkie grupy, to wiedza, jak jeść w sposób, który zaspakaja potrzeby organizmu na składniki odżywcze bez niszczenia środowiska.

Plemię Dongria Kondh (Indie)
(Zdjęcie: Survival International)

Konkluzja badań wspartych przez FAO, dotyczących rodzimego systemu żywnościowego, odżywiania i zdrowia z 2009, których współautorem był wspomniany wyżej Kuhnlein, jest następująca: „System żywnościowy rdzennych społeczności zawiera prawdziwe skarby i wiedzę, wywodzące się z długo ewoluujących kultur i wzorców życia zgodnych z lokalnymi ekosystemami.”

W ostatnich latach takie zboża, jak komosa ryżowa, fonio i proso, które od bardzo dawna były uprawiane przez rdzenne i wiejskie społeczności w krajach rozwijających się, a obecnie stopniowo zapominane przez młodsze i bogatsze pokolenia, zyskują coraz większą popularność w krajach rozwijających się.






Warto zwrócić uwagę także na nasz bardzo tradycyjny system odżywiania ukształtowany na ziemiach polskich w czasach przedrozbiorowych. Wówczas istniało w naszej kuchni bardzo wiele gatunków kasz, jak np. jagła (proso), czy orkisz. Ziemniaki nie były wówczas znane, a wieprzowina wcale nie była popularnym mięsem. Przeciętny mieszkaniec polskiej wsi znał ponad 100 gatunków dzikich roślin jadalnych i leczniczych.
Być może obecnie dostępne u nas warzywa nie były wówczas zbytnio rozpowszechnione, czy nawet znane, ale korzystano z całej masy dzikich roślin jadalnych, które same w sobie cechują się wyjątkowymi walorami prozdrowotnymi.

Przykład witalności rdzennych społeczeństw żyjących na sposób tradycyjny może posłużyć  dla nas przykładem, że rozpoznanie, jak efektywnie korzystać z darów naszej rodzimej przyrody może poprawić naszą kondycję i zdrowie.

Opracowanie: Tomasz Nakonieczny

Źródło: White Wolf Pack

środa, 24 czerwca 2015

Papież Franciszek wzywa do ochrony ludów tubylczych i ich ziemi



W encyklice LAUDATO SI’ (Pochwalony Bądź) poświęconej „Trosce o Nasz Wspólny Dom”, która przyciągnęła ogromna uwagę mediów, mówiącej o zmianach klimatycznych, Papież Franciszek przyznał, że rdzenni ludzie mają ogromną więź ze swoją ziemią oraz pełnią ważną rolę w jej ochronie.

W encyklice Papież napisał: „Jest rzeczą niezbędną ukazanie szczególnej troski o rdzenne wspólnoty oraz o ich kulturowe tradycje. Nie są one bowiem tylko jednymi z wielu mniejszości, ale powinny być traktowane jako ważni partnerzy w dialogu, szczególnie w przypadku wielkich projektów inwestycyjnych planowanych na ich ziemiach.”

„Dla nich ziemia nie jest towarem, ale darem od Boga oraz ich przodków, którzy w niej spoczęli. Jest to dla nich święta przestrzeń, z którą muszą być we wzajemnej interakcji, aby zachować swoją tożsamość i wartości.”

"Kiedy pozostają na swojej ziemi, wówczas sami troszczą się o nią najlepiej. Niemniej jednak w wielu zakątkach świata poddawani są ogromnej presji, aby porzucić swoja ojczyznę, by zrobić miejsce dla rolnictwa i projektów górniczych, które podejmowane są bez względu na ich niszczący wpływ na przyrodę i lokalne kultury.”

Papież w dalszej części encykliki położył nacisk na konieczność słuchania rdzennej ludności w kwestiach radzenia sobie z problemami ekologicznymi: „Ekologia wiąże się z ochroną skarbów kultury ludzkości w bardzo szerszym sensie, a dokładniej, wzywa do większej uwagi wobec lokalnych kultur przy badaniu problemów ekologicznych, sprzyjając dialogowi między językiem naukowo-technicznym, a językiem ludności.”

W liście Papież skrytykował opieszałość rządów w kwestii ochrony ziem należących do rdzennych ludzi oraz konsultacji dotyczących projektów rozwojowych, które na nie wpływają. Wezwał do działania „lokalne jednostki i grupy”, aby utrzymywały rządy w odpowiedzialności. 


Tłumaczenie: Tomasz Nakonieczny

Źródło: Survival International

wtorek, 9 czerwca 2015

Ubuntu, czyli afrykańska filozofia społecznej jedności



Współczesny, techniczny świat cierpi na bardzo poważną chorobę, jaką jest separacja.
Jest to poczucie oddzielenia pomiędzy ludźmi oraz oddzielenia od otaczającej nas przyrody.
Ten emocjonalny stan tworzy permanentny lęk, który jest przeważnie głęboko ukryty. Wyraża się on w chęci kontrolowania rzeczywistości, ludzi, przyrody, jak również w zaspakajaniu swojego emocjonalnego głodu  nadmierną konsumpcją dóbr, co pociąga za sobą wzmożoną produkcję odpadów i eksploatację zasobów przyrody z opłakanym skutkiem również dla ludzi.
Lekarstwem na chorobę oddzielenia może być powrót do źródeł, co nie oznacza oczywiście porzucenia miast i techniki.
W tradycyjnych społecznościach zachowały się bardzo silne więzi rodzinne i społeczne, które pomagają im przetrwać nawet bardzo trudne warunki i czasy.

Wśród rdzennych plemion Republiki Południowej Afryki od dawien dawna istnieje bardzo szczególna filozofia, zwana Ubuntu.

Ubuntu to afrykańskie słowo o uniwersalnym znaczeniu.
Ta filozofia ukazuje potencjał do bycia człowiekiem stawiając wartość wspólnoty  ponad własny interes. Pozwala rozkwitnąć wzajemnej pomocy w duchu służby, w okazywaniu wzajemnego szacunku oraz w byciu uczciwym i godnym zaufania.

Kwintesencję Ubuntu wyrażają następujące powiedzenia:

Jestem, jaki jestem ze względu na to, kim my wszyscy jesteśmy”
„Jestem osobą dzięki innym osobom”.
„Jestem dlatego, bo ty jesteś”.






W Xhosa, jednym z 11 oficjalnych języków Republiki Południowej Afryki Ubuntu jest wyrażane w następujący sposób: Umntu ngumntu ngabanye abantu – „Ludzie są ludźmi dzięki innym ludziom” oraz „Jestem człowiekiem, ponieważ należę do wspólnoty ludzkiej i postrzegam innych oraz traktuje ich odpowiednio jako ludzi”.

Inny z afrykańskich sposobów wyrażania Ubuntu mówi: „Twój ból jest moim bólem, twój dobrobyt jest moim dobrobytem, twoje ocalenie jest moim ocaleniem”.
Ta filozofia mówi o tym, jak jednostka jest silnie osadzona we wspólnocie, że jej osobista identyfikacja jest określona przez to, co ona daje swojej wspólnocie.

Ciekawie oddaje ducha Ubuntu przykład przywitania w kolejnym z południowoafrykańskich języków Shona : „Dzień dobry! Czy dobrze spałeś? – Spałem dobrze, jeśli ty spałeś dobrze”. „Jak ci idzie dzień? – Dobrze, jeśli twój idzie dobrze.”
Takich pozdrowień używa się zarówno w stosunku do członków rodziny, przyjaciół, jak i do obcych spotkanych na drodze.


Kraj należący do pięciu wschodzących gospodarek świata – Republika Południowej Afryki, ma za sobą trudną historię kolonizacji, krwawych wojen, apartheidu (segregacji rasowej) i wciąż aktualny problem wielkiego bezrobocia wśród młodych, a także gwałtów, przestępczości, choroby AIDS, bezrobocia itp.
Jednak na przykładzie tego kraju możemy zaobserwować, jak ta niezwykła, a za razem tak podstawowa filozofia używana jest do leczenia społecznych ran i uzdrawiania wzajemnych relacji. To właśnie dzięki tej filozofii możliwe były w tym kraju przemiany prowadzące do upadku apartheidu i rozpoczęcia procesu wielkiego pojednania w RPA.
To właśnie z tej filozofii czerpał prezydent Nelson Mandela i arcybiskup Kościoła Anglikańskiego w RPA Desmond Tutu, którzy przyczynili się do rozpoczęcia tych procesów.

Wartości płynące z Ubuntu inspirują działalność wielu społecznych organizacji w RPA, np. Południowoafrykańskiej Fundacji Ubuntu, która zajmuje się m.in. dziećmi i młodzieżą z ulicy, edukacją oraz wdrażaniem tej filozofii do etyki biznesu i szkolnictwa.

Według Ubuntu w każdym człowieku istnieje ogromne źródło potencjału. W obrębie tego wewnętrznego źródła ludzkiego potencjału leży pięć zasobów osobistej siły i społecznej harmonii. Są to świadomość, współczucie, kreatywność, współpraca i kompetencja. Tych pięć ludzkich możliwości/jakości jest uniwersalnych – przynależą każdemu człowiekowi i każdej kulturze i wyrażają się na każdym obszarze ludzkiego funkcjonowania.
Obudzenie i rozprzestrzenienie tych pięciu jakości zarówno u jednostek, jak i wśród grup i organizacji jest wręcz kluczowe dla osiągnięcia ludzkiej jedności, pomyślności, dobrostanu oraz zwykłego przetrwania. Tym właśnie zajmuje się Południowoafrykańska Fundacja Ubuntu.

Prezydent Nelson Mandela był traktowany jako uosobienie Ubuntu. Potrafił przebaczyć największe krzywdy, jakie doznał od Białych. Spędził wiele lat w więzieniu.
Zapytany, czym jest dla niego Ubuntu odpowiedział tymi słowy:

„Podróżny przemierzający kraj może się zatrzymać  w wiosce i nie musi prosić o jedzenie i wodę. Ludzie dadzą mu jeść i ugoszczą go. Jest to jeden z aspektów Ubuntu, jeden z wielu.
Ubuntu nie oznacza oczywiście, że ludzie nie powinni się zajmować sami sobą. Dlatego należy postawić sobie następujące pytanie: Czy zamierzasz zająć się sobą, aby umożliwić wspólnocie wokół ciebie stać się lepszą?”


Arcybiskup Desmond Tutu tak mówił o Ubuntu:

„Ktoś powiedział, że Ubuntu stanowi esencję człowieczeństwa. Ubuntu mówi w szczególności o tym, że nie możesz istnieć jako człowiek trwając w izolacji. Mówi o naszym wzajemnym powiązaniu. Nie możesz być w pełni człowiekiem samym z siebie. I kiedy posiadasz tą cechę (Ubuntu), wówczas stajesz się znany ze swej hojności. Zbyt często myślimy o sobie samych jako o wzajemnie od siebie oddzielonych indywiduach, podczas gdy jesteśmy ze sobą połączeni i cokolwiek uczynisz, ma to wpływ na cały świat. Kiedy czynisz dobro, to ono rozprzestrzenia się. Służy całej ludzkości”

„Osoba z Ubuntu jest otwarta i dostępna dla innych, afirmująca innych ludzi. Nie czuje się zagrożona przez innych. Posiada szczególną pewność siebie wypływającą ze świadomości przynależności do większej całości. Czuje się poniżona, kiedy inni są poniżani, torturowani , czy w jakiś sposób prześladowani.”


Ubuntu traktuje ludzi jako integralną część ekosystemu, co wiąże się z poczuciem odpowiedzialności za podtrzymywanie zrównoważonego życia. W Ubuntu zasoby dzielone są wg zasad równości w obrębie i pomiędzy pokoleniami. Jest uczciwe i współczujące wobec każdego, stanowi zbiorowy szacunek dla ludzkiej godności.
Filozofia Ubuntu zachęca zatem do szacunku wobec przyrody i ludzi.

O ile rasizm i inne wzajemne animozje dzielące ludzi były budowane świadomie i nieświadomie w wyniku różnych zaszłości, ale jako takie nie były czymś naturalnym, to wartości płynące z Ubuntu również mogą być budowane i wdrażane tym razem świadomie, aby ludzie czując wzajemną troskę i odpowiedzialność uczynili swoje życie bardziej zharmonizowanym, Tylko tak można zbudować prawdziwy dobrostan.
Dzięki Uniwersalności Ubuntu inspiracja z niej płynąca może się rozlewać także w innych, nieafrykańskich kulturach nie ujmując żadnej z nich nic z ich wartości i unikalności.

Południowoafrykańskie powiedzenie, w podobnej wersji istniejące również w Kazachstanie mówi:

„Pojedynczy patyk z miotły można złamać, ale nie tak łatwo złamać patyki zebrane razem”



Źródło:



Opracowanie:
Tomasz Nakonieczny

środa, 3 czerwca 2015

Dumni. Nie prymitywni. Cz 2


Niektóre rdzenne kultury wnoszą pewną duchową wiedzę, która może bardzo pomóc ludziom Zachodu w przywróceniu im wewnętrznej równowagi. Istnieją stare rytuały uzdrawiające wzajemne relacje, umacniające więzi z przodkami, tak ważnych dla przedstawicieli tradycyjnych plemion oraz więzi z naturą i ziemią. Niektóre nowoczesne terapie oparte zostały właśnie o te prastare rytuały i wiedzę, np. ustawienia hellingerowskie wywodzące się z tradycji afrykańskich Zulusów, wśród których twórca metody, Bert Hellinger spędził ponad 20 lat jako misjonarz, czy przywracająca harmonię metoda Ho’oponopono, którą zawdzięczamy rdzennym Hawajczykom.

Społeczności te wnoszą także inną, cenną dla ludzkości wiedzę, która służy przywracaniu zdrowia. Dla przykładu pewien polski misjonarz spędziwszy u Indian z peruwiańskiej Amazonii ponad 30 lat otrzymał od nich nauki o zastosowaniu tamtejszych roślin leczniczych.
Okazało się, że przy spełnieniu pewnych warunków, jak np. odpowiednia dieta, owe rośliny są w stanie w niejednym przypadku wyleczyć z najcięższych nawet chorób, jak ostatnie stadia raka, cukrzyca typu 2, czy nawet AIDS. Badania przy współpracy z indiańskimi uzdrowicielami nad tymi ziołami prowadzi już kilka placówek naukowych, m.in. z Francji, Rosji i USA. Wymienione wyżej przypadki wyleczeń zostały udokumentowane przez Ministerstwo Zdrowia Peru*.

Lekarze, naukowcy i antropolodzy, którzy zetknęli się niesamowitą wiedzą tubylców dotyczących roślin i nie tylko, są zgodni ze stwierdzeniem, że „gdy umiera szaman, to tak, jakby spłonęła biblioteka z drogocennymi manuskryptami.

U wielu tego typu społeczności możemy poznać także takie metody uprawy ziemi i produkcji żywności, które pozwalają glebie się regenerować. Szczególnie obiecujące wydaje się łączenie tradycyjnych technik uprawy z nowoczesną wiedzą dotyczącą rolnictwa.
W Stanach Zjednoczonych działa pewien człowiek wywodzący się z narodu Majów, Meksykanin Guillermo Vasquez wykształcony na Uniwersytecie Kalifornijskim. Studiował tam agroekologię.
Teraz, korzystając ze zdobytej nowoczesnej wiedzy i starej mądrości przodków prowadzi wykłady i warsztaty, na które przychodzą studenci, architekci miejscy, a nawet ludzie bezdomni. Uczy zakładania ogrodów permakulturowych w tak wielkim mieście, jak San Francisco. Dzięki jego pomocy ludzie o niskich dochodach zaczynają produkować samodzielnie żywność zmniejszając tym samym wydatki na jej zakup. Pomimo uprawy w mieście i tak jest ona dużo zdrowsza, niż z ta z supermarketów.**


Guillermo Vasquez

Rdzenne społeczności zachowały jeszcze inne drogocenne skarby, których wartość teraz gwałtownie wzrasta. Są to różnorodne odmiany roślin uprawnych. Nie zdziwmy się, gdy za kilkanaście lat ich nasiona staną się niemal walutą.
Obecnie w przemysłowym rolnictwie panuje zaledwie kilka gatunków i odmian, co poważnie zagraża globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu, a nawet zdrowiu (np. współczesne, nowoczesne odmiany pszenicy zawierają ogromne ilości glutenu, który w mniejszym lub większym stopniu szkodzi niemal każdemu, jak wykazały badania Amerykanów na dużej próbie i na przestrzeni 10 lat).
Dzięki różnorodności genetycznej możliwe jest wyhodowanie odpornych, zdrowych odmian z pominięciem genetycznej modyfikacji.

Ludzie z indyjskiego plemienia Dongria Kondh hodują ponad 100 odmian zbóż i zbierają prawie 200 odmian dzikiego pożywienia, które dostarcza im przez okrągły rok bogactwo substancji odżywczych, nawet podczas suszy.
Niewiele by brakowało, a ludzie Ci zostaliby nędzarzami, a ich bogactwo zaprzepaszczone.
Brytyjsko-indyjska spółka hutniczo-surowcowa Vedanta chciała zamienić ich góry i lasy w toksyczne kopalnie rud boksytu (surowiec do produkcji aluminium). Spółka posługiwała się pełną uprzedzeń retoryką, że plemię Dongria Kondh jest zacofane. W ten sposób chciała usprawiedliwić ich wysiedlenie i grabież ich ziemi. Na szczęście dzięki nieugiętej postawie plemienia oraz wsparciu organizacji indyjskich i międzynarodowych władze zablokowały realizację tego destruktywnego projektu.



Dziewczynka z indyjskiego plemienia Dongria.
(Źródło: Survival International)


Na Wyspach Andamańskich położonych w Zatoce Bengalskiej, przynależnych do Indii mieszka plemię Jarawa, którego przedstawiciele bardzo mocno przypominają afrykańskich Pigmejów. Pomimo częstego miana „prymitywnych” i „biednych” badania nad odżywianiem i zdrowiem tego zbieracko-łowieckiego ludu wykazały, że te grupy, które zachowały samowystarczalność na swoim terytorium, są odżywieni w sposób optymalny. Posiadają szczegółową wiedzę o ponad 150 gatunkach roślin i 350 gatunkach zwierząt. Ale ich sąsiedzi z Wielkich Andamanów, którzy zostali wciągnięci do „głównego nurtu” przez Brytyjczyków i pozbawieni swoich terytoriów teraz cierpią na różne choroby, zwłaszcza gruźlicę i alkoholizm i są całkowicie zależni od pomocy rządu indyjskiego



Dziecko z plemienia Jarawa
(Źródło: Survival International)


Odebranie ziemi ludności rdzennej oznacza dla niej utratę samowystarczalności, godności i tego wszystkiego, co czyniło ich życie bogatym.
Ich terytoria wciąż są im odbierane, ich prawa gwałcone, a ich przyszłość niszczona.
Podstawowe prawa chroniące ich ziemię są zagrożone. Powinno to być zatrzymane.
Tylko oni mają prawo decydować, czy i jakie zmiany wprowadzić w swoim życiu.


 Źródła:

* ”Vilcacora leczy raka” G. Rybiński, R. Warszewski; „Bóg nam zesłał vilcacorę” R. Warszewski
** 2008 Garden Crusader Guillermo Vasquez of San Francisco, Calif. Winner, Feeding the Hungry




Opracowanie: Tomasz Nakonieczny 


piątek, 29 maja 2015

Dumni. Nie prymitywni. Cz 1


Na całym świecie można spotkać różne społeczności tubylcze żyjące na własnym terytorium.
O ile są one wolne w swoich wyborach dotyczących ich życia, doświadczają prawdziwego rozkwitu.
Dla wielu ludzi z zewnątrz takie społeczności wydają się „biedne”, „zacofane”, czy „prymitywne”.
Nie dostrzegają jednak bogactwa plemiennego życia, ziemi i wspólnoty.
Ich kultury są tak różnorodne, jak różnorodna jest przyroda, jednocześnie w rozmaitych, odległych od siebie grupach w różnym czasie wpadali na te same pomysły dotyczące ułatwień w życiu, jak np. techniki budowy domu w dżungli.

Ich życie nie jest ani statyczne ani utkwione w przeszłości. Ci ludzie adaptują się do nowych sytuacji tak samo dobrze jak i my. Wszyscy żyjemy w 21 wieku.

To zwykłe uprzedzenie każe nam myśleć, że jedni ludzie są „nowocześni”, a inni „zacofani”.
To uprzedzenie jest jednak używane w celu usprawiedliwienia przesiedleń rdzennej ludności i wpychania ich do „głównego nurtu” na podstawie założenia, że to eksperci wiedzą najlepiej, co jest dla nich dobre.

Możemy sobie zadać sobie pytanie, po co o tym piszę? Czemu mieszkańców Polski miałyby interesować problemy plemion z dalekiego świata? Czy oni mogą nas czegoś nauczyć? A co my możemy zrobić dla nich?

Faktem jest, że wszystko na świecie jest ze sobą połączone.
Nawet dokonując wyboru, jaki produkt kupić w supermarkecie i w jakiej ilości, tak naprawdę dokonujemy wyboru politycznego decydującego o szczęściu i nieszczęściu oraz losie odległych miejsc i ludzi, poprzez np. wzmaganie popytu na dobra, których produkcja przyczynia się do niszczenia lasów deszczowych, czy budowy toksycznych kopalń rud metali na terytoriach plemiennych.

Różnorodność kultur, języków i tradycji ma ogromną wartość, również wartość praktyczną.
Jeśli potraktować nasze życie na ziemi jako zadanie do rozwiązania, to dzięki różnorodnym kulturom dysponujemy wieloma rozwiązaniami wynikającymi z innego spojrzenia z różnych stron pod różnymi kątami oraz z wielorakiej percepcji i opisu owego zadania.

Podobno Albert Einstein, będąc USA dowiedział się o pracy tamtejszych antropologów i lingwistów badających tubylcze kultury z południowo-zachodnich stanów Ameryki. Wówczas miał powiedzieć, że do opisania jego teorii względności najlepiej nadawałyby się indiańskie języki z rodziny juto-azteckiej, którymi posługują się m.in. Hopi, Juta, Pajuta i Huichol – po prostu w ich odbiorze rzeczywistości czas jest pojmowany zupełnie inaczej niż w zachodnim linearnym umyśle. Stąd zupełnie inny jego opis obecny w tamtych językach.
To oznacza, że potrafią opisywać takie rzeczywistości, które dla większości ludzi zachodniego świata są zupełnie niepojęte, co nie oznacza, że nierealne.

W wielu społecznościach tego typu zachował się szczególny, nacechowany szacunkiem stosunek do natury i jej zasobów. Wielu przyrodników obecnie nie ma wątpliwości, że obecność plemion wpływa na zachowanie różnorodnej przyrody, że autentycznie przyczyniają się do zahamowania wylesień na obszarach, gdzie żyją.*

Wystarczy spojrzeć na mapy satelitarne pokazujące stan lasów deszczowych w południowej Amazonii i porównać z mapami ukazującymi granice oficjalnych terytoriów tubylczych i rezerwatów przyrody. Okazuje się że wiele z nich to leśne wyspy otoczone wykarczowanymi polami i pastwiskami, ocalone dzięki Indianom, którzy bronią swoich lasów. To jest ich walka o przetrwanie. Tym samym, nieświadomie, jest to walka o przetrwanie całej ludzkości, bo truizmem jest mówienie, że stan lasów zabezpiecza byt wszystkich ludzi na świecie.

Podobnie, jak Indianie Amazońscy, kambodżańskie plemię Kuy broni swojego lasu Prey Lang,
Organizuje patrole wyłapujące nielegalnych drwali, a kilka lat temu przy pomocy buddyjskich mnichów zorganizowało masowe protesty w stolicy Phnom Penh utożsamiając się z bohaterami filmu Awatar.
Liderzy tego ludu mówią wprost, że ta walka jest nie tylko walką o ich las. Jest czymś o wiele więcej – jest walką o dobro wszystkich mieszkańców Kambodży, a nawet świata.**

Dziewczęta z plemienia Dongria Kondh (Źródło: Survival International)



Indianie Kanadyjscy stoją w tej chwili na pierwszej linii frontu w walce o ziemię, którą rząd chce im odebrać i oddać firmom drzewnym i wydobywczym. Siłę czerpią z własnej duchowej tradycji, ale nieocenione wsparcie dostają też od Białych, którzy pomagają im w sprawach organizacyjnych i prawnych, a którym nieobojętny jest los środowiska naturalnego.

Wielu rządom narodowym nie podoba się obecność autonomicznych społeczności kultywujących własną tradycję i blokujących przemysłową eksploatację ziemi.
Próbują więc ich na siłę włączać do kultury głównego nurtu, aby podciąć ich korzenie i w ten sposób osłabić ich opór.
Gdy zostaną pozbawione ziemi przez wielkie firmy, kiedy uniemożliwi im się dostęp do zasobów naturalnych, wówczas bardzo często stają się najbiedniejszymi z biednych, zmuszonymi do życia na marginesie społeczeństwa, jak to się dzieje np. z Indianami z Ameryki Północnej, czy Australijskimi Aborygenami. Jednak taka przyszłość wcale nie musi być nieunikniona, o ile ich prawa zostaną uznane i odpowiednio wsparte.


„To jest szaleństwo, kiedy obcy przychodzą do nas i uczą nas rozwoju. Czy jest możliwy rozwój poprzez niszczenie przyrody, która zapewnia ci jedzenie, wodę i godność? Wy musicie płacić, aby się wykąpać, kupić jedzenie, czy nawet wodę pitną. My na naszej ziemi nie musimy kupować wody tak, jak wy i wszędzie możemy jeść za darmo.”

Lodu Sikaka, plemię Dongria Kondh (Indie)


Społeczności rdzenne wydają się być pewnym wyrzutem sumienia dla nowoczesnego człowieka, który żyje wprawdzie w społeczeństwie, ale często poza wspólnotą, samotnie, co najwyżej w małej wspólnocie rodziny.
Badania wykazały, że ludzie z wielu społeczności plemiennych, o ile żyją na swoim terytorium i według własnych tradycji, bywają najszczęśliwszymi ludźmi na świecie – koczowniczy Masajowie z Afryki okazali się być równie szczęśliwi, jak najbogatsi światowi miliarderzy.


„Uważacie nas za biednych, ale nie jesteśmy. Sami produkujemy wiele odmian ziaren i nie potrzebujemy pieniędzy.”

Baba Mahariya, plemię Bhil (Indie)

Przez pokolenia ludy tubylcze wykształciły kompleksowy system dobrego życia we wspólnocie, w harmonii z ziemią (co nie oznacza oczywiście, że są urodzonymi „ekologami”; przekształcali naturę, ale nie musiało to pociągać za sobą jej dewastacji).

Ludzie ci mogą być uważani za biednych według kryteriów pieniężnych, ale, o ile mieszkają na swojej ziemi są bogaci w inny sposób. Mają wszelkie powody, by czuć się dumnymi ze swoich wspólnot i sposobu życia, jaki wybrali.


Dumni. Nie prymitywni. Część 2



Żródło:
Opracowanie: Tomasz Nakonieczny



czwartek, 28 maja 2015

Wstęp

Na stronie Aluna pragnę ukazywać piękno i mądrość rdzennych kultur Ziemi, które jeszcze zachowały w większym lub mniejszym stopniu duchową i fizyczną więź z naturą i Matką Ziemią, którą jedno z południowoamerykańskich plemion - lud Kogi nazywa właśnie Aluna, stąd nazwa tego bloga.
Chcę przybliżyć rozwiązania, jakie drzemią wśród ludzi postrzegających przyrodę inaczej niż większość z nas – z  pozycji jej głębokiego zrozumienia i wielowiekowego doświadczenia.

Będę także nawiązywać do naszych słowiańskich i bałtyjskich przodków, ich kultury życia i bycia. W ostatnich latach odkrywanych jest coraz więcej prawd z naszej dawnej historii. Niech to, co było dla nich wielką wartością, stanie się i naszą codziennością!
Niech ta strona przyczyni się też do budowania szacunku dla naszych korzeni poprzez odkrywanie tego, że tu w Polsce i w środkowo-wschodniej Europie to my jesteśmy rdzennymi mieszkańcami, którzy opiekują się tą ziemią.

Pragnę, aby ta strona wnosiła też swój wkład do budowania wśród nas kultury szacunku dla rdzennych społeczności, aby przyczynić się do lepszej ochrony ich praw, tak często naruszanych przez rządy państw, w których żyją, a także banki i korporacje łase na dobra skrywane przez ich ziemie i wody.

Czuję, że kluczem do powrotu do harmonii we współczesnym świecie jest połączenie mądrości starożytnych i rdzennych kultur, w tym naszych przodków, z nowoczesną nauką. Połączenie to stworzyłoby zupełnie nową jakość, nowy paradygmat, który poprowadziłby nas alternatywną drogą rozwoju ku, jak wierzę, świetlanej przyszłości.