środa, 28 marca 2018

Konsensus jako brakujący element społecznej harmonii - gorzka lekcja z historii Ameryki Północnej


Współczesna ludzkość stoi obecnie w obliczu wielu ważkich problemów, którym koniecznie musi sprostać, jeśli w ogóle chce przetrwać. Są to m.in. istniejące i grożące nam wojny i konflikty, kryzys ekologiczny, kurczące się zasoby, szóste wielkie wymieranie gatunków i postępujące zmiany klimatyczne. Jednak aby nam, jako ludzkości się to udało, musimy nauczyć się konsensusu, czyli czegoś więcej niż kompromisu. W konsensusie wygrywają obie strony. 

W tym artykule przybliżę historię Indian Ameryki Północnej, którzy zbyt późno zorientowali się, że należy zaprzestać walk międzyplemiennych w obliczu postępującego osadnictwa europejskiego, ale najpierw przytoczę dowody naukowe, że współpraca jest cechą charakterystyczną i pożądaną także w świecie przyrody.
 

Dowody korzyści współpracy ze świata przyrody
Współpraca i symbioza wbrew pozorom to najsilniejsze interakcje pomiędzy żywymi organizmami. Współczesny świat ma tendencję do hołubienia i podtrzymywania rywalizacji i konkurencji, jako istotnych czynników stymulujących wzrost gospodarczy, nierzadko powołując się na prace Darwina „O pochodzeniu gatunków”, w której uczony wskazywał na znaczenie zasady „przetrwa najsilniejszy”. Stąd też się wziął „darwinizm społeczny” wykluczający jednostki i grupy uważane za słabsze i niprzystosowane. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że w późniejszym dziele zatytułowanym „O pochodzeniu człowieka” 19-wieczny uczony podsumował swoje dalsze obserwacje dowodzące, że „Społeczności o największej liczbie najbardziej współczujących członków rozwijały się najlepiej i wychowywały najliczniejsze potomstwo.” (K. Darwin „O pochodzeniu człowieka).
Na początku 20 wieku prace Darwina potwierdził rosyjski uczony Piotr Kropotkin, który udowodnił, że współpraca i jedność stanowią klucze do przetrwania danego gatunku. Opisywał społeczności mrówek, które dzięki instynktownej zdolności do życia w społeczeństwie opierającym się na współpracy, a nie na rywalizacji, odnosiły korzyści. (P. Kropotkin „Pomoc wzajemna, jako czynnik rozwoju”).
Dr John Swomley, profesor emeritus etyki społecznej w Szkole Teologii św. Pawła w Kansas City opierając się na dowodach Kropotkina i innych uczonych stwierdził, że współpraca przynosi społeczeństwu więcej korzyści, niż rywalizacja. Mówił wprost, że współpraca jest „kluczowym czynnikiem  ewolucji i przetrwania”. W pracy opublikowanej w lutym 2000 r. Swomley cytuje Kropotkina, twierdząc, że rywalizacja w obrębie gatunku lub między gatunkami jest zawsze szkodliwa dla tych gatunków. Lepsze warunki powstają dzięki likwidacji rywalizacji na rzecz wzajemnej pomocy i wsparcia”. (Dr John Swomley „Violence: Competition Or Cooperation”, luty 2000).

Alfie Kohn w swojej książce „No Contest: The Case Against Competition” (Bez dowodów: Argumenty przeciwko rywalizacji) opisuje jasno i wyraźnie wyniki swoich badań co do korzystnej dawki rywalizacji w grupach. Po przestudiowaniu ponad 400 prac na temat współpracy i rywalizacji Kohn wywnioskował, że „idealna dawka rywalizacji (…) w każdym środowisku, w klasie, w miejscu pracy, w rodzinie, na boisku, wynosi zero (…). Rywalizacja jest zawsze destruktywna”.

Początki rywalizacji
Śledząc historię dziejów, w tym mity ludzkości możemy zaobserwować, że rywalizacja zawsze towarzyszyła człowiekowi. Mamy przecież takie opisy w Iliadzie, czy w Biblii, jak chociażby historię braci Kaina i Abla.
Współczesny kryzys ekologiczny i społeczny wydają się być w dużej mierze owocami braku wzajemnego zrozumienia, współpracy i konsensusu. Nie przypadkiem greckie słowo diaboli znaczy dzielić. W Starożytnym Rzymie podziały między ludźmi celowo tworzono i pogłębiano, aby wykorzystać je do rządzenia zgodnie z maksymą „dziel i rządź”.

Negatywny przykład konsekwencji braku współpracy z Ameryki Północnej
Niestety, od drugiej połowy 20 wieku wiele negatywnych wzorców rozlewa się po całym świecie ze Stanów Zjednoczonych, które są przykładem państwa, w którym u zarania jego początków, na skutek podziałów i waśni być może zmarnowano dziejową szansę, która uczyniłaby ten kraj rzeczywistym, a nie fałszywym luminarzem demokracji i pokojowego współistnienia.

Gdy europejscy kolonizatorzy napływali do Ameryki Północnej, rdzenne plemiona Indian żyły we wzajemnej obojętności, a nierzadko i wrogości. Chociaż trafiali się wizjonerzy, którzy słusznie przewidzieli konieczność zaprzestania walk i podjęcia wzajemnej współpracy, aby oprzeć się rosnącemu zagrożeniu przybywającemu zza oceanu.
Jeszcze w 16 wieku charyzmatyczny przywódca Hiawatha zdołał zjednoczyć pięć walczących ze sobą plemion tworząc ligę Haudenosaunee (Lud Długiego Domu) znaną jako Irokezi, która przetrwała po dziś dzień.
Inny lud Huroni, w podobnym czasie również stworzył silną federację, aby walczyć z Algonkinami, a potem z Irokezami.

 
Hiawatha

Zwaśnione plemiona zostały wciągnięte w rozgrywki polityczne i konflikty pomiędzy Anglikami, Francuzami, Holendrami i dążącymi do niezależności osadnikami europejskiego pochodzenia.
Wojny i waśnie międzyplemienne były w zasadzie jedyną wspólną cechą z Europejczykami. 
Pomimo, że Indianie pomogli osadnikom z pierwszej kolonii w Jamestown przetrwać zimę dzięki udzielanym radom i wsparciu (amerykański Dzień Dziękczynienia jest właśnie pamiątką tej pomocy udzielonej  osadnikom przez rdzennych Amerykanów), szybko stało się jasne, że te dwa style życia są ze sobą nie do pogodzenia.





Rdzennym społecznościom przez setki lat udawało się zharmonizować swoje potrzeby z cyklami natury. Obca im była koncepcja posiadania ziemi. Ponieważ posiadanie ziemi było dla nich tak bardzo absurdalne, wielu tubylców lekceważyło zagrożenie, jakie stanowili europejscy kolonizatorzy.

W 17 wieku garstka przywódców wśród plemion wschodniej Ameryki Pn., chociaż nie potrafiła w pełni pojąć zamiarów białych, coraz lepiej zdawała sobie sprawę z tego, że należy porzucić wzajemne waśnie i się zjednoczyć, żeby zachować swoją ziemię, kulturę i styl życia. W przeciwnym razie stracą je na zawsze. Niestety obserwowali także niezdolność swoich społeczności do zjednoczenia i zorganizowania się, aż było za późno.

Najbardziej jaskrawym przykładem jest historia Wodza Miantonomo z plemienia Narraganset. Wódz ten zrozumiał, że osadnicy stanowią zagrożenie nie tylko dla jego plemienia, ale także dla plemion sąsiednich, a nawet tych, z którymi Narragansetowie toczyli wojny.
Wyciągnął więc rękę do Mohawków i zaproponował zawarcie przymierza, aby stworzyć coś w rodzaju powszechnego indiańskiego ruchu oporu. W 1642 r. miał powiedzieć: „Musimy stanowić jedno, tak jak Anglicy, bo w przeciwnym razie wkrótce już nas nie będzie, wiecie przecież, że nasi ojcowie mieli mnóstwo skór, indyków i zwierzyny płowej, w którą obfitowały nasze równiny i lasy, a nasze zatoki pełne były ryb i ptactwa. Ale ci Anglicy zagarnęli nasze ziemie, skosili trawę, toporami ścięli drzewa; ich krowy i konie jedzą  trawę, a wieprze pustoszą nasze zasoby mięczaków – wszyscy pomrzemy z głodu”. (Ian K. Steele, „Warpath: Invasiosns of North America”, Oxford, 1994).

Niestety, kiedy indiański styl życia już zanikał pod naporem Europejczyków, wciąż trwały walki międzyplemienne. Wódz Miantonomo dostał się do niewoli Moheganów. Ci oddali go Anglikom, jako „buntownika”, a ponieważ nie podlegał jurysdykcji Kolonii Brytyjskiej, Anglicy oddali go plemieniu Unkas, które w obecności angielskich świadków dokonało egzekucji wodza. 

 
Egzekucja Wodza Miantonomo

Co by było gdyby…?
Jak potoczyłaby się historia kolonizacji Ameryki i powstawania Stanów Zjednoczonych, gdyby Indianie dla wspólnego dobra odłożyli na bok wzajemne różnice?
Z pewnością nie dałoby się uniknąć napływu osadników, ale czy ludobójstwo szacowane na co najmniej 20 mln tubylczych Amerykanów miałoby wówczas miejsce?
Być może wspólny wysiłek plemion amerykańskich spowodowałby zupełnie inny przebieg kolonizacji i wpłynąłby na zupełnie inny kształt nowo tworzonego państwa i jego kultury.
Być może rozwój przybrałby zupełnie inny charakter, nie tylko w Ameryce, ale i na świecie, gdyby dzięki sile swojej liczebności (w 1607 r. w Wirginii żyło około 50 tys. Indian), umiejętności przetrwania na tej „nowej” ziemi i zdolności mówienia jednym głosem, rdzenne ludy Ameryki potrafiłyby przekonać osadników do działań ukierunkowanych  na współpracę, a nie przeciwko nim.
Niestety z powodów konfliktów, różnic poglądów, wartości i celów ten głos wykształcił się zbyt późno. Zanim się zorientowali, zostali zdziesiątkowani przez choroby i zdominowani nowoczesną bronią Europejczyków.
Niemożność przezwyciężenia lokalnych różnic  i zjednoczenia się w imię wspólnego dobra  sprawiła, że rdzenni Amerykanie stracili wszystko, co kochali: swoją kulturę, ziemię i w znacznym stopniu swój styl życia.

Nowe społeczeństwo amerykańskie stało się przez to dużo uboższe i w pewnym sensie nawet jałowe, ponieważ osadnicy w dużym stopniu odcięli się od swoich europejskich korzeni.    
Ta płytkość kultury amerykańskiej stworzyła przestrzeń do zaistnienia w niej w późniejszym okresie wielu szkodliwych i destrukcyjnych wzorców pomimo obecności w niej również wielkich myślicieli i pisarzy, takich jak np. Henry David Thoreau, czy Walt Whitman.
Jednocześnie ta kultura, podobnie jak dawni osadnicy europejscy, jest bardzo ekspansywna. Rozprzestrzenia się jak wirus po świecie, lansując materializm, konsumpcjonizm i skrajny indywidualizm, jako „cnoty”, które zwodzą młodzież na całym świecie, a ta wyrzekając się wartości własnych tradycyjnych kultur przejmuje amerykańskie wzorce i zachłystuje się konsumpcjonizmem prowadzącym do psychicznej i duchowej degradacji. Niestety w skrajnych przypadkach kończy się to duchową pustką, którą młodzi ludzie próbują stłumić alkoholem i narkotykami.   

„Chciwość jest dobra!” - to jedno z haseł, na których opiera się gospodarka amerykańska, uzależniona od nieustannego wzrostu, choćby za wszelką cenę. Ten model również „infekuje” pozostałe państwa, które chcą mieć taką gospodarkę, jak USA.
W obecnym kształcie społecznym, politycznym i gospodarczym Stany Zjednoczone Ameryki wbrew głoszonym przez siebie ideom demokracji i wolności  jawią się jako państwo agresywne, czego dowodzą liczne konflikty i wojny wywołane przez nie w wielu zakątkach świata od skończenia II Wojny Światowej, w sposób zarówno jawny (Wietnam, Irak, Afganistan, Libia, Serbia i in.), jak i ukryty (Gwatemala, Nikaragua, Wenezuela i in.) gdzie amerykański wywiad inicjował wojny domowe i niepokoje społeczne.

Ostanie wydarzenia z Rezerwatu Siuksów Standing Rock udowodniły całemu światu, że Stany są także państwem bardzo opresyjnym wobec własnych obywateli. Z pokojowych manifestantów broniących prawa do czystej wody zagrożonej budową ropociągu pod dnem rzeki Missouri w pobliżu rezerwatu, zrobiono terrorystów i tak ich potraktowano. Na domiar złego administracja Donalda Trumpa zaostrza przepisy, aby utrudnić podobne manifestacje w przyszłości.

Gospodarka USA jest bardzo silnie związana z rabunkową eksploatacją zasobów naturalnych oraz produkcją wielkiej ilości odpadów.
W społeczeństwie tego kraju zużywa się ogromną ilość nieodnawialnych surowców naturalnych, a emisja gazów cieplarnianych jest jedną z najwyższych na świecie.

Być może, gdyby nie błąd z przeszłości popełniony przez Indian ze Wschodniego Wybrzeża w   wyniku zawężonej perspektywy, społeczeństwo amerykańskie ożywiałyby zupełnie inne dominujące wartości, a konsumpcjonizm i rywalizacja byłyby wręcz czymś niepożądanym. Taka potęga światowa mogłaby wówczas wprowadzić zupełnie inny ład na świecie. Być może łatwiej byłoby nam teraz radzić sobie z globalnymi problemami wymienionymi na wstępie. A może nie byłyby wówczas aż tak wielkie?

Światełko nadziei
Na szczęście pozostałości  po dawnym stylu życia Indian Amerykańskich przywraca się i pielęgnuje w najbardziej odległych miejscach kraju. Rdzenna wiedza duchowa, medycyna naturalna oraz metody pracy w grupach i rozwiązywania konfliktów, które od wieków pozwalały Indianom utrzymywać ład i harmonię wewnątrzplemienną zyskują na coraz większej wartości i cieszą się coraz większym zainteresowaniem w społeczeństwie amerykańskim, a nawet globalnym. Indianie wspólnie z białymi bronią pozostałości dzikiej przyrody przed zniszczeniem i docierają ze swoją mądrością do coraz szerszego ogółu odbiorców, nawet naukowców i niektórych polityków. Inspirują i nauczają. Współpracują i pomagają.

***
Historia pokazuje nam, że konsensus i współpraca, odrzucenie rywalizacji i odłożenie na bok dzielących różnic jest niezbędnym etapem, jakie musi ludzkość przejść, aby po pierwsze rozwiązać palące problemy i zapobiec ich zwiększeniu, a po drugie dokonać ewolucyjnego skoku jako istoty natury, istoty społeczne i istoty duchowe.


Tomasz Nakonieczny


Tekst powstał na podstawie  materiałów zebranych z książki Gregga Bradena pt. „Kod Boga”, Studio Astropsychologii, Białystok, 2011.


czwartek, 8 lutego 2018

Amazońskie odpowiedzi na współczesne problemy



            Amazońskie Lasy Deszczowe uważane za największe obszary leśne strefy równikowej na świecie są olbrzymią fabryką tlenu i magazynem dwutlenku węgla. Pełnią także bardzo ważną rolę w cyrkulacji wody na skalę planetarną. Przypuszcza się, że Puszcza Amazońska ma wpływ na rozkład opadów nawet w Afryce Zachodniej i w południowo-zachodniej części Stanów Zjednoczonych.
Lasy Amazońskie należą także do terenów o najwyższym stopniu naturalności i różnorodności biologicznej na świecie. Są źródłem wielu cennych substancji leczniczych, pozwalających leczyć nawet bardzo ciężkie choroby.
Jednak Amazonia to także kolebka bezcennej wiedzy wypracowanej przez pokolenia ludzi, którzy zamieszkiwali te tereny od co najmniej 20 tys. lat, wiedzy, która może być bardzo pomocna we współczesnym świecie, zarówno w zakresie medycyny naturalnej, produkcji żywności, jak i ochrony środowiska.

Jak wykazały niedawne odkrycia archeologiczne, mieszkańcy dorzecza Amazonki stworzyli stosunkowo wysoko rozwinięte cywilizacje, które charakteryzowały się dużą trwałością. Istniały nieprzerwanie wiele stuleci, aż do 16 wieku naszej ery, kiedy to po raz pierwszy zaczęli pojawiać się tu biali ludzie. Przyniesione przez nich choroby spowodowały załamanie się populacji Indian, których liczebność zmniejszyła się wówczas o ponad 90%.

Zespół dr Michael'a J. Heckenberger'a pracując od wczesnych lat 90-tych w Brazylii na terytorium indiańskim Indigena Reserva nad górnym odcinkiem rzeki Xingu zamieszkanym przez Indian Kuikuro, odkrył pozostałości po cywilizacji wykazującej porównywalny, a nawet wyższy stopień organizacji przestrzennej, niż w miastach średniowiecznej Europy. Zidentyfikowano tam 19 głównych ośrodków osadnictwa prekolumbijskiego oddalonych od siebie o 3 do 5 kilometrów i połączonych systemem idealnie prostych dróg, zgrupowanych na areale około 250 kilometrów kwadratowych. Place, na których posadowione były dawne miasta i wsie, miały kształt koła lub elipsy o powierzchni od 20 do 50 ha, a także poniżej 10 ha. Największe osady liczyły sobie ponad tysiąc mieszkańców. Drogi  rozchodziły się od nich promieniście we wszystkich kierunkach, łącząc pozostałe osady (rys. 1).


Ilustracja 1: Kuhikugu - największe prekolumbijskie miasto odkryte w rejonie rzeki Xingu w Mato Grosso. Było zamieszkiwane przez ponad 1000 mieszkańców i obsługiwało, jako "centralna oś koła", sieć mniejszych osad,  połączonych z nim promieniście rozchodzącymi się drogami. (Rys. Luigi Marini)

Odkryto także rowy nawadniające na terenie i wokół osad o długości ponad 2,5 km i 5 m głębokości, fosy oraz pozostałości rozwiniętej infrastruktury hydrotechnicznej: stawy, groble, kanały, a nawet jazy piętrzące na rzekach. Niektóre z tych konstrukcji wodnych są używane i dzisiaj przez Indian Kuikuro (Fot. 2). [1]



Fot. 2 Wioska współczesnych Indian Kuikuro w Mato Grosso

 
Dawny układ osadniczy nad górną Xingu posiadał „wewnętrznie podobną”, wręcz fraktalną strukturę, gdzie domy, osady i zgrupowania osad były zorganizowane w niemal identyczny sposób. Jedno większe miasto stanowiło jakby oś sieci pomniejszych osad tworzących grupę. Takich grup zaś było więcej w dolinie Xingu tworzących tzw. „galaktyki”.
Na terenie miast i wsi, oprócz zabudowy znajdowały się również ogrody, które rosły także poza ich obrębem.[2]

Taki system planowania przestrzennego stworzony przez dawnych Indian Amazońskich dzięki racjonalnej organizacji przestrzeni ułatwiającej możliwość komunikowania i przemieszczania się oraz  produkcji żywności może być inspiracją dla współczesnych urbanistów w projektowaniu miast i osiedli przyjaznych ludziom i środowisku, gdzie ze względu na obecność ogrodów panuje zdrowy mikroklimat i czyste, bogate w związki eteryczne powietrze.
Bardzo zbliżony do amazońskich rozwiązań był pomysł Ebenezera Howard'a (1850-1928) – brytyjskiego planisty i urbanisty, który zaproponował model niezbyt licznie zamieszkanych osiedli, tzw. „miejskich ogrodów” zaprojektowanych, aby promować zrównoważoną urbanizację.
Proponował on sieć małych miast i wsi, zielone pasy obszarów rolniczych i leśnych oraz strefy przejściowe między terenami miejskimi i wiejskimi.
Warto byłoby skorzystać z podobnych rozwiązań przy planowaniu nowych miast, aby rozwiązać wiele społecznych problemów wywołanych nadmierną urbanizacją.[3]

Pozostałości  cywilizacji indiańskich odkryto także w innych zakątkach Amazonii, na przykład w wielu punktach Wyżyny Mato Grosso oraz na wyspie Marajo u ujścia Amazonki do Atlantyku, a także w rejonie Wyżyny Gujańskiej[4][5]. Jednak dotychczas mało wiedziano o prekolumbijskich Indianach z tych terenów ze względu na ubogie artefakty, jakie pozostawili po sobie. Głównym dostępnym na tym terenie budulcem zawsze było drewno, ale w wilgotnym tropikalnym klimacie wszelkie konstrukcje drewniane szybko się rozkładają.

Interesujące jest to, w jaki sposób słabe amazońskie ziemie mogły przez kilka stuleci wyżywić tak liczne populacje.
Gleby w lasach tropikalnych są bardzo kwaśne i cienkie ze względu na bardzo szybki w wilgotnym i gorącym klimacie rozkład próchnicy. Po wykarczowaniu i wypaleniu lasu można je uprawiać najwyżej trzy lata, po czym ulegają one całkowitemu wyjałowieniu. Pokrywa je wówczas twarda skorupa laterytu utrudniającą wzrost roślin i powrót lasu na zdegradowane miejsce.

Okazuje się, że gleba w pobliżu dawnych osad znacznie się różni od występującej naturalnie w dżungli. Charakteryzuje się bardzo wysokim stopniem żyzności i grubą warstwą próchnicy, która nie mogłaby powstać w sposób naturalny w warunkach tropikalnych. Jest to kolejny ślad dawnej gospodarki człowieka w Amazonii. Do jej wytworzenia używano kompostu, węgla drzewnego, potłuczonej ceramiki oraz ludzkich i zwierzęcych odchodów. Ten niezwykły rodzaj gleby nazwano „czarnoziemem indiańskim”, inaczej „terra preta”.
Nie ustalono jeszcze, czy ta niezwykła gleba była efektem celowego zamiaru czy przypadkowym skutkiem gospodarki człowieka.

W wielu zakątkach Amazonii zidentyfikowano powierzchnie pokryte czarnoziemem o wielkości od 20 do nawet 360 ha. Co ciekawe, pomimo upływu co najmniej 500 lat i gorącego wilgotnego klimatu, czarnoziem nie uległ degradacji.

Bardzo ważnym komponentem terra preta jest wymieszany z glebą węgiel drzewny, który pomaga zatrzymać w niej duże ilości dostępnego dla roślin azotu, fosforu, wapnia, siarki oraz materię organiczną i wodę. Istotną rolę w tworzeniu i stabilizacji czarnoziemu mogą odgrywać specyficzne mikroorganizmy glebowe, takie jak unikalne bakterie i grzyby oraz dżdżownice. To wszystko razem zapewnia trwałość tego rodzaju glebie.

Obecnie trwają badania nad czarnoziemem indiańskim pod kątem wytwarzania go również w strefie klimatu umiarkowanego, a także zastosowania go jako alternatywę dla obecnie dominującej w Brazylii gospodarki rolnej na terenie Amazonii, polegającej na wypalaniu lasów i krótkotrwałym użytkowaniu gleby. Taki sposób gospodarowania jest jednym z największych zagrożeń dla Amazońskich Lasów Deszczowych. Ze spalonego lasu powstaje głównie popiół rozwiewany przez wiatr i spłukiwany przez deszcze, a mikroorganizmy wierzchniej warstwy gleby ulegają zagładzie na skutek wysokiej temperatury.
Wytwarzanie terra preta pozwoliłoby zrekultywować zdegradowane tropikalne gleby, jak również zahamować postępującą deforestację.

Według Johannes'a Lehmann'a, biochemika z Cornell University, terra preta wytworzona na dotychczas słabych glebach podnosi trzykrotnie plony. Może być zatem sposobem na zmniejszenie zanieczyszczenia wód dzięki zmniejszeniu zużycia nawozów.

Duże nadzieje wiązane są z czarnoziemem indiańskim jako swoistym magazynem dwutlenku węgla, który mógłby być odkładany w glebie w postaci węgla drzewnego wytworzonego z odpadów rolnictwa, leśnictwa i rybołówstwa. Według  Lehmann'a nawet 12% rocznej emisji dwutlenku węgla ze źródeł antropogenicznych można odkładać w ten sposób w glebie, jednocześnie znacząco podnosząc jej żyzność.[6]

Na zakończenie warto dodać, że na podstawie raportu sporządzonego przez  Specjalnego Sprawozdawcę ONZ ds. Prawa do Żywności, odpowiednio wsparte metody rolnictwa ekologicznego mogą podwoić  produkcję żywności w wielu regionach w ciągu 10 lat jednocześnie łagodząc skutki zmian klimatycznych oraz zmniejszając biedę na terenach wiejskich.[7]

Jak widać na przytoczonych wyżej przykładach, spuścizna rdzennych ludów Amazonii wymaga głębszego poznania i studiów, ponieważ już teraz wydaje się dostarczać wielu cennych wskazówek w rozwiązywaniu problemów współczesnego świata. Jednakże, tak Lasy Amazońskie, jak i współcześnie zamieszkujące je grupy indiańskie wymagają opieki i ochrony. Niszczenie lasów prowadzi bowiem nie tylko do nieodwracalnych strat w różnorodności biologicznej, wzrostu emisji dwutlenku węgla i lokalnego zmniejszenia sumy opadów, ale doprowadza też do degeneracji i biologicznego wyniszczenia plemion indiańskich, które je zamieszkują, a wraz z nimi do utraty ich unikalnej wiedzy i kultury.

Jednak kwestia ochrony Indian i ich środowiska nie jest prosta. Państwa położone w strefie równikowej Ameryki Południowej pragną się rozwijać ekonomicznie, nie do końca będąc świadomymi niszczenia skarbu narodowego jakim jest różnorodny biologicznie las tropikalny i jego mieszkańcy. Skuteczna ochrona tych terenów wymaga bowiem samoograniczeń i odpowiednich rozwiązań zarówno na poziomie rządów państw, na terenie których znajdują się Amazońskie Lasy Deszczowe, jak i bogatej Północy, czyli Stanów Zjednoczonych i krajów Unii Europejskiej, które importują wołowinę i produkty sojowe, drewno oraz ropę naftową z krajów amazońskich bez zwracania uwagi na sposób produkcji tych dóbr. W efekcie coraz większe połacie lasów deszczowych są wyrębywane, wypalane i przeznaczane pod uprawy i pastwiska, a rzeki są zanieczyszczane przez górnictwo złota i górnictwo  naftowe.

Niszczeniu lasów deszczowych sprzyjają także wybory każdego z konsumentów dokonujących bezkrytycznie zakupu produktów wytwarzanych z surowców pozyskiwanych kosztem lasów tropikalnych.

Dobra kondycja lasów deszczowych oraz przetrwanie zamieszkujących je zdrowych i stabilnych rdzennych społeczności leży w interesie wszystkich ludzi.
Nie wiadomo jeszcze, jakie skarby kryje w sobie Amazonia i zamieszkujący ją od pokoleń tubylcy.  


Tomasz Nakonieczny



[1]    „Amazonia 1492: Pristine Forest or Cultural Parkland?” Michael J. Heckenberger i in. http://www.clas.ufl.edu/users/mheck/

[2]    Scientific American October (2009) „Lost Garden Cities: Pre-Columbian Life in the Amazon” Michael J. Heckenberger; 



[3]   Pre-Columbian Urbanism, Anthropogenic Landscapes, and the Future of the Amazon” Michael J. Heckenberger i in.

[4]    „The legacy of cultural landscapes in the Brazilian Amazon: implications for biodiversity” Michael J. Heckenberger i in.

[5]  ScienceDaily (Apr. 9, 2012) „Farmers of 800-Years-Ago Could Teach Us How to Protect the Amazon – With      Raised Farming Beds” José Iriarte, Mitchell J. Power i in.
     http://www.sciencedaily.com/releases/2012/04/120409175919.htm


[6] ScienceDaily (Mar. 1, 2006) „Amazonian Terra Preta Can Transform Poor Soil Into Fertile” Źródło:  Cornell University     
http://www.sciencedaily.com/releases/2006/03/060301090431.htm



[7] “Agroecology and the Right to Food”, Report presented at the 16th Session of the United Nations Human Rights Council [A/HRC/16/49], 8 March 2011


wtorek, 9 stycznia 2018

W jaki sposób wiedza tubylcza pomaga w rozwoju nowoczesnej nauki i technologii



 
Obrazkowy zapis muzyki Indian Ojibwa

 W ciągu całej historii ludy rdzenne były odpowiedzialne za rozwój wielu technologii i w znacznym stopniu przyczyniły się do rozwoju nauki.

Nauka to pogoń za wiedzą. Różne podejścia do gromadzenia tej wiedzy są kulturowo względne. Rdzenna nauka obejmuje tradycyjną wiedzę i rdzenną perspektywę, podczas gdy nie-autochtoniczne podejścia naukowe są powszechnie uznawane za naukę zachodnią. Razem zaś wiele wnoszą do współczesnej nauki.
Chociaż uznano wartość integracji nauki rdzennej z nauką zachodnią, zaczęliśmy jedynie zarysować jej zalety.
Perspektywy ludów tubylczych są holistyczne i opierają się na wzajemnych połączeniach, wzajemności i najwyższym szacunku dla natury. 
Sposoby podejścia do nauk zachodnich, jak i rdzennych mają swoje mocne strony i mogą się wzajemnie uzupełniać.

Jako wywodzący się od ludów tubylczych naukowiec, który specjalizuje się w łączeniu tradycyjnej wiedzy ekologicznej z badaniami ekologii dzikiej przyrody, natknęłam się na wiele przykładów, w których połączenie obu podejść doprowadziło do doskonałego wkładu w nowoczesną naukę.

Korzenie żywności i medycyny
Przez wieki życie ludności rdzennej zależało od ich wiedzy o środowisku. Wiele gatunków roślin - w tym trzy piąte rodzajów obecnie uprawianych na całym świecie - zostało udomowionych przez ludność rdzenną w Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej. Kukurydza, kabaczek, fasola, ziemniaki i papryka to tylko kilka przykładów produktów, które teraz wnoszą ogromny wkład w światową kuchnię!

Pozyskanie wiedzy o właściwościach leczniczych roślin odegrało zasadniczą rolę w rozwoju farmakologicznym. Na przykład, gdy osadnicy przybyli do Ameryki Północnej, rdzenni mieszkańcy pomogli nowo przybyłym wyleczyć grożący życiu szkorbut za pomocą toników iglastych, które były bogate w witaminę C.

Substancja czynna leku przeciwbólowego aspiryna, czyli kwas acetylosalicylowy, została po raz pierwszy odkryta m.in. przez rdzennych mieszkańców, którzy wykorzystali korę wierzby. Właściwości roślin leczniczych do dziś są nadal odkrywane,   zwłaszcza w ekosystemach tropikalnych, w miarę jak rdzenni mieszkańcy dzielą się swoją wiedzą.

Od technologii do Tradycyjnej Wiedzy Ekologicznej
Innowacje technologiczne, takie jak canoe, kajak, tobogan czy rakiety śnieżne, pomogły w podróży i transporcie i zostały szybko dostosowane przez europejskich osadników.
Ludy tubylcze, z ich dziesięcioleciami osobistego doświadczenia w połączeniu z ich przodkami, posiadają ogromną wiedzę o środowisku i relacjach ekologicznych w jego obrębie. Istnieją ogromne możliwości, w których taka wiedza może przyczynić się do rozwoju nowoczesnej nauki i zarządzania zasobami naturalnymi.
Wiedza tubylcza, znana również jako Tradycyjna Wiedza Ekologiczna (ang. Traditional Ecological Knowledge), jest w istocie skumulowanym zasobem wiedzy związanym z relacjami ekologicznymi, przekazywanym z pokolenia na pokolenie przez rdzennych mieszkańców.
Tradycyjna Wiedza Ekologiczna już dostarczyła wglądów w zmiany środowiskowe, monitorowanie populacji dzikich zwierząt, praktyki zrównoważonego odłowu, ekologię behawioralną, relacje ekologiczne i wiele innych.
Obserwacje Inuitów zidentyfikowały kilka ważnych zmian środowiskowych w Arktyce wywołanych efektem cieplarnianym, a ich wiedza na temat zachowań wali grenlandzkich pomogła badaczom zrewidować ich metody badań w celu poprawy szacunków wielkości populacji.

Starsi z plemienia Indian Heiltsuk z kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska rozpoznali dwa typy wilków - przybrzeżne i śródlądowe - wcześniej nieudokumentowane zachodnimi metodami naukowymi. Przy tak udowodnionej wartości tylko w kilku przykładach, wyobraź sobie, jak Tradycyjna Wiedza Ekologiczna może dalej informować o nauce !

Tradycyjna Wiedza Ekologiczna nadal uzupełnia naukę zachodnią. W świetle ostatnich spadków populacji łosi w Ameryce Północnej, moje własne badania mają na celu włączenie wiedzy rdzennej, aby pomóc zidentyfikować czynniki, które mogą być odpowiedzialne za ten spadek.

Edukacja rdzenna jest niezbędna
Pomimo uznanej wartości perspektywy i wiedzy rdzennych ludów, istnieje niewielu autochtonicznych naukowców. Naukowcy specjalizujący się w naukach rdzennych mogą zapewnić opiekę mentorską oraz stać się wzorem do naśladowania dla obecnych i przyszłych tubylczych studentów nauki.

Zachęcając do rekrutacji naukowców zajmujących się rdzenną nauką, przyszłe badania uwzględniające rdzenną perspektywę mogą utorować drogę do promowania podejść opartych na uwarunkowaniach kulturowych.

Wiele gatunków dzikich zwierząt jest zagrożonych na całej planecie, a angażowanie się we wspólne inicjatywy w zakresie zarządzania obejmujące rdzenną naukę są teraz ważniejsze niż kiedykolwiek. Współpraca staje się coraz bardziej powszechna. Na przykład rząd Kanady uwzględnia Tradycyjną Wiedzę Ekologiczną w ocenie zagrożonych gatunków. Worldwide Indigenous Science Network (WISN) przywraca dialog z Tradycyjną Wiedzą Ekologiczną do najbardziej palących problemów ekologicznych na świecie.

W całej historii rdzenni mieszkańcy, ich perspektywa i wiedza znacznie przyczyniły się do rozwoju nauki i technologii i na pewno będą to robić jeszcze przez następne pokolenia!

Jesse Popp

Autorka jest adiunktem na Wydziale Biologii Uniwersytetu Lauretian, pracuje także dla plemienia Anishinabek i Centrum Rybołówstwa w Ontario. W swojej pracy łączy Tradycyjną Wiedzę Ekologiczną wywodzącą się z tubylczej perspektywy z nowoczesną nauką. 

 

Oryginalny tekst:

How Indigenous knowledge advances modern science and technology


Polecane artykuły:
Indian Givers: How Native Americans Transformed the World by Jack Weatherford. Broadway Books, 2010
.
Indigenous Knowledge, Ecology, and Evolutionary Biology by Raymond Pierotti. Routledge, 2011

“What tradition teaches: Indigenous knowledge complements western wildlife science” by Paige M. Schmidt and Heather K. Stricker. USDA National Wildlife Research Center – Staff Publications, 2010.