Jimmy Piaguaje jest
młodym tubylczym obrońcą indiańskiego plemienia Siekopai z
Siekoya Remolino, społeczności składającej się z 53 rodzin
mieszkających nad brzegiem rzeki Aguarico w północno-wschodnim
ekwadorskim regionie Amazonii.
Siekopai (co oznacza
wielobarwni ludzie) są znani ze swojej szamańskiej przenikliwości
i wiedzy o roślinach leczniczych, z których używają ponad 1000
różnych gatunków.
Zgodnie z
wierzeniami Siekopai o ich pochodzeniu, bóg Ñañëpaina zstąpił z
nieba, aby znaleźć swoich ludzi żyjących pod ziemią i wyzwolić
ich do życia na ziemi. Ich język nazywa się Paai koka. Siekopai
noszą korony i opaski na ramionach wykonane z liści i kwiatów oraz
malują swoje ciała i twarze geometrycznymi wzorami. Znani również
jako Secoya, słyną z doskonałego ostrego sosu z papryki z dżungli
i picia yoko (przypominającego kawę napoju z winorośli).
 |
Jimmy Piaguaje w tradycyjnym stroju. (Foto. Ribaldo Piaguaje) |
Siekopai są
zagrożonym ludem, który broni delikatnego ekosystemu, od którego
wszyscy jesteśmy zależni: Amazońskiego Lasu Deszczowego.
Historycznie plemię
Siekopai liczyło ponad 30 000 osób i zajmowało ogromne terytorium,
które rozciągało się około 7 milionów akrów od Ekwadoru do
Kolumbii i Peru. Obecnie pozostaje tylko około 1600 Siekopai, 900 w
Peru i 700 w Ekwadorze, gdzie żyją na 50 000-akrowym fragmencie
lasu deszczowego, otoczonym przez tereny wydobywcze ropy naftowej i
monokulturowe plantacje palm olejowych.
W odpowiedzi na
egzystencjalne zagrożenia, przed którymi stoją, Jimmy i grupa
innych młodych liderów Siekopai opracowali szereg innowacyjnych
projektów, chroniąc szamańską wiedzę przodków w formacie wideo
i prowadząc warsztaty środowiskowe z młodzieżą Siekopai. Ich
kolejnym celem jest otwarcie alternatywnej szkoły z modelem
edukacyjnym opartym na ich własnej kosmowizji (kliknij tutaj, aby
pomóc im spełnić to marzenie).
Rozmawialiśmy z
Jimmy'm o strategiach oporu i historiach przodków Siekopai, o jego
szamańskiej podróży oraz o tym, jak tubylczy światopogląd może
pomóc w walce ze zmianami klimatu.
WR: Jak pandemia
wpłynęła na społeczności Siekopai?
JP: W ekwadorskiej
Amazonii narodowość Siekopai jako pierwsza potwierdziła pozytywne
przypadki Covid-19. Pewien mądry starzec zmarł na Covid. Był
członkiem mojej rodziny. Wiedział dużo o roślinach leczniczych.
To był wielki cios dla Siekopai, ponieważ jest nas niewielu i
wszyscy się znamy. Potem zmarł nauczyciel od dawna zaangażowany w
walkę o obronę naszej kultury. To była bardzo trudna sytuacja.
Szukaliśmy pomocy u władz lokalnych i krajowych, ale tak naprawdę
nie odpowiedzieli. Niektóre organizacje sojusznicze dostarczyły
leki, testy i dokładne informacje. Ale zaczęliśmy zdawać sobie
sprawę, że lekarstwa z zewnątrz nam nie pomagają. W obliczu wielu
przypadków Covid zaczęliśmy szukać roślin leczniczych.
Ostatecznie większość ludzi, którzy przeżyli, była leczona
roślinami leczniczymi. Nadal leczymy ludzi naparami roślinnymi,
takimi jak ajo del monte, chinchona i cedros, z dobrym skutkiem.
Doprowadziło to do
kilku bardzo ważnych refleksji w społecznościach Siekopai; ponowne
odkrycie, uznanie i wiara w lekarstwa naszych przodków. A kiedy
wszystko się zawaliło w świecie zewnętrznym, chociaż byliśmy
pod wpływem tych zdarzeń, byliśmy mniej więcej w porządku. To
była dla nas głęboka refleksja. Widzenie, jak reszta świata
cierpi i uświadamianie sobie, co jest ważne. Teraz, gdy tak wielu
ludzi na świecie uczy się uprawiać żywność, utrzymujemy chakras
naszych przodków (tradycyjne obszary rolnicze na małą skalę).
Teraz bardziej niż kiedykolwiek wiemy, jak ważne są nasze chakras,
wiedza naszych przodków, nasze rośliny lecznicze. To był dla nas
prawdziwy podarunek ukryty za pandemią.
Z drugiej strony
nasza sytuacja w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego stała się
jeszcze bardziej niepewna, ponieważ ludzie spoza naszego terytorium
wykorzystują pandemię do inwazji na ryby i polowania. Otrzymujemy
paczki z pomocą żywnościową i jesteśmy bardzo wdzięczni, ale są
to krótkoterminowe rozwiązania, które powodują uzależnienie i
przynoszą odpady z tworzyw sztucznych do naszych społeczności.
Suwerenność żywieniowa jest dla nas głównym problemem, który
sięga znacznie dalej niż pandemia, a to z powodu kurczenia się
naszego terytorium i skażonych rzek.
A koncerny naftowe
nigdy się nie zatrzymują. Pomimo ryzyka, że przyniosą wirusa do
społeczności, nie przestają pracować.
 |
Siekopai leczyli się z Covid19 za pomocą roślin leczniczych (Fot. z archiwum Siekopai) |
WR: Powiedz nam
więcej o zagrożeniach na terytorium Siekopai.
JP: Z dokumentów
spisanych przez jezuitów w XVII wieku, kiedy misjonarze przybyli na
terytorium Siekopai, wiemy, że w tym czasie w strefie między
Putumayo, rzeką Aguarico i Napo było około 30 000 do 40 000
Siekopai. Misjonarze przynosili choroby, takie jak grypa i odra,
które wygasiły 90% naszej populacji. Zniknęły całe ludy i klany.
Bardzo niewielu przeżyło, ukrywając się w głębi dżungli. Potem
przybyli zbieracze kauczuku i nawet stamtąd usunęli Siekopai. W ten
sposób straciliśmy nasze terytorium. Kiedyś mieliśmy dużą
populację i terytorium, podczas gdy obecnie w Ekwadorze mamy tylko
około 700 osób, które mieszkają na bardzo ograniczonym obszarze.
Czujemy się bardzo zagrożeni i bardzo zmartwieni, ponieważ nasze
terytorium jest bardzo małe, a nas otacza eksploatacja ropy naftowej
i rolnictwo monokulturowe.
Budowa dróg to
kolejne zagrożenie. Państwowa firma energetyczna chce zbudować
drogę dojazdową na naszym terytorium, aby dotrzeć do szybów
naftowych głęboko w dżungli. W naszym Zgromadzeniu głosowaliśmy,
aby nie pozwolić im na budowę, ale oni naciskają. Drogi są
poważnym zagrożeniem, nasi starsi naprawdę się martwią. Wielu
Siekopai nie chce dróg, ale inni tak. Istnieje część
społeczności, która z powodu wpływów ze świata zewnętrznego
nie jest tak naprawdę świadoma tego, co oznacza nasze terytorium.
Nie mówię, że świat zewnętrzny jest zły, ale musimy znaleźć
równowagę między tymi dwoma światami, aby zdecydować, jak
będziemy żyć. Ale są ludzie, którzy o tym nie myślą. Nie myślą
o innych członkach społeczności, o starszych. Myślą tylko o
korzyściach osobistych.
Ludzie spoza naszego
terytorium napadają na nasze ziemie w celu wyrębu lasów i
polowań. Kiedy nie ma pracy, ludzie ci zwracają się w stronę
rybołówstwa, polowań i wycinki drzew aby zarobić. Nasze
terytorium jest bardzo małe, a nowe drogi jeszcze bardziej ułatwiają
wywóz surowców naturalnych (lasów, zwierząt i ptaków) na
sprzedaż. Wpływa to na życie naszej społeczności i
bioróżnorodność obszaru. Ludzie sprzedają drewno za grosze, aby
spróbować wysłać swoje dzieci na uniwersytet. Prawie wszystkie
dobrej jakości drzewa zniknęły. Ścinanie drzew robi dużo hałasu,
zwierzęta uciekają jak najdalej mogą, w głąb dżungli.
Drogi umożliwiają
także przedostawanie się alkoholu i narkotyków do naszych
społeczności. To naprawdę smutne widzieć, jak wielu młodych
Siekopai jest uwięzionych w alkoholizmie i narkomanii. Kiedy w lutym
wybuchła pandemia, pewien młody Siekopai zagubiony w świecie
narkotyków popełnił samobójstwo. To było naprawdę smutne. Był
on moim przyjacielem.
Z rozmów z ojcem i
starszyzną wiem, jak wyglądało nasze terytorium. Teraz nie mamy
prawie żadnych zasobów, prawie żadnych ryb, żadnych zwierząt, by
polować. Nasze rzeki są zanieczyszczone toksycznymi odpadami
pochodzącymi z przemysłu oleju palmowego. Brak suwerenności
żywieniowej to naprawdę duży problem. Oto zagrożenia, przed
którymi stoimy.
Wszystkie te rzeczy
skłoniły nas do zastanowienia się, dokąd zmierzamy. Czy nasza
kultura przetrwa kolejne pięć, dziesięć, dwadzieścia lat? Czy po
prostu umrzemy?
 |
Siekopai zamieszkują brzegi rzeki Aguarico. (Fot. z archiwum Siekopai)
|
WR: Jakie są
wasze główne strategie oporu?
JP: Coraz więcej
osób w społeczności zaczyna zdawać sobie sprawę, że nasze
terytorium naprawdę ma znaczenie. Zaczęliśmy więc monitorować
terytorium, patrolować je, aby ludzie nie mogli wchodzić i polować
na zwierzęta. Niektóre rodziny zaczęły sadzić na swoich chakras
różne gatunki drzew, roślin jadalnych i leczniczych. Są bardzo
zadowoleni z tej pracy.
Należę do grupy
młodych liderów Siekopai, którzy utworzyli organizację „Sëra”,
tj. duch nieba, który przybywa każdego Kakotëkawë (lata), aby
ogłosić nową erę. Naszym pierwszym projektem było rozpoczęcie
ochrony wiedzy szamańskiej naszych przodków w formacie wideo.
Potem rozpoczęliśmy
pracę w obszarze edukacji, która stał się naszym głównym celem.
Prowadzimy warsztaty szkolne promujące świadomość ekologiczną
poprzez wymianę międzypokoleniową między starszyzną, rodzicami i
dziećmi. Mówimy o wiedzy przodków, identyfikacji i zastosowaniach
roślin leczniczych, o zagrożeniach, przed którymi stoimy. Pytamy,
co jest dla nas ważne, co chcemy zachować, jako Siekopai? Celem
jest zaszczepienie dzieciom świadomości, że nasze terytorium ma
znaczenie, że powinny mieć szacunek dla starszych, dla Matki
Natury, dla naszej własnej kosmowizji. Wiemy, że dzieci są jak
nasiona; jeśli zasiejemy im myśl, że muszą wyciąć dżunglę,
aby zasadzić palmy olejowe, będą chcieli to zrobić. Ale zamiast
tego mówimy im, że musimy dbać o dżunglę, bo to jest nasze
bogactwo i że są inne sposoby na to, aby przetrwać. Dlatego
uważam, że edukacja jest tak ważna.
Aby rozwiązać
problem niezależności żywnościowej, pracujemy nad projektem
hodowli ryb (zrównoważona hodowla ryb na małą skalę). Gdyby nasi
ludzie zobaczyli, że mamy rzeczywiste alternatywy, takie jak ta,
pomogłoby nam to oprzeć się wtargnięciu dróg na naszym
terytorium.
 |
Wspólne warsztaty międzypokoleniowe (Fot. z archiwum Siekopai)
|
WR: Co daje ci
nadzieję i siłę do dalszej walki po tym, jak Siekopai doświadczyło
tylu niesprawiedliwości?
JP: Bycie przedstawicielem ludów rdzennych oznacza opór i walkę.
Moi ludzie stawiają opór od ponad 400 lat. Mimo że doświadczyliśmy
wielu niesprawiedliwości, wysiedleń, niewolnictwa, marginalizacji,
nigdy nie utraciliśmy naszych korzeni. Nigdy nie przestawaliśmy
walczyć o wolność, godność i, co najważniejsze, o nasze
terytoria. Idziemy dalej z tą samą siłą, z tą samą mądrością.
Wciąż domagamy się prawa do ponownego zamieszkania na terytorium
naszych przodków, abyśmy mogli ponownie połączyć się z Wielkim
Duchem.
Moi ludzie dają mi dużo nadziei. Chociaż istnieje wiele konfliktów
wewnętrznych i straciliśmy 90% naszego terytorium i populacji,
nigdy się nie poddaliśmy. Idziemy z wiarą z naszymi przodkami,
którzy zaszczepili w nas wartość życia, wartość szacunku,
wartość oporu i walkę. Daje mi to też wiele nadziei, że zobaczę
młodych ludzi z innych rdzennych narodowości i innych terytoriów,
którzy przyłączają się do ruchu oporu, robią kreatywne rzeczy,
pracują nad filmami, ratują nasze wartości kulturowe. Czuję, że
nie jestem sam. Jest wielu takich jak ja walczących o swoje
terytoria. Możemy zjednoczyć nasze głosy, aby domagać się
sprawiedliwości, domagać się autonomii rdzennych terytoriów,
abyśmy sami mogli decydować o tym, co dzieje się na naszych
terytoriach. I to jest to, co daje mi wiele nadziei.
Również ludzie tacy jak ty dają mi nadzieję, potrzebujemy ludzi
takich jak ty, którzy znają świat zewnętrzny, aby nasze głosy
docierały do większej liczby osób. Dlatego cieszę się, że mogę
podzielić się z wami tym, co czujemy, co się z nami dzieje, czego
potrzebujemy, aby przetrwać, jako Siekopai, jako rdzenni ludzie.
Czasami ludzie używają rasistowskich obelg przeciwko rdzennym
mieszkańcom. Przydarzyło się to także mi, ale nigdy nie sprawiało
mi to przykrości. Czuję się dumny, że nazywam się Siekopai, że
nazywam się tubylcem.
 |
| "Bycie rdzennym człowiekiem oznacza stawianie oporu". (Foto. Erin Deo) |
WR: W jaki sposób
światopogląd rdzennych ludów mógłby pomóc w walce ze zmianami
klimatycznymi?
JP: To pytanie naprawdę zmusiło mnie do myślenia. Światopogląd
tubylców opiera się na życiu w harmonii z naturą i innymi ludźmi,
szanowaniu wszystkiego, co nas otacza. To model, który nie wymaga od
nas grabieży wszystkich zasobów naturalnych. Uczy nas, że wszyscy
jesteśmy częścią Matki Natury, że naszym obowiązkiem jest
wykorzystywanie zasobów w sposób zrównoważony. Matka Natura
zapewnia wszystko: lekarstwa, pożywienie, wodę i powietrze. Nie
musimy niszczyć, ale współistnieć.
Ten sposób życia opiera się na wzajemności. Dzielimy się, nawet
jeśli druga osoba jest inna niż ja. Udostępnianie i współpraca.
Tak żyli nasi przodkowie i to powinno być wzorem tego, jak żyjemy.
Myślę, że globalne przesunięcie w kierunku tych wartości mogłoby
pomóc w walce ze zmianami klimatycznymi.
Pomocne mogłoby być również przejście na tradycyjne rodzime
rolnictwo. Jest sposób sadzenia, z modlitwą do Matki Natury,
śpiewem, aby maniok i babka dobrze rosły. Nie musimy wycinać
tysiąca hektarów pod plantacje monokulturowe. Zamiast tego sadzimy
różnorodne drzewa, drzewa owocowe, rośliny jadalne i dzielimy się
tym, co mamy.
Tradycyjnie Siekopai mieszkali wspólnie w gigantycznych malokach
(drewnianych chatach z otwartymi ścianami) z czterdziestu do
sześćdziesięciu rodzin. To współistnienie oznaczało, że ludzie
robili wszystko razem. Wszyscy wstali wcześnie około 3 nad ranem,
aby przygotować i napić się yoko, skręcić nici chambira (palmy,
z której usuwa się włókno, aby zrobić hamaki) oraz opowiedzieć
historie i legendy. Kobiety dyskutowały o tym, co zrobią tego dnia,
co może przynieść przyszłość. Dzieci też tam byłyby, to był
sposób w jaki się uczyły. Maloka jest dla nas symbolem
harmonijnego życia, wspólnoty, dzielenia się. Gdyby jeden
mężczyzna szedł na polowanie, to wszyscy mężczyźni szli razem
polować, a potem dzielili się jedzeniem między wszystkich. To
wspólny wysiłek, ustawiczny wysiłek, w którym nikomu niczego nie
brakuje i każdy ma to samo, co wszyscy.
 |
| Życie społeczności Siepai (Foto. Erin Deo) |
WR: W jaki sposób
historie przodków Siekopai były przekazywane z pokolenia na
pokolenie? Czy jest jakaś historia, która jest najbardziej
charakterystyczna dla Siekopai?
JP: Cała wiedza, historia i legendy były przekazywane ustnie, od
rodziców do dzieci aż po dziś, poprzez codzienne praktyki, takie
jak polowanie, łowienie ryb i budowanie malok. W naszych ustnych
tradycjach jest wiele ważnych opowieści o roślinach, zwierzętach,
duchach. Na przykład, co zrobić, jeśli spacerujesz po dżungli, a
nieznany duch staje przed tobą i przeraża cię, żebyś nie
zachorował.
Jest jedna ważna i istotna historia, którą chciałbym się
podzielić. Pewnego dnia niektórzy mieszkańcy wioski spacerowali
przez pół dnia, aby łowić ryby w rzece z barbasco (substancją
roślinną używaną do ogłuszania ryb, aby można je było łatwo
złapać). Gdy dotarli do rzeki, zaczęli rozbijać obóz. Jeden
mężczyzna opuścił grupę i udał się na poszukiwanie Juri,
ducha wiatru, który mieszkał na gigantycznym drzewie. Mężczyzna
poprosił Juri o pozwolenie na łowienie ryb, ponieważ była ona
właścicielką rzeki. Odrzuciła jego prośbę, mówiąc, że to nie
czas na łowienie, że będą musieli czekać. Mężczyzna wrócił
do grupy i przekazał, co powiedziała Juri, że nie wolno im łowić,
ale jego towarzysze wpadli w złość i nie posłuchali go. Przeszli
długą drogę i byli głodni, chcieli jeść. Mężczyzna ponownie
poszedł porozmawiać z Juri, która nalegała, aby powstrzymał
swoich przyjaciół przed łowieniem ryb. Ale kiedy wrócił do
rzeki, złowili już i zabili dużo ryb, palili je nad ogniskiem i
szczęśliwie jedli. Mężczyzna z niepokojem poszedł opowiedzieć
Juri, co się stało. Duch wiatru wpadł w furię. Powiedziała
mężczyźnie, aby ukrył się w jaskini z rodziną. Pobiegł po
rodzinę, zostawiając towarzyszy jedzących ryby. Po drodze zebrał
kilka orchidei, których użył do zablokowania wejścia do jaskini.
Storczyki zamieniły się w psy i strzegły rodziny. Nagle niebo
pociemniało i wiał tak silny wiatr, że spadały gałęzie drzew.
Rodzina słyszała okrzyki desperacji dochodzące z obozu nad rzeką,
ponieważ Juri usunęła oczy wszystkim wędkarzom, tak że nie mogli
wrócić do domu. Przybyły zwierzęta z dżungli, jaguary, dziki i
mrówki, i pożerały ludzi w obozie. Jedynie rodzina w jaskini
przeżyła.
Refleksja jest taka, że jeśli będziemy nadal niszczyć środowisko
naturalne, wkrótce stanie się z nami to samo, że staniemy się
ślepi w obliczu tak wielkiej dewastacji, a Matka Natura może nas
wykończyć. Ta historia wydaje się być bardzo istotna dla tego, co
dzieje się dzisiaj z pandemią. Starsi opowiedzieli te historie,
abyśmy szanowali Matkę Naturę, żyli w harmonii i nauczyli się,
że nie musimy zabierać wszystkich zasobów naturalnych, a jedynie
to, czego potrzebujemy.
 |
| Duch wiatru mieszkał w ogromnym drzewie (Fot. Mitch Anderson, Amazon Frontlines) |
WR: Jak wyglądają
duchy dżungli? Czy je widziałeś?
JP: Rzadko można zobaczyć duchy dżungli, ale czułem je, kiedy
polowałem. Żyją na gigantycznych drzewach ceibo w bardzo głębokiej
dżungli, gdzie nikt nie chodzi. Ci, którzy je widzieli, ludzie,
którzy łowią nocą na ryby, powiadają, że są podobne do ludzi,
około 1,5 metra wzrostu z nosem, oczami i szponami orła. Mają nogi
jak ludzie, ale pokryte są czarnymi piórami. Wszyscy ludzie, którzy
je widzieli, tak je opisują. A kiedy duchy latają, zawsze używają
wiatru, silnych wiatrów do szybowania. Kiedy w dżungli dochodzi do
jakiejkolwiek eksploatacji, duchy te tracą domy i odchodzą.
WR: Narodowość
Siekopai jest znana ze swoich potężnych szamanów i wiedzy o
roślinach leczniczych, zwłaszcza yajé (ayahuasca). Opowiedz nam
więcej o tym, o swojej własnej podróży z yajé oraz o swoim
projekcie ocalenia tej starożytnej mądrości za pomocą filmów.
JP: Moi ludzie byli zawsze bardzo uduchowieni, wielu pijących yajé,
wielu mądrych starszych z głębokim połączeniem z naturalnymi
przestrzeniami, z czasami, ze zwierzętami. Dobrze znaliśmy yajé,
świat duchowy. Kiedy misjonarze przybyli w latach 60-tych i 70-tych,
większość tej wiedzy została utracona. Misjonarze pracowali z
firmami naftowymi. Przybyli, aby oczyścić dżunglę z jej rdzennych
mieszkańców i pozwolić pracować firmom naftowym. Ewangelicy
zakazali picia yajé. Mówili, że należy ono do diabła, a ci,
którzy go piją, pójdą do piekła. Te obawy ogarnęły starszyznę.
Tak wiele rodzin przestało pić yajé. Mój ojciec przestał je pić,
ale wciąż ma dużą wiedzę o roślinach. Bardzo niewiele osób
nadal pije yajé, chociaż mój dziadek Bacilio nadal pije. Kilka
razy piłem z dziadkiem.
 |
| Członek starszyzny Siekopai (Fot. Erin Deo) |
Jestem na ścieżce roślin, na ścieżce yajé i mądrości
przodków. Chciałbym podążać tą ścieżką dalej, aby nauczyć
się uzdrawiać. Nasi starsi mają tę wiedzę, jak leczyć dymem
tytoniowym, modlitwą, jak uzdrowić każdą chorobę. Widziałem
wielu ludzi, którzy cierpią nie tylko fizycznie, ale także w głębi
ich duszy. Bardzo chciałbym się dowiedzieć, jak prowadzić ich na
ścieżce życia. Chciałbym być przykładem na ścieżce życia,
walki i oporu. Walkę trzeba podejmować dobrymi czynami, nie
oszukiwaniem i kłamstwem, ale sercem zawsze połączonym z
wszechświatem, z Wielkim Duchem, zawsze połączonym z tą
mądrością. To jest moja ścieżka, mój cel, do którego dążę,
ucząc się od ojca i naszej starszyzny.
Wyruszyłem tą ścieżką pewnego dnia, kiedy wróciłem do domu z
miasta i zastałem matkę bardzo chorą. W desperacji zdecydowałem
się pić yajé, aby być bliżej niej, gdyby umarła. W moich
wizjach yajé tamtej nocy szedłem i chodziłem w ciemności i nie
mogłem znaleźć światła. Krzyczałem i płakałem, czułem, że
moje serce jest złamane i puste. Poczułam straszny ból w duszy,
najgorszy ból, jaki kiedykolwiek czułam w życiu. Nie da się tego
wyjaśnić. W końcu, po tym, jak tak długo chodziłem i krzyczałem
w ciemności, obok mnie pojawiło się światło i powiedziało
„Jestem twoim bogiem”. Byłem głęboko zdezorientowany.
Pomyślałem, dlaczego bóg jest tutaj w mojej wizji yajé, kiedy
powinien być tam, w kościele? Nie mogłem zobaczyć ciała istoty,
ale miała na sobie biały lśniący garnitur i powiedziała mi: „Nie
martw się, twoja matka nie umrze. Jutro będzie zdrowa. Podążaj
dalej tą ścieżką. Będę oświetlał ci drogę, abyś mógł
dobrze czynić”. Opuściłem ceremonię o 5 rano i wróciłem do
domu, a moja mama czuła się dobrze i pracowała na chakra. Nie
mogłem w to uwierzyć. To zmieniło całe moje spojrzenie na
religię, na yajé. Zrozumiałem, że prawdziwy bóg jest w każdym z
nas, w naszych pozytywnych działaniach, kiedy pomagamy sobie
nawzajem, kiedy współpracujemy. Boga nie ma w kościele, ale w
każdym z nas. Tego nauczyłem się poprzez yajé.
Jest bardzo niewielu młodych Siekopai podążających tą ścieżką.
Znam kilku, ale nie są zbyt zaangażowani. Kiedy zapraszam ich na
ceremonię, to idą ze mną. Zawsze zapraszam moich siostrzeńców.
Mówię im, przyjdźcie i napijcie się yajé, zamiast upijać się
piwem. Przyjdźcie i oczyśćcie swoją duszę, ducha i swoje ciało.
Zawsze mi potem dziękują.
 |
Jimmy i Ribaldo Piaguaje uczą się o roślinach od członka starszyzny (Fot. Jerónimo Zúñiga, Amazon Frontlines) |
W chwili obecnej wiedza przodków jest szybko tracona. Młodzi ludzie
nie są już nią zainteresowani ze względu na wpływ świata
zachodniego. Nasi mądrzy starsi umierają nie pozostawiając po
sobie żadnego dziedzictwa. Wraz z innym młodym obrońcą Siekopai
stworzyłem projekt, aby zabezpieczyć ich wiedzę za pomocą filmów.
Spotykamy się ze starszymi, gdy zbierają rośliny i nagrywamy, jak
rozmawiają o tym, jak je identyfikują i wykorzystują. (Aby
dowiedzieć się więcej o tym projekcie i zobaczyć niektóre filmy,
kliknij tutaj). Ten projekt zgromadził grupę naszą młodych
liderów i zaczęliśmy się organizować.
W sierpniu w mojej wspólnocie odbyła się ważna ceremonia yajé.
Sierpień (w naszym języku znany jako Kakotëkawë) jest dla nas
bardzo ważny. Jest to miesiąc duchowości. Zgodnie z naszą
kosmowizją niebiańskie istoty przybywają na wierzchołki drzew
właśnie w sierpniu. Tak więc, kiedy ktoś przyjmuje yajé, łatwiej
jest połączyć się z nimi i z Wielkim Duchem. To wtedy, kiedy
zastanawiamy się nad rzeczami, które musimy ulepszyć, sadzimy i
naprawiamy nasze chakras. W sierpniu nasze emocje są znacznie
silniejsze, jesteśmy bardzo wrażliwi, musimy bardzo dbać o to, jak
traktujemy innych, być szczególnie delikatnym.
WR: Opowiedz nam
o Lagartococha, duchowym centrum Siekopai i walce o jego odzyskanie.
JP: Pë’këya (Lagartococha) to duchowe centrum Siekopai. W czasie
przed przybyciem białych ludzi wielcy szamani Siekopai ze wszystkich
zakątków naszego terytorium gromadzili się nad rozlewiskami w
Kakotëkawë (sierpień), aby odprawiać ceremonie yajé w
towarzystwie Kofanów i innych rdzennych ludów. W swoich wizjach
łączyli się z Wielkim Duchem, aby ich ludom nigdy nie zabrakło
pożywienia, zwierząt ani ryb i aby nie cierpieli z powodu chorób.
Szamani również spojrzeli w przyszłość i dali ludziom znać, że
jest nadzieja; że nadszedł czas, aby przygotować chakras i dobrze
żyć.
Dzisiaj podążamy tą samą ścieżką. Co roku w sierpniu
podróżujemy do Pë’këya, aby odprawić ceremonię, ale teraz nie
ma tam spokoju. Terytorium naszych przodków zostało dla nas
utracone, a walka o jego odzyskanie nie jest czymś nowym. To stara
walka naszej starszyzny.
Nasi przodkowie w tamtym rejonie bardzo cierpieli. Zostali wypędzeni
przez zbieraczy kauczuku i zniewoleni. Następnie w latach
czterdziestych XX wieku, Pë’këya została spustoszona przez wojnę
między Ekwadorem a Peru. Nasi ludzie musieli opuścić swoje
terytorium, aby się ratować. Kiedy obszar został podzielony przez
militaryzację granicy, niektóre społeczności i rodziny Siekopai
nie widziały się przez pół wieku, aż do momentu podpisania
traktatu pokojowego w 1998 roku, który pozwolił na zjednoczenie.
Po wojnie państwo ekwadorskie ogłosiło ten obszar rezerwatem. Nie
zdając sobie sprawy, że ta ziemia jest naszym historycznym
terytorium, nie zdając sobie sprawy, że Siekopai zawsze tam byli,
państwo przekazało je plemionom Kichwa z Zancudo. Dla państwa
dżungla to dżungla, nawet nie zapytali, do kogo należy. Nie mamy
problemu z Kichwami. Nasza skarga jest skierowana do państwa za
naruszenie praw naszych przodków. Poprosiliśmy o rozstrzygnięcie,
ale wciąż pozostajemy bez odpowiedzi.
Nasze nadzieje na przetrwanie jako Siekopai spoczywają w powrocie do
Pë’këya, na nasze terytorium, z którego pochodzimy, aby ponownie
połączyć się z duchami po to, aby szamani mogli przekazać swoją
wiedzę młodym. Z polecenia starszych zbudowaliśmy tam uroczysty
dom nad rozlewiskiem i zasadziliśmy yajé, aby utrzymać duchowe
połączenie, które pozwala nam dobrze żyć. Ale ceremonialny dom
został spalony przez Kichwasów z Zancudo. Jesteśmy z tego powodu
naprawdę smutni. Jesteśmy ludźmi pokoju, nie chcemy więcej wojen.
WR: Jak
dominujący model ekonomiczny wpływa na zniszczenie Amazonii?
JP: Kwestie ekonomiczne należą głównych czynników niszczących w
Amazonię. Tworzone sztucznie zapotrzebowanie na pieniądze jest
przyczyną tak częstego wylesiania, a zwierzęta wymierają.
A jednak społeczności amazońskie potrzebują pieniędzy jak
wszyscy. Ci, którzy twierdzą, że pieniądze nie istnieją w
rdzennym świecie są oderwani rzeczywistości. Ludność tubylcza
potrzebuje pieniędzy, ponieważ potrzeba ta została stworzona w
naszych społecznościach przez świat zewnętrzny.
Więc co powinniśmy z tym zrobić? Widziałem wiele przykładów
gospodarki o obiegu zamkniętym, spółdzielni o strukturach
poziomych. W tego rodzaju bankach społecznościowych nikt nie ma
przywilejów nad nikim innym, każdy w organizacji ma głos i prawo
głosu. Zyski trafiają do wszystkich, a nie tylko do kilku
wpływowych osób. I tak powinien działać system pieniężny w
społecznościach tubylczych. Jest wiele osób, które są ekspertami
w tej dziedzinie. Powinny być szkolenia w tym zakresie, abyśmy
mogli dowiedzieć się, jak działa ten model.
Jednym z głównych powodów, dla których rdzenni mieszkańcy
potrzebują pieniędzy, jest edukacja dla ich dzieci. Pójście na
uniwersytet jest bardzo kosztowne dla rdzennych ludzi. Potrzeba tego
rodzaju edukacji, która została również wprowadzona przez świat
zewnętrzny, jest głównym motorem wylesiania i należy ją pilnie
rozwiązać.
Widziałem, że niektórzy Siekopai, którzy studiują poza domem,
wykorzystują naturalne zasoby rdzennych społeczności,
wykorzystując wykształcenie uniwersyteckie jako uzasadnienie. Zatem
system szkolnictwa wyższego jest podwójnym zagrożeniem: ludzie
ścinają drzewa, aby ich dzieci mogły uczyć się w systemie
myślenia, który sam w sobie prowadzi do większej destrukcji.
Jeśli nadal będziemy kontynuować ten sam zmonopolizowany model
edukacji, który, jak widzimy, nie działa, który nie spełnia
naszych potrzeb, który nie tworzy świadomości u młodych ludzi, to
te rzeczy będą się działy. Więcej pandemii, powodzi, trzęsień
ziemi. Takie są reakcje Matki Natury, która mówi nam, że coś
jest nie tak.
WR: Dlaczego
temat edukacji jest dla Ciebie tak ważny?
JP: Edukacja to podstawowy filar społeczeństwa. System myślowy
zaimplementowany w programie nauczania generuje interakcje między
ludźmi i ich ekosystemem. Istnieje wiele metod pedagogicznych, które
reprezentują różne sposoby myślenia, ale obecny system edukacji
jest zmonopolizowany. Zmniejsza to różnorodność możliwości
tworzenia lepszego świata dla ludzkości i planety. Obecny model
tylko przygotowuje nas do pracy w firmie, a nie uczy nas
koegzystencji.
Społeczeństwo musi zapytać, jaki jest cel edukacji. Rzeczywistość
społeczeństwa jest odzwierciedleniem jego systemu edukacji. Obecna
sytuacja na świecie pokazuje nam, że zmonopolizowana edukacja nie
działa. Widzimy to w zmianach klimatu, we wszystkich konfliktach,
które mają miejsce, w eksploatacji surowców.
Istnieją pedagogie edukacyjne, których celem jest tworzenie
harmonii między ludźmi i środowiskiem. Chociaż stanowią one
mniejszość, mogą być skuteczne w obecnych czasach kryzysu, aby
zmienić sposób, w jaki żyjemy.
 |
Terytoria przodków są bogate w wiedzę, której nie zna świat zachodni. (Fot. z archiwum Siekopai)
|
Ludność rdzenna od tysięcy lat posiada własną pedagogikę
edukacyjną, która pozwoliła ich społecznościom i środowisku
naturalnemu rozwijać się cykl po cyklu. Terytoria przodków są
bogate w wiedzę, której nie zna świat zachodni. Niestety, ostatnie
pokolenie, które posiada tę wiedzę, umiera szybciej niż
kiedykolwiek, bez przekazywania jej młodym ludziom, którzy są
kształceni w miastach.
Pracowaliśmy nad zachowaniem tej wiedzy poprzez warsztaty
środowiskowe, które odniosły taki sukces, że naszym następnym
celem jest rozszerzenie ich na alternatywną szkołę.
Zaprojektowaliśmy model edukacyjny oparty na własnej kosmowizji,
który pozwolił nam przez tysiąclecia rozwijać się w harmonii ze
środowiskiem naturalnym. Nasz program nauczania połączy mądrość
przodków z aspektami współczesnej wiedzy, aby uwzględnić takie
przedmioty, jak permakultura, techniki audiowizualne i technologie
komunikacyjne. Celem jest wyszkolenie świadomych ludzi, zdolnych do
tworzenia innowacyjnych, zrównoważonych rozwiązań. Mamy nadzieję,
że zaszczepimy wartość dla życia, wartość, która uczy ludzi
być różnorodnym, myśleć i robić to, co się naprawdę kocha.
WR: W jaki sposób
społeczność międzynarodowa może wspierać twoje wysiłki?
JP: Ludzie mogą nam pomóc na dwa sposoby.
Aby otworzyć naszą alternatywną szkołę, musimy zalegalizować
naszą organizację Sëra jako organizację pozarządową. Pracujemy
nad tym procesem od 2018 r., ale nasze wysiłki zostały zahamowane
przez biurokrację i brak zasobów. Zorganizowaliśmy kampanię finansowania społecznościowego, aby zebrać pieniądze na ten cel i
będziemy bardzo wdzięczni za wszelkie wpłaty. Bardzo pomocne
byłoby również udostępnienie kampanii.
Prosimy również ludzi o śledzenie nas w mediach społecznościowych
(Twitter @NSiekopai, Facebook @Siekopai) i Instagram @Nacion.Siekopai) i wypatrywanie nadchodzącej burzy na Twitterze, aby
wywrzeć presję na państwo Ekwador, aby formalnie rozstrzygnąło
sprawę naszego terytorium przodków w Lagartococha.
Deoji! (Dziękuję!)
 |
| Dzieci Siekopai (Fot. Erin Deo) |
Jimmy Piaguaje udzielił wywiadu Beth Pitts, która od 2013 roku
pracuje z rdzennymi społecznościami Ekwadoru, zwłaszcza z tymi,
którzy bronią swoich terytoriów przed wydobywaniem surowców. Od
tych obrońców Beth dowiedziała się, że ekoturystyka kierowana
przez społeczność umożliwia im ochronę zagrożonych ekosystemów
i unikalnych sposobów życia. To zainspirowało ją do napisania
„Księżycowego przewodnika po Ekwadorze i Wyspach Galapagos”
(2019) (Moon Guide to Ecuador & The Galapagos Islands),
pierwszego międzynarodowego przewodnika po Ekwadorze, który
koncentruje się na etycznych podróżach.
Beth jest częścią zespołu Writers Rebel i jest podekscytowana
alchemicznymi możliwościami zjednoczenia dwóch sił, które dają
jej największą nadzieję na przyszłość: rdzennych obrońców
przyrody i Extinction Rebellion.
Tłumaczenie: Tomasz Nakonieczny
Tekst źródłowy: "Hope in the Amazon: Interview with Jimmy Piaguaje" (12.11.2020)